niedziela, 10 lutego 2013

dzień 329.

- Widziałaś to? mamo! - z oburzeniem woła do mnie Józek - czy Maja jest małą dziewczynką? - pyta po tym, gdy jego koleżanka zadzwoniła dzwonkami podczas naszej drugiej Mszy świętej dla autystów.
Rzadko widzę Józka aż tak zbulwersowanego. Swoją miną przypomina mi osoby, które nas przeważnie wypraszały z kościoła. To samo święte oburzenie!
Cóż, nie pamięta wół, jak cielęciem był i sam za dzwonki łapał...Oczywiście było to kilka lat temu. Gdy tylko Józek słyszał dzwonki rozpoczynające Mszę świętą próbował jak najszybciej dostać się do nich. Chwila nieuwagi wystarczyła, żeby dzwonki usłyszeli wszyscy jeszcze raz i jeszcze raz i jeszcze...
- Maja nauczy się wszystkiego, tak jak Ty się nauczył. Też dzwoniłeś kiedyś. Tak, jak ona - bezlitośnie wypominam mu.
Nie uwierzył mi i pewnie nikt z siedzących z nami ludzi nie potrafiłby wyobrazić sobie szybkości, z jaką mały Józek dobiegał do interesujących go rzeczy w kościele.
Zmienił s. Teraz siedzi spokojnie w ławce, pamięta układ Mszy świętej, zna zasady zachowania się. Po ostatnim naszym spotkaniu ksiądz powiedział o chłopakach: to eleganccy dżentelmeni. Chyba dla podkreślenia tej elegancji Józio zamiast przecinka używał dziś słówka "bądź".
Podczas Mszy był czas dla dzieci, gdy mogły odpowiadać na pytania przez ulubiony mikrofon. Kolejny raz Józio zahaczył o najbardziej interesujący go temat: jedzenie. Gdy ksiądz Artur zapytał:
- co robisz w szkole, Józku?
padła odpowiedź:
- ja jem drugie śniadanie!
Był czas i dla nas - rodziców. Usłyszeliśmy opowieść o mistyku, któremu nie przeszkadzałby nawet młot pneumatyczny (a co dopiero nasze dzieci) i o zabłoconej drodze, którą przed laty księża jeździli do mieszkającego niedaleko Warmiaka. Raz w roku odprawiano Mszę w jego domu. Nie ma już tamtego domu, a na miejscu drogi postawiono kaplicę, w której teraz my się spotykamy co tydzień. Tym razem było z nami więcej osób. Dzięki ogłoszeniom w internecie i w telewizji oraz w Naszym Olsztyniaku informacja o Mszy dotarła do wielu osób. Niektórzy z nich zarzekają się, że będą już tylko tutaj w każdą niedzielę przyjeżdżać - chyba blisko im do tego mistyka od młotu pneumatycznego.

13 komentarzy:

  1. Aż trudno uwierzyć w to, że Józio mógł się kiedyś zachowywać w Kościele podobnie do Mai, teraz to prawdziwy dżentelmen i wzór do naśladowania na mszy:). Jak sobie przypomnę z jakim zapałem próbował odciągnąć Maje od dzwonków, to za każdym razem śmiać mi się chce:)

    OdpowiedzUsuń
  2. i ja dojade w kwietniu na msze juz sie nie moge doczekac

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. poznasz Ligę Niezwykłych Dżentelmenów, Pszczółkę Maję i jeszcze wielu innych...

      Usuń
  3. prosimy po mszy zdjęcie grupowe cyknąć :) zazdroszcze Kasiu :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. na pewno następnym razem zrobię jakąś fotkę

      Usuń
  4. Dorośleje, wręcz starzeje Ci się facet jak już nie pamięta "cielęcych lat" ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. albo jak wielu dumnych mężczyzn nie chce pamiętać...

      Usuń
    2. Hej dziewczyny,a czy my same chcemy pamiętać krępujące zdarzenia z dzieciństwa:)? Ty ,Bogusiu arbuza;P? Bo ja wiadra pełnego pomyj na pewno nie;D:D:D Chrzestny przy każdej okazji przypomina mi ten wypadek;D:D:D

      Usuń
    3. rzeczywiście - był arbuz...a potem już go nie było...lepiej go nie pamiętać...

      Usuń
  5. hehe, nie pamieta wol jak cieleciem byl ? ;) Pzypomnialy mi sie sytuacje koscielne z moim siostrzencem, ksiazkowym przykladem ZA (choc niezdiagnozowany). Jak mial 8-10 lat, to biedny wikary strasznie sie denerwowal, widzac go w pierwszej lawce. Nie dosc, ze dziecko cala msze mu z uwaga na rece patrzylo, to potem na religii wypomnialo kazde przekrecone slowo czy zdanie w modlitwie. Chlopak mial caloroczny mszal w glowie i biada ksiedzu, ktory by sie pomylil ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. podczas Mszy mieliśmy dziewczynkę, która szczerze stwierdziła wszystkim obecnym, że jej kościół jest o wiele ładniejszy od tej kaplicy, w której jesteśmy:)

      Usuń