niedziela, 3 lutego 2013

dzień 322.

Zastanawiam się czasem nad stworzeniem listy przyjaznych autystom miejsc. Zdaję sobie sprawę, że byłby to dość krótki spis, ale od czegoś trzeba zacząć...Może tak być, że w miarę kolejnych akcji o autyzmie nasze dzieci będą przyjmowane z większym zrozumieniem, a wtedy moja lista rozszerzy się o nowe miejsca. Właściwie nie mogę narzekać, nie w każdym mieście jest taka placówka, jak ZPE, w której rodzice od momentu diagnozy uzyskują wsparcie, a dzieci - potrzebną im pomoc. Od niedzieli mamy też msze dla autystów, ich rodzin i przyjaciół. Jesteśmy już po pierwszym wspólnym spotkaniu, które uświadomiło mi, że nasze dzieci doskonale zdają sobie sprawę z tego, w których miejscach są akceptowane i rozumiane.
Maja, autystyczna córeczka koleżanki, doświadczyła ostatnio w swojej parafii nieprzyjemnej reakcji ze strony księdza. Nie zdawałam sobie sprawy, że odczuła to wszystko tak mocno, jak my. Po naszej Mszy, na której traktowana była zupełnie inaczej, tłumaczyła swojemu konikowi - zabawce:
- koniku, teraz nie było "proszę zabrać to dziecko!"
Mój Józek, który zawsze na mszach parafialnych kręcił się w pobliżu księdza z mikrofonem i próbował razem z innymi dziećmi odpowiadać na zadawane pytania, ostatnio coraz bardziej zniechęcony wracał do ławki. Ksiądz, w obawie przed tym, co Józek powie omijał go lub podawał mu wyłączony mikrofon. Po naszej Mszy, podczas której został zauważony i brał czynny udział wraz z innymi dziećmi wyszedł uśmiechnięty. Powtarzał:
- było świetnie! 
Ksiądz Artur nawiązał z nimi bardzo dobry kontakt. Zaczął pytaniem o ich imiona. Dzieci zaskoczone przedstawiały się, a każdego następnego pytania słuchały z uwagą:
- co robimy, kochani, w kościele?
Dobre pytanie dla naszych autystów, w ich głowach aż furkocze od szczegółów: czy chodzi o to, że w kościele siedzimy, mówimy, stoimy, klęczymy, śpiewamy... Co robimy w kościele?
- czy kościół różni się od innych miejsc, od pizzerii, od lodziarni? - padło następne pytanie i zachwyciło mojego Józka, który nareszcie mógł opowiedzieć o tym, co lubi:
- w pizzerii po pierwsze jem frytki, po drugie jem pizzę, dodatkowo sok jabłkowy lub sok pomarańczowy - wytłumaczył wszystkim Józek.
Chłopcy usłyszeli, że w kościele modlimy się. Myśleli nad tym, jakie są modlitwy. Różne padały propozycje, jedna ciekawsza od drugiej, niektóre zawierały daty...
Niepostrzeżenie Maja za plecami księdza próbowała zdmuchnąć świece stojące na ołtarzu. Już nabrała powietrza, gdy zatrzymał ją głos Józka:
- nie tykaj! nie wolno zdmuchiwać tych świec, Majo! - upomniał ją stanowczo i głośno.
Modlitwa wiernych i znów trudność dla naszych dzieci: co to znaczy modlić się za kogoś lub za coś ...co to właściwie oznacza? Jasiek, który też stał z innymi, scenicznym szeptem podpowiedział bratu:
- módlmy się za ubogich...
- aaa za ubogich, tak, w 1979 roku byli ubodzy i głodni i wtedy... - Józek niestety zatrzymał się i już nie dowiemy się, kim byli i co dalej działo się z tymi konkretnymi ubogimi.
Po Mszy opowiadaliśmy o sobie. Jakub z mamą godzinę wcześniej dowiedzieli się o spotkaniu. Przybiegli natychmiast. Nasza znajoma przyjechała z Krzysiem i mężem z innego miasta. Michał z rodzicami - szczęściarze - mieli najbliżej. Obecna oczywiście była mama Wojtka, zawsze nas wspierająca i nauczyciele ze szkoły Józka.
Pod kościołem zatrzymaliśmy się przy flagach - dla autystów flaga jest mniej więcej tak samo ciekawa jak dinozaur. Przed Mszą chłopcy oglądali każdą z nich, a po Mszy jeszcze raz przyjrzeli się uważnie ... tacy różni, a tacy podobni.
Kolejne Msze odbywać się będą w każdą niedzielę o 16.00 w parafii św. Mateusza w Olsztynie, na ul. Popiełuszki.

20 komentarzy:

  1. takie Msze to świetna sprawa:):)Oby były takie w każdym mieście! a tak mi się przy tym temacie przypomniało: Ktoś mi kiedyś opowiadał o mszach dla dzieci w kościele podzielonym na dolny i górny. Rodzice na górze a dzieciaki na dole, ksiądz mistrz opanowania, niedziela palmowa, połowa mszy a dzieci okładają się palmami, ksiądz nic he he
    Kiedyś w ciąży chodziłam na msze dla niepełnosprawnych z tłumaczem języka migowego itd. i przynajmniej czułam się tam jak w domu, musiałam cały czas siedzieć i tam przynajmniej nikt się na mnie nie gapił wnikliwie jak w normalnym;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. kiedyś więcej mi rzeczy przeszkadzało u innych, teraz coraz mniej, Józek sprawia, że moje nerwy robią się jak ze stali-wiele już widziałam-palmy w kościele jako sposób na komunikację z innymi też by mnie już nie przeraziły.

      Usuń
  2. ale fajnie - swietny opis Bogusiu :-) - lista miejsc przyjaznych dzieciom autystycznym - swietna sprawa - juz sama lista miejsc przyjaznych dzieciom byla by swietna:-D!
    co do 1979 roku, to Jozek ma racje - to rok moich narodzin i ponoc w sklepach byl tylko chrzan i ocet , a moja mama uszyla mojemu bratu spodnie na zime z koca z przydzialu i namiotu wojskowego - brat do teraz wspomina , ze w tych spodniach jemu WOLNO bylo zjezdzac na brzuchu z gorki , a innym nie :-D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. trochę mi rozjaśniłaś ten rok 1979...

      Usuń
    2. tylko jak Jozek na ten rok wpadl? (a teraz patanie na ktore nie musisz odpowiedziec ;-P a ty ktory rocznik jestes? )

      Usuń
    3. Józek ogląda codziennie był sobie człowiek, byli sobie wynalazcy albo dla odmiany -byli sobie podróżnicy. Uczy się dat z tych filmów -dla relaksu i potem rozmawia: a urodziłaś się babciu wtedy,gdy już trwała II wojna światowa. Pytałam go później o ten rok 1979, ale zbył mnie.
      Odpowiem w stylu Józka: a jak Ty się urodziłaś, to już poszłam do zerówki!

      Usuń
  3. Bogusiu, lista miejsc to jest rewelacyjny pomysł!!! Ja sama o czymś takim myślę na gruncie opolskim ( choć też byłaby ona przeraźliwie krótka) jak tylko obrobię sie do końca z przewodniiem. A w ogóle chodzi mi po glowie taki ogólny pomysł sygnowany przez Synapsis, coś ja lokale dla bezglutenowców....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. rzeczywiście mało takich przyjaznych miejsc, ale może później, coraz więcej...

      Usuń
  4. Świetny post Bogusiu!!!Teraz dopiero przypomniałam sobie to Józkowe "nie tykaj, nie wolno zdmuchiwać tych świec MAJO!!!!( Majo było najlepsze:).Pamiętam też, że Józio jako jedyny przedstawił się: " nazywam się Józio.Józef Budny" i jaki był dumny z tego jak o tym mówił-tak dostojnie:)
    A lista miejsc przyjaznych Autystom? Fajny pomysł.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. a widzisz, już zapomniałam, że Józek przedstawił się prawie jak Bond, James Bond.
      Pewnie gdzieś goniłam za moją Elą.
      Józio wszystkie zwroty kobiece kończy literą "o": mamo, Agnieszko, Elo, Majo, babcio
      A Maja od razu posłuchała autorytetu starszego kolegi

      Usuń
  5. Ksiądz Artur stworzył taką wspaniałą atmosferę,okazał dużo cierpliwości i zrozumienia, poczułam się jak w rodzinie:) :W:

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. było świetnie -że tak zacytuję Józka!

      Usuń
  6. może się kiedyś wybierzemy z Paulusią,
    mamy przecież "rzut beretem "
    B.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. o rany! pamiętasz Józkowy i Igorowy rzut beretem. Szukali beretu, żeby nim rzucić hihihi

      Usuń
  7. Ale fajnie! Miło się robi od takich wiadomości :) Szkoda, że tak mało jest takich miejsc.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. tak bardzo się cieszę, a jeszcze bardziej tym, że naszym dzieciom naprawdę taka Msza była potrzebna

      Usuń
  8. piękna inicjatywa!! Dobrze, że już Msza nie spędza Wam snu z powiek :) A i dzieci czują się docenione, więcej do nich dotrze :) Cieszę się z Tobą, Bogusiu!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. nie mam do czynienia z żadnym autystą, ale piszesz o tej Waszej codzienności tak ciekawie i pięknie, że zaczynam rozumieć tę chorobę. Dzięki Ci za uwrażliwianie mnie! :*)

      Usuń
    2. rzeczywiście przez chwile zrobiło się niezłe zamieszanie- telefony, maile, dziennikarze. Już jest spokojnie. Fajnie, że nas czytasz!

      Usuń