sobota, 16 lutego 2013

dzień 335.

- mamo! - ktoś próbuje mnie wyrwać ze snu. Bronię się i zasypiam dalej.
- mamo - obudź się!
Otwieram oczy, aczkolwiek z niechęcią. Jest sobota, nie chcę dziś budzić się o szóstej rano. Jestem zmęczona. Moje dzieci ogarnęła druga fala chorób: od tygodnia wirusy atakują, co oznacza kilka nieprzespanych nocy. Czasem zasypiam na siedząco, czasem jestem budzona kilka razy w nocy...teraz nic mnie nie ruszy z łóżka. Nic!
- mamo!
Właściwie to kto mnie woła? - myślę nieprzytomnie. Na pewno nie Staś. Gdy Staś coś ode mnie chce, używa długich zdań, w których słowo "mama" brzmi jak przecinek:
- mamo, czy Ty widziałaś -mamo- moją książeczkę -mamo- bo ja ch ją teraz -mamo- czytać. Mamo!
To "mamo" było inne: krótkie i głośne. Tylko Józek tak krzyczy. Oprzytomniałam i wstałam. I tak zaczęliśmy z Józkiem czarną sobotę, podczas której: "mamo!" usłyszałam wiele razy i z różnym natężeniem.
Chociaż to brzmi nieprawdopodobnie głos Józia z każdym zdaniem był coraz mocniejszy:
- J mnie naśladuje! - krzyczał.
- Józio, ciszej - prosiłam.
- dzieciaki: Ela i Staś - przeszkadzają!!
- Józio - ciszej, chcę, żeby w naszym domu było cicho! - uciszałam go, bez efektów.
- dlaczego Ty mi to zjadłeś? - rozpacz w głosie Józka mogłaby zmiękczyć każde serce, chyba, że ktoś był atakowany hałasem od wczesnych godzin porannych.
- Józek, stop! - mój głos dorównywał już Józkowemu.
Po którymś jeszcze mocniejszym krzyku, dodatkowo wzmocnionym trzaśnięciem drzwiami, zawołałam:
- Józio, jestem rozoszczona  Twoimi krzykami. Czuję się zła!
- ja wcale nie krzyczę! - krzyknął Józek - dlaczego mama jest zła? czy mama jest zła? zła mama! powiedziała, że jest zła!
Wszyscy byliśmy na skraju wytrzymałości, gdy nagle zobaczyłam, że Józek złapał się za policzek.
- aaaaa! - krzyknął i zobaczył, że patrzę na niego. Uciekł czym prędzej do kuchni.
- czy ząb Ciebie boli? - krzyknęłam, skradając się w jego stronę.
- nie będziesz wyrywacz zębów! - odkrzyknął mi Józek.
Złapałam go mocno i nie wypuszczałam z uścisku:
- czy ząb się rusza?
- nie będziesz....
- złap za niego i szarpnij mocno!
Złapał, pociągnął, wyrwał mlecznego zęba.
- Alleluja! - krzyknął tym razem radośnie. I tym akcentem zakończyła się czarna sobota, a zaczął się bardzo przyjemny dzień.

11 komentarzy:

  1. Proszę,ile harmonii dzięki wyrwaniu jednego ząbka:))Gdyby to sie dało przenieść na te stałe zęby:)))Małgorzata:))))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. gdyby tylko delikwent zdradził szybciej, że go coś boli, może ta sobota inaczej wyglądałaby

      Usuń
  2. oj biedny z bólem biegał tyle... ale już po bólu.
    A Tobie współczuje, bo mnie już totalnie Maja wyprowadza z równowagi swoja chorobą....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Paulina- wiem coś na ten temat. Właśnie mam dla Eli diagnozę -zapalenie oskrzeli i następny tydzień spędzamy w domu.

      Usuń
    2. no to mamy tą samą diagnozę, z zapalenia krtani, na zapalenie oskrzeli przeszło...

      Usuń
  3. ale super, ze juz po problemie :-) - u nas taka czarna sobota akurat od 2 tygodni trwa - pozdrowienia!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Koszmarne uczucie, kiedy leżymy w objęciach Morfeusza, a jedno głośne MAMO podrywa nas na równe nogi :(
      Przed Tobą Bogusiu jest jeszcze trochę tych mleczaków ;)
      pozdrawiam :W:

      Usuń
    2. Ania - trzymaj się -pamiętam ciągnące się tygodniami czarne dni u Józka.
      W: jakby policzyć wszystkie zęby moich dzieci -to rzeczywiście jeszcze trochę przede mną

      Usuń
  4. Bardzo dziękuję za odwiedziny i za pochwałę moich zdjęć. Zawsze bardzo mnie cieszy, gdy Ktoś z uwagą zechce im się przyjrzeć, a kiedy się jeszcze spodobają, to już w ogóle jestem w siódmym niebie.
    A co do zębów to znajomy dentysta spod Mediolanu robił w nich (tyle, że w takich odpowiednio dużych i oczywiście nieprawdziwych :-) szopki... Piękne i okropne zarazem. W każdym razie - wygrywały konkursy...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Twoje zdjęcia są bardzo ciekawe! zaglądam zawsze.

      Usuń
  5. Uffff, oby jak najmniej takich czarnych sobot. Ostatnio wlasnie z czyms podobnym u Kaspra walczymy: zamiast zadac pytanie wprost, awanturuje sie o bzdety, wymysla nieziemskie problemy, ale wprost nie powie, o co mu chodzi. Dobrze chociaz, ze potrafie go niezle "przeswietlac" i szybko wylapuje przyczyne dziwacznych zachowan, ale nauczenie dziecka zadawania pytan wydaje mi sie w tej chwili syzyfowa praca:/ posta nawet tym ostatnio zaczynalam chyba ze 3 razy pisac i dalej nie skonczylam:/ Zdrowka zycze! Ja sie jakos pozbierac nie moge i mam juz serdecznie dosc tego chorowania:/

    OdpowiedzUsuń