sobota, 16 marca 2013

dzień 363.

Na blacie kuchennym leżał ananas przywiązany białą nitką do szuflady ze sztucznymi pająkami. Obok, z kijem od mopa, czaił się aztecki wojownik. To tylko skrót atrakcji, które na sobotę przygotował Jasiek. Od tygodni, a może i miesięcy, planował ze szczegółami aztecką wyprawę, w której mieli uczestniczyć Józek, Staś i Igor.
Niestety jego plany pokrzyżował przedłużający się sezon chorobowy. Mapy podpalone na brzegach i listy pisane atramentem sympatycznym zostały odłożone na jakiś czas i wyglądało na to, że jeszcze długo skarb nie zostanie znaleziony. Niespodziewanie dla każdego okazało się, że w sobotę pierwszy raz od dawna wszyscy byliśmy zdrowi! Nareszcie mogliśmy się spotkać


- dostałem list zapieczętowany woskiem - rozpoczął zabawę Jasiek, a chłopcy potakiwali głowami, wierząc, że taki list naprawdę otrzymał. Wczuli się tak bardzo w grę, że zamiast pieczęci zobaczyli krew i jeden drugiego w tym upewni. List zawierał oczywiście instrukcje dotyczące skarbu. Któż w takich warunkach uwierzyłby w wosk z czerwonej świeczki? 
- płynęliśmy statkiem, zapasy jedzenia skończyły się, przed nami była wyspa, a na niej ananasy.


Szarpnięcie za ananas otwierało szufladę ze sztucznymi pająkami oraz budziło wojownika schowanego za kuchenną szafką.

Nietypowy makijaż Stasia powstał kilka godzin wcześniej, na zabawie urodzinowej jego kolegi z przedszkola. Z zamierzenia miał to być wizerunek ducha, chłopcy mieli jednak inne zdania na temat umalowanej twarzy Stasia:
- to Jocker z Batmana!
- miś koala?!
- potwór!
Jasiek, elastycznie podszedł do przemalowanego Stasia, dorysował kilka czerwonych kresek i zmienił brata w wojownika. Kilku przerażonych poszukiwaczy schroniło się pod kocem w obawie przed wydawanymi przez niego dźwiękami.

Tuż po zjedzeniu ananasa z mapami w rękach chłopcy dotarli do łazienki.


Tam czekał na nich wybór miedzy dwiema szklankami, w których był nadmanganian potasu albo sok do picia. Tylko właściwy napój pomagał w znalezieniu następnej wskazówki.


Napis, który pojawił na białej dotychczas kartce, wspominał coś o niebieskim kluczu strzegącym tajemniczego skarbu. Skarb okazał się bardzo smakowity dzięki Agnieszce, mamie Igora, która ukradkiem do świecących kamieni dorzuciła złote monety - to się nazywa wyczucie nastroju!


Zmęczeni, najedzeni ananasem, czekoladowymi monetami i aztecką pizzą poszukiwacze skarbów odpoczywali we właściwy sobie sposób: Igor z książką, Józek malując coś nowego, Jasiek wymyślał nową zabawę. I tylko Staś snuł się po pokojach, zostawiając na meblach ślady farby.

wszystkie zdjęcia: Jasiek B.
 
Kilka godzin po zabawie Józek zachorował na grypę i tego już nikt z nas nie przewidział.

6 komentarzy:

  1. "Aztecki wojownik z kijem od mopa" powalił mnie na kolana :D:D:D Aztecy byli bardzo wojowniczym plemieniem i nie wiem jakim cudem zobaczyłaś Bogusiu kij zamast dzidy;D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wspaniałe zabawy z rodzeństwem i kolegami, tego nikt nie zabierze Józkowi, zawsze będzie wspominał jak to było :)
      Wojtek bawił się tak ze mną, ale we mnie brak było tej spontaniczności. Zabawa z dorosłym to nie to samo co z bratem czy kolegą.
      Czegoś takiego jak ma Józek zabrakło Wojtkowi :( Niech Jasiek organizuje jak najwięcej takich akcji - SUPER BRAT , SUPER CHŁOPAK !!!
      :W:

      Usuń
  2. Normalne dzieciństwo,z rodzeństwem,przyjacielem:a autyzm ?-gdzieś w jakimś zakątku!:))Małgorzata:)(moze się powtarzam,bo gdzieś zgubił mi sie kom)

    OdpowiedzUsuń
  3. Jasiek jesteś geanialny!!!doris

    OdpowiedzUsuń