środa, 13 marca 2013

dzień 360.

Nieuchronnie nadszedł czas, żeby oddać książki do biblioteki multimedialnej. Od ferii zimowych przedłużaliśmy je już kilka razy, ale nadal Józkowi trudno było się z nimi rozstać. W końcu, pod jego nieobecność, zapakowałam 15 książek do plecaka ze wzmocnionymi szelkami, podniosłam całość, stęknęłam, opuściłam plecak na podłogę, dałam sobie chwilę przerwy, jeszcze raz wykonałam próbę podniesienia plecaka i udało się! Tylko dwa razy po drodze zniosło mnie na lewo. Kiedy wypożyczaliśmy książki miałam ze sobą dwóch pomocników z torbami, dzięki czemu te straszliwe ilości mniej ważyły. Teraz cieszyłam się tylko z tego, że nie dałam się wtedy namówić na dodatkową serię pięciu książek o historii nauki i techniki, które Józek znalazł jako pierwsze. W autobusie nie zdejmowałam plecaka, bałam się, że nie założę go drugi raz. Nie usiadłam mimo wolnego miejsca - nie byłam pewna, czy wstanę i czy plecak nie pociągnie mnie w dół. Po drodze powtarzałam sobie: żadnych książek dziś nie zabieram!
Z radością wypakowywałam kolejne encyklopedie na ladę biblioteczną. Jedna z nich miała ponad 700 stron.
Oczywiście, gdy tylko znalazłam się obok regałów z książkami, zareagowałam jak każdy uzależniony - w moim przypadku dotyczy to książek. W jednej chwili tylko spacerowałam obok regałów, a już w następnej trzymałam w ręku prawdziwy rarytas: "Encyklopedię ewolucji". 
Co to była za książka! Szczegóły zachwyciłyby każdego autystę! Wykresy, tabele stratygraficzne, ilustracje...po raz pierwszy widziałam opisaną ewolucję trylobitów. Ewolucja człowieka zaczynała się dopiero na 300 stronie, wcześniej poświęcono rozdziały glonom, stawonogom, bezkręgowcom.
Sterta z książkami do wypożyczenia niespodziewanie rosła, dołożyłam jeszcze "Zanim pojawił się człowiek" i serię książek o historii nauki i techniki, na które ostatnio nie znalazłam miejsca.
Oczywiście Józek był zachwycony książkami. Wyraził tylko zdziwienie, gdy wyciągnęłam z plecaka trzy encyklopedie o nauce i technice:
- dlaczego trzy? - popatrzył na mnie z zastanowieniem.
Spomiędzy innych książek dołożyłam jeszcze jedną z tej serii:
- dlaczego cztery? - wciąż nie mógł zrozumieć Józek. Przeszukałam czeluście plecaka, który wiele dziś uniósł i znalazłam piątą z serii książek oglądanych przez Józka podczas naszej wycieczki w ferie zimowe.
- są już wszystkie! - ucieszył się i odtąd już tylko przeglądał i czytał.
Gdy zasnął, zważyłam "Encyklopedię ewolucji" na wadze kuchennej. Ponad dwa kilogramy. Uff!  

4 komentarze:

  1. Odpowiedzi
    1. cząstkową, cząstkową, zważyłam tylko jedną z książek Józka

      Usuń
  2. kobieta wszystko uniesie,ale co na to Wasza podłoga(strop)???:)))Małgorzata:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. i tu się z Tobą zgodzę. Najgorsze jeszcze jest to, że Ela ma następne pozycje do stosowania ataku z gór: książka w dłoń i...

      Usuń