sobota, 2 marca 2013

dzień 349.

- dzwoń na policję! - wołał głośno z pokoju Józek.
- nie mogę! suszę włosy! - bez namysłu odpowiedziałam z łazienki.
Wcześniej Józek straszył więzieniem każdą z osób, która naruszała jego przestrzeń osobistą. Teraz poprzestaje na komunikatach o policji, gdy widzi dwuletnią Elę wspinającą się na jego łóżko lub polującą na książki.
Nadal suszyłam włosy, gdy do łazienki zapukał Staś.
- mamo! - popatrzył na mnie błagalnymi oczami, które - jak to zawsze u Stasia - robiły się coraz większe i większe - Józio tak naprawdę to chce, żebyś zabrała Elę, bo mu przeszkadza... - wytłumaczył mi sytuację tak, jak wyjaśnia się sprawy małemu dziecku.
Porzuciłam suszarkę, przechwyciłam ładunek Józkowych książek, z którymi Ela próbowała się gdzieś ulotnić.
Włosy i tak wyschły same.
Jest już marzec i tak, jak w ubiegłym roku usłyszeliśmy od naszych dzieci przysłowia wiosenne, wśród których wyróżniało się Józkowe: "w garncu jak w marncu". Zauważyłam przy okazji, że moja podzielność uwagi staje się dzięki moim dzieciom coraz bardziej elastyczna: rozmawiałam z Jaśkiem, który mówił do mnie z przedniego siedzenia w samochodzie i jednocześnie potrafiłam powtórzyć to, o co Staś pytał mnie, siedząc z tyłu auta:
- czy roboty siusiają? jeśli nie, to dlaczego Olinek Okrąglinek z bajki ma w domu ubikację?
Pytanie potrafiłam powtórzyć, ale już z odpowiedzią na nie trochę gorzej mi szło. Na szczęście mam w domu eksperta od wszystkiego - Jaśka, który nie potrafi oprzeć się raz zadanemu pytaniu.
Przekonaliśmy się o tym wieczorem. Siedzieliśmy z Jarkiem w pokoju, rozmawialiśmy o różnych sprawach,m.in. o Facebooku.
- czy warto? czy wszystkie moje wiadomości widać? co zrobić, gdy nie chcę, żeby ktoś czytał to, co zamieszczę? - pytał Jarek.
Z łazienki obok pokoju padła odpowiedź:
- zawsze możesz się ukryć, tato! - podpowiedział Jasiek, który - mamy tanadzieję - czytał tam lekturę, a nie komiksy.
Sobotę spędziłam na porządkowaniu płyt, które przez lata były schowane. W naszym domu już od dawna trwała muzyczna cisza. Józek reagował silną nadwrażliwością na dźwięki: czasem nie mógł wejść do sali klasowej, w której słyszał radio. W domu wszyscy już dawno przerzuciliśmy się na słuchawki.
Zauważamy odwilż w tym temacie: nadwrażliwość znacznie się zmniejsza. Już nie jesteśmy tak uciszani, jak kiedyś, gdy zdarzyło nam się podśpiewywać pod nosem. Pomyślałam, że może nadeszła pora na słuchanie płyty z muzyką. Gdy rozpakowywałam kolejny karton, Józek podszedł do mnie i z ciekawością oglądał okładki. Od razu wśród innych wyłowił płytę ze zdjęciem Tomka Budzyńskiego - punkrockowego wykonawcy z zespołu Armia - i rozpoznał je po swojemu:
- to Ty, mamo! Tylko kiedyś, bo to czarnobiałe zdjęcie!


8 komentarzy:

  1. Odpowiedzi
    1. Jak się przyjrzeć to nikłe podobieństwo jest, chociażby w ustawieniu głowy ;) :))) :W:

      Usuń
    2. prawdziwy komplement -dla mnie Budzy był zawsze bardzo oryginalnym artystą

      Usuń
  2. Nie widać pierścionków ani ...obcasów-kto wie????Widać masz w domu "tydzień dobroci dla Mamy":)))Małgorzata:)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. tak, rzeczywiście trochę mi się nazbierało w tym tygodniu...

      Usuń
  3. swietne porownanie, widocznie Jozek dostrzega glebiej podobienstwo. Ekka tez jest niesamowita

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. masz rację, on może widzieć obraz, który mu się z czymś lub z kimś skojarzy, tak jak artyści.
      Za to Elka przerasta moje wyobrażenia na temat sprawności i siły u małych dziewczynek.

      Usuń
  4. lubię twórczość Budzego, tę malarską i muzyczną ;) Budna i Budzyński- brzmią troszkę podobnie...doris

    OdpowiedzUsuń