czwartek, 7 marca 2013

dzień 354.

Jeszcze do niedawna upierałabym się, że "Szczęki jak żyletki", "Świnia z piekła rodem" lub "Wilk zabójca" to tytuły niskobudżetowych horrorów... A to przecież tylko najchętniej oglądane przez Józka filmy z serii "Prehistoryczne drapieżniki"... Już od tylu lat dogłębnie pozna zainteresowania Józka, że coraz szybciej rozpoznaopowieść o megalodonie - prehistorycznym rekinie pod zagadkowym tytułem "Rekin potwór". A "Tygrys szablastozębny"? To przecież machajrodon z plejstocenu, którego kąt rozwarcia żuchwy pozwalał ją otworzyć niemal do pozycji pionowej. Tyle razy dziennie Józek wspomina o tych krwiożerczych bestiach, z takim uczuciem o nich mówi, że aż się sama sobie dziwię, że jeszcze nie znam nazw wszystkich drapieżników. Mogłabym lepiej postarać się i chociaż poczytać o krótkopyskim niedźwiedziu sprzed 800 tysięcy lat, mierzącym 4 metry i ważącym dwukrotnie więcej niż znane nam współcześnie niedźwiedzie. Józio mówi o nim z naukowym spokojem. Podobnie nie wzbudza w nim przerażenia świnia, która mogłaby - w mojej ocenie - stać się bohaterką thrillerów: z jej przebiegłością i siłą, z jaką atakowała i niszczyła wszystko, co można było zjeść.
A jednak zobaczyłam ostatnio coś, co zupełnie wytrąciło Józka z jego spokojnego zdobywania wiedzy. I nie były to stada prehistorycznych hien, których zęby porównywano do żyletek.
Przypadkiem dowiedziałam się, co potrafi naprawdę przerazić Józka.
Otóż, gdy wróciłam z drobnego zabiegu chirurgicznego, na lewym ramieniu pozostały mi cztery małe szwy.
U moich dzieci wzbudziły naturalny respekt i szacunek. W ich oczach stałam się co najmniej Jackiem Sparrowem z "Piratów z Karaibów". I tylko Józek tak się przeraził, że krzyczał:
- nie pokazuj tego więcej! schowaj to, schowaj!
Odtąd trwożliwie patrzył w moją stronę i odetchnął z ulgą dopiero, gdy założyłam sweter z długimi rękawami.
- nie chcę patrzeć, nie mogę patrzeć! - powtarzał mi przy każdej okazji. Zapomniałam oczywiście o jego strachu i wieczorem przeszłam przez jego pokój, mając niewielkie szwy na wierzchu. Józek szybko pobiegł do łazienki, która niestety była zajęta:
- wpuść mnie! - walił w drewniane drzwi - muszę się ukryć!
Odtąd - straszniejsza niż prehistoryczne stwory - snuję się po mieszkaniu w ciepłych bluzach z długimi rękawami odprowadzana podejrzliwymi spojrzeniami Józka.

10 komentarzy:

  1. Może skojarzył te szwy z niebezpieczeństwem zagrażającym Twojemu życiu i pod wpływem stresu zareagował tak gwałtownie?

    OdpowiedzUsuń
  2. Bogusiu!
    Z wielką przyjemnością przeczytałam wszystkie wpisy - tym razem od początku. Przyznam, że gdybym Cię nie znała, potraktowałbym blog jak doskonałą powieść o autyzmie. Przez dwa dni nie dało się mnie odrąbać od komputera, a rodzina obraziła się na amen. Cóż, trudno. Jutro postaram się zaskarbić na nowo ich przyjaźń.Jestem pod ogromnym wrażeniem tego, co przeczytałam. Pomijając Twój styl pisarski, który jest absolutnie doskonały, chylę przed Tobą czoła i cieszę się, że mogłam poznać Cię osobiście. Jesteś wspaniałą Mamą i wyjątkową Kobietą (ale to już wiemy). Zazdroszczę Ci (oczywiście w pozytywnym znaczeniu) mądrości życiowej, dobroci, cierpliwości, pracowitości, poświęcenia, wytrwałości, wyrozumiałości, pomysłowości i jeszcze wiele mogłabym wymieniać tych określeń. Tak abstrakcyjne i wyświechtane hasło Matka-Polka zmaterializowało się w moim umyśle w Twoją postać. Sprawiłaś, że każdy kto czyta Twój blog kocha Twoje Dzieci. I zaręczam Ci, że każdy kto dotąd nie wiedział za bardzo czym jest autyzm ma czerwone policzki ze wstydu. Bo każdy z nas zetknął się przynajmniej raz w życiu z dzieckiem autystycznym i nie wytrzymał. Twój blog sprawił, że wszyscy, którzy go przeczytali inaczej popatrzą na "niegrzeczne", "rozkapryszone" dziecko. Powtórzę to jeszcze raz: zmieniasz ludzkie postawy. Całym sercem sekunduję Ci w tym co robisz. I ciesze się, że nie jesteś sama. Drogie Mamy życzę Wam, by Wasze Dzieci z pełną świadomością podziękowały Wam za tę szczególną miłość, dzięki której znalazły drogę do dorosłego świata. I odwzajemniły ją taki sposób o jakim marzycie.
    Łączę wyrazy szacunku
    Dorota Grzymska

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Doroto -dziękuję za tak piękny komentarz! odpisuję dopiero teraz, bo przypomniałaś mi o wcześniejszych wpisach - i cóż, też wsiąkłam -zaczęłam czytać o tym, jak Józek wygonił śpiewającego pod oknem Cygana, jak oschle potraktował ekspedientkę, która sprzedawała lody w horrendalnej cenie, jak piekliśmy sierpniowe pierniczki świąteczne - cudowne to wszystko było!
      Po naszych rozmowach i Tym Szczególnym Dniu Kobiet wiele rzeczy zaczyna mi się na nowo układać w głowie - mam nowe pomysły - wyobrażasz sobie? tak jakby nowe drzwi otworzyły się przede mną po spotkaniu z naszymi babkami.

      Usuń
  3. Cisza od Dnia Kobiet. Bogusiu, wszystko dobrze? Uzależniłam się od tych Twoich codziennych wpisów :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzień Kobiet to dopiero był dzień! i chociaż dopadł mnie marazm w pisaniu, to już staram się temu zaradzić i wszystko opisać. Najważniejze to wyłączyć pochłaniającego Facebooka i pisać!pisać!

      Usuń
    2. Pisz Bogusiu pisz i koniecznie wstaw zdjęcie z metamorfozy ;-)

      Usuń
    3. Coś nas wszystkich naszło czytanie wpisów od początku :) może to wizja tak bliskiego zakończenia tak na nas wpływa.
      Czytałam całą niedzielę, z różnymi miksturami pod ręką i rozgrzewającą herbatą w dzbanku.
      Tak mnie wciągnęło,że zapomniałam o choróbsku, a także o całym otaczającym świecie :)
      Szkoda tylko,że to nie książka, ale mam nadzieję że doczekam się wersji papierowej :)) :W:

      Usuń
    4. Zdjęcie po metamorfozie koniecznie! Już na krótkim filmiku widać, że podkreślone oko i włosy wyglądają świetnie :)

      Usuń