czwartek, 28 lutego 2013

dzień 347.

Czy ja jestem kobietą? Pytanie politycznie bardzo na czasie, ale ja - nie zważając na sejmowe rozgrywki - zadałam je sobie dziś rano.

Dowiedziałam się, że Józek zapytany o wyjątkowe kobiety w jego życiu zastanawiał się chwilę przed mikrofonem i ... mnie nie wymienił.
W dodatku dziś powiedział:
- takie wysokie do butów musisz przyczepić!
- obcasy? - popatrzyłam na swoje niskie, jak zawsze, buty.
- tak - wysokie!

Przed wyjściem do szkoły jeszcze obejrzał moje ręce, zauważając od razu brak jakiejkolwiek biżuterii:
- nie masz tych, no...
- pierścionków?
- tak!
Staś dodał, że mam włosy proste jak chodnik. Powiedział to tonem pochwalnym, ale w moich uszach zabrzmiało jak nagana.
To stanowczo za dużo, jak na jeden dzień dla kobiety, która nie przepada za wysokimi obcasami, dwa razy miała na twarzy makijaż i brakuje jej czasu na wszystko.
Pogadamy - chłopcy - już za tydzień! 8 marca wraca do domu inaczej wyglądająca mama. Napiszę jeszcze o tym, bo niespodziewanie dla mnie szykuje się niezwykły Dzień Kobiet z Radiem Olsztyn.

środa, 27 lutego 2013

dzień 346.

Przed przejściem dla pieszych toczyliśmy dyskusję o rozwoju mowy u człowieka. Pierwszy rozpoczął Józek:
- Ela jeszcze nie mówi, ma dwa lata, chodzi już wyprostowana. Czy jak będzie miała trzy lata zacznie mówić?
Jako obrońca Eli byłam całkiem innego zdania:
- Ela mówi coraz lepiej! Ostatnio, gdy schowała przed nami klucz, całkiem wyraźnie powiedziała: nie ja! nie ja! Zauważyłeś?
- eeee ... nie... - mój oponent nie był przekonany - czy jak będzie miała trzy lata - będzie mówić?
Staliśmy wciąż przed czerwonym światłem. Po drugiej stronie przejścia człowiek z megafonem reklamował sklep, którego otwarcie następnego dnia miało przyciągnąć dzikie tłumy. 
- czy mnie tam słychać? -  krzyczał do nas.
- tak!  - wrzasnęłam.
- czy Ela będzie mówić tak, jak ja w przedszkolu? - dopytywał się Józek.
To było trudne pytanie. Pełen ambicji Józka nie będzie chciał usłyszeć o tym, że zaczął mówić mając 5 lat. Wcześniej pojawiały się u niego pojedyncze słowa, było ich jednak bardzo mało. Dopiero po terapii Tomatisa i wcześniejszej kilkuletniej pracy rehabilitacyjnej odblokował się.
Milczałam. To jeszcze nie czas na rozmowy o zaburzeniach i autyzmie.
Józio mówił dalej:
- gdy byłem w przedszkolu mówiłem: "gdzie jest plastelina?"
- może i tak było... - dyplomatycznie uniknęłam konfrontacji.
- miałem 6 i mówiłem: "gdzie jest plastelina?"
- sześć lat - tu się zgadzam.
Nie zamierzałam się kłócić z synem i jego pamięcią absolutną.
- tak mówię!
- czy po drugiej stronie mnie słychać? pomachajcie jeśli mnie słychać! - człowiek z reklamą próbował nawiązać z nami kontakt.
- tak! słychać! - machnęłam do pana z megafonem i w końcu pojawiło się zielone światło
- jak byłem mały, widziałem sterowiec - rozpoczął nową dyskusję Józek - był głośny!
- naprawdę? - zdziwił mnie tym zupełnie.
- kiedy byłem mały! tak było!

zdjęcie AiM

... i dzięki wiernej czytelniczce spotkanej dziś w autobusie mamy już rozwiązanie zagadki. Sterowiec przeleciał nad Olsztynem w 2007 roku, Józek miał wtedy 4 lata.

wtorek, 26 lutego 2013

dzień 345.

Zakupy w sklepie z Józiem nie dostarczają na szczęście tylu emocji, co kiedyś. Józek już nie kładzie się na podłodze sklepu i nie ucieka ze zdobycznymi chipsami. Nasze wspólne wyjścia do sklepu nabrały za to akcentów humorystycznych.
- jaki piękny obrazek! - krzyknął dziś Józio w kolejce do działu mięsnego. 

 

Razem z kolejkowiczami przez chwilę kontemplowaliśmy obrazek, ale Józek zainteresował się już następnym zwierzęciem. Za szybą leżały wędzone makrele.
- dlaczego kupujesz martwą rybę? - surowo zwrócił się do mężczyzny z makrelą.
Następna rzecz szybko przyciągnęła jego uwagę:
- piękny, duży ser! - zachwycił się kilkukilogramowym blokiem sera - kupmy taki!
- nie, nam potrzeba tylko 30 dkg. To mamy na liście - byłam niewzruszona.
- jaki olbrzymi szynka! czy to jest ze świni?
- tak, ze świni! - odpowiedziała uśmiechnięta sprzedawczyni.
- czy z martwej świni? - wolał upewnić się Józek.
- tak, z martwej - tym razem ja odpowiedziałam, bo pani sprzedawczyni, nieprzyzwyczajona do Józka, dłużej zastanawiała się nad odpowiedzią.
- po co Ty kupiłeś martwą rybę? - zaniepokojony zaglądał do do mojego koszyka i próbował przesunąć swój sok tak, żeby nie dotykał zawiniętej w folię ryby.  Rozchmurzył się dopiero przy kasie. Najpierw wyrwał mi banknot 10 złotowy, który podawałam kasjerce:
- czy tam jest zapisana data urodzenia i śmierci Mieszka I? Muszę to zobaczyć!
Potem oburzonym głosem zwrócił uwagę kasjerce, kra zwróciła się do mnie "proszę pani":
- to nie jest żadna pani! to jest mama!
Po drodze próbowałam wytłumaczyć Józiowi, dlaczego czasami jestem panią. Nie wiem, czy zrozumiał.

poniedziałek, 25 lutego 2013

dzień 344.

- trzeba zbudować park dinozaurów w naszym mieście - orzekł Józek przed odrabianiem lekcji.
Chwycił kartkę papieru i narysował na niej swoją szkołę - rzut z góry, a obok wielki park z dinozaurami. 
- z okien szkoły będziemy rzuc kwiaty - ucieszył się Józek i nie przestawał planować:
- nie będzie tam samochodów (rzeczywiście już ich nie będzie, na rysunku dinozaury zajęły dotychczasowy parking szkolny), będą velociraptory, triceratopsy, stegozaury, allozaury, brachiozaury, parazourolofy - wymieniał jeszcze długo, aż zakończył:
- będzie trias, jura, kreda.
Przyjrzał się jeszcze raz rysunkowi:
- chyba będą tylko małe dinozaury - ocenił odległość między parkiem a następnym budynkiem.
- nie, nie ma tam miejsca, nie zmieści się - porwał ku mojemu żalowi kartkę z mapą i wyrzucił
A taki to był przyjemny pomysł...
Wróciliśmy do odrabiania lekcji, które wyjątkowo zawierały dużo dat i uszczęśliwiły tym samym Józka. Ulubiona Józkowa praca domowa wygląda tak:
- w 1805 roku w Paryżu wyprodukowano pierwsze europejskie zapałki...
- w 1805 roku urodził się Andersen - dopowiada Józek.
- w 1893 roku wynaleziono zapałki zapalające się o różne powierzchnie...
- w 1893 roku zmarł Jan Matejko - ciągnie niewzruszony fan dat.
Natomiast ulubioną pracą domową mojego męża są zadania matematyczne.
Czytaliśmy właśnie polecenie o smokach, które zamieszkiwały miasteczko. Miały ogony i głowy, których liczba została dokładnie określona w zadaniu. Musieliśmy obliczyć, ile było pomarańczowych smoków, a ile niebieskich.
- nareszcie układ równań z dwiema niewiadomymi! - ocenił to Jarek i rozpisał:
N-liczba niebieskich smoków
P-liczba pomarańczowych smoków
2xN+4xP=8
12xP-N=10
N=12P-10
2x(12P-10)+4P=8
24P-20+4P=8
24P+4P=20+8
28P=28
P=1
N=12x1-10
N=12-10
N=2
Mniej więcej w połowie wyłączyłam się, Jarek akurat mówił o liczbie niezerowej smoków. Właściwie - tak sobie pomyślałam - jeśli to zadanie jest dla trzecioklasisty, to pewnie rozwiązanie jest jednak łatwiejsze. Przeczytałam jeszcze raz polecenie: "narysuj te smoki i napisz, ile ich było."
Kiedy Józek narysował dwa smoki i policzył ich ogony, to z rysunku wyszło nam, że musi dorysować już tylko jednego smoka - niebieskiego.
Wyniki wyszły nam takie same, ale Jarek nadal uważa, że jego rozwiązanie było proste i wygodne.

niedziela, 24 lutego 2013

dzień 343.

Do rozmowy o prawach osób z autyzmem zaprosiła mnie Anna Minkiewicz - Zaremba z Radia Olsztyn. Dla programu "Europa Obywateli" przygotowywała audycję o polskiej propozycji Karty Praw Osób z Autyzmem. Zainteresowała mnie tak bardzo, że od kilku dni czytam, czytam i czytać nie przestaję. Przeczytałam już to, co dla autystów uchwalił Parlament Europejski w 1996 roku i dla porównania polską propozycję Karty Praw, której projekt przygotowała Parlamentarna Grupa ds. Autyzmu. Przeczytałam, że sprawami autystów zainteresowali posłów przedstawiciele Fundacji Synapsis. Na stronie Sejmu znalazłam nazwiska posłów należących do Grupy. Przeczytałam artykuł o nieżyjącym już pierwszym przewodniczącym PGA pośle Arkadiuszu Rybickim - tacie autysty, który doskonale rozumiał problemy rodzin osób z autyzmem.
Na stronie Sejmu znalazłam informację o podjętych dotychczas działaniach, o wprowadzeniu większych subwencji oświatowych dla dzieci autystycznych w przedszkolach oraz o wprowadzeniu do systemu orzecznictwa o niepełnosprawności odrębnego kodu dla osób z autyzmem. Dzięki temu można było ocenić statystycznie grupę autystów (30 tysięcy osób). Rzeczywiście do niedawna na orzeczeniu u Józka widniał kod przypisujący jego zaburzenie do chorób psychicznych.
W planach jest m.in. uchwalenie Karty Praw, w uzasadnieniu której napisano o wyjątkowo trudnej sytuacji osób z autyzmem i szczególnie zaniedbanej sprawie dorosłych autystów. Podkreślono potrzebę wsparcia rodzin i organizacji, które zajmują się autystami, potrzebę zmian prawnych, ułatwiających autystom naukę i pracę, a rodzinom normalne życie.
Czytam jeszcze o ...
...ja w ogóle dużo czytam.
Gdy odeszłam od laptopa próbowałam razem z koleżankami znaleźć dziecięcego psychiatrę dla chłopca z autyzmem. Pilnie potrzebne było pewne zaświadczenie. Spędziłyśmy dużo czasu dzwoniąc, mailując. Nic nie załatwiłyśmy. 
Audycja dostępna po kliknięciu.

sobota, 23 lutego 2013

dzień 342.

Co robi plastikowy pistolet w mojej torebce? Żeby to wytłumaczyć, trzeba by się cofnąć o kilka tygodni. Wtedy zachorowaliśmy po raz pierwszy. Od tamtej pory w systemie rotacyjnym zawsze ktoś gorączkuje, kaszle, kicha. Siedzę z moimi dziećmi w domu, wyglądam czasem tęsknie przez okno, a moje obawy pogłębia Staś:
- Ech! chyba będę chorował do wiosny! - zawołał dziś rano.
Oby wiosna przyszła do nas szybko w tym roku.
Nie mam zupełnie czasu dla siebie i tu wracam do tematu zabawkowego pistoletu. Do swojej torebki nie zaglądałam już dawno. Kiedy przechodziłam obok wieszaka zobaczyłam wystającą z torebki broń. Wysypałam wszystko, żeby dowiedzieć się, co nazbierałam przez ostatnie tygodnie.



Trochę zaskoczyła mnie pojedyncza moja rękawiczka i nie do pary rękawiczka dziecięca, ale reszta - nie licząc pistoletu - była dla mnie całkiem zrozumiała. 

Żetony z pokemonami noszę dla rozładowania sytuacji kryzysowych uzka. Wyjmuję jednym ruchem kapsel z japońskim zwierzakiem i już nasz chłopak promienieje szczęściem. 
Znaczki z napisem "Mam autyzm" dostałam w naszej placówce ZPE. Akcja "Zrozumieć autyzm" i jej pierwsza część wyróżniania dzieci za pomocą różnych gadżetów wywołała wiele emocji, w tym także uczucie ulgi u niektórych rodziców. Mój Józek znaczków nie potrzebuje, ale często ktoś mnie o nie pyta. 
Kolejny znaczek pochodzi z fundacji JiM z Łodzi. Jego napis "Wszyscy jesteśmy nienormalni" już kilka razy skutecznie poprawił mi humor.
Leki przeciwbólowe są dla mnie -  moje stawy odzywają czasem zbyt mocno.
Gruba kredka bambino zastępuje mi długopisy, którymi kiedyś zalałam ukochaną torebkę. Nigdy, przenigdy żaden długopis nie znajdzie się już więcej w pobliżu mojej torebki. Chociaż po przemyśleniu grubą kredkę bambino zamienię na coś subtelniejszego. W wolnej chwili.
Samochodzik terenowy służy do odwrócenia uwagi Stasia i Eli w żnych niespodziewanych sytuacjach, gdy zwykłe: "nie wolno" niestety nie skutkuje.
Kartkę z informacją o Mszy świętej dla autystów nosod czasu, gdy rozwieszałam ogłoszenia przed naszym pierwszym spotkaniem. Książka "Inne, ale nie gorsze - o dzieciach z autyzmem opowiadają rodzice" wciąż prowadzi w moim rankingu najlepszych pozycji i dlatego trzymam ją w torebce, żeby przeczytać ją jeszcze raz w wolnej chwili poza domem.
Dokumenty, klucze, samotna nie działająca bateria - nową obiecałam kupić Stasiowi już dawno temu: czas najwyższy wyjść z domu!
Błyszczyk do ust - jedyna rzecz świadcząca o tym, że to damska torebka.
I pistolet.
Zapomniałam zupełnie o tym, że sama go tam włożyłam. Gdy próbowałam podać Eli antybiotyk, mała ukryła się za fotelem z pistoletem wymierzonym we mnie. Niosłam później wierzgającą wojowniczkę na rękach, a pistolet przeszkadzał mi. Odłożyłam go gdzipo drodze, a teraz już wiem gdzie.
"Pokaż mi swoją torebkę, a powiem Ci kim jesteś" - mówią niektórzy. Ciekawe, co by pomyśleli o mnie.

piątek, 22 lutego 2013

dzień 341.

Gdy oglądasz coś bardzo ciekawego ... lub w książce akcja właśnie się rozkręciła ... a może w grze osiągnąłeś już przedostatni poziom - zarządzenie przerwy obudzi w Tobie gniew. Przechodzisz wtedy przez różne etapy:
- wyparcia - "nie spędziłem nad komiksem trzech godzin...to niemożliwe, już północ?!!"
- odbicia piłeczki "a tak w ogóle to Ty czytał ostatnio dłużej ode mnie! właściwie siedzisz cały czas przed laptopem"
- negocjacji ciągnących się przez następną godzinę: "jeszcze trochę, została mi ostatnia kartka, ostatni poziom, ostatnie pięć minut filmu ... jeszcze troszeczkę..."
Tylko Józek reaguje inaczej. W przeciwieństwie do nas lubi mieć określony czas czynności. Gdy my usilnie staramy się wykroić jeszcze kilka minut przed laptopem, on odchodzi od komputera, gdy tylko na wyświetlaczu pojawi się wcześniej umówiona godzina. 
- możesz grać przez 60 minut - mówię i wychodzę do kuchni. To Józek pilnuje czasu i po godzinie od razu wstanie z krzesła nawet, gdy ja na niego nie patrzę. Choćby został mu ten ostatni poziom gry...
Do czasu powrotu do gry spaceruje, czasem rysuje w powietrzu to, czego nie zdążył narysować w Paincie. Śmieje się z tego, co widział, powtarza sobie żarty na głos. Zaczepiony przez nas czasem odmawia rozmowy:
- nie, dziękuję - mówi i koncentruje się na swoim wolnym czasie.
Gdy nie ustępujemy obraca się w naszą stronę, ale oczami gdzieś tam błądzi w poszukiwaniu zegarka. 
- Józio, chodź, chcę z Tobą pogadać o tym, co dziś zrobimy - zawołał go ostatnio Jarek.
- no dobra - zgodził się Józek, ale nie wiadomo było, czy na pewno jest z nami, czy myślami nie błądzi raczej w innej epoce.
- Józek popatrz na mnie - zawołał Jarek i efekt przerósł jego oczekiwania.
Józek stanął przed nim i wpatrywał się w jego twarz z niezwykłą intensywnością. Jego oczy robiły się coraz większe, przewiercał spojrzeniem twarz taty. Słychać było, jak coś cicho przelicza.
- dzisiaj pójdziemy na basen - kontynuował Jarek - a źniej... hej poczekaj, czy Ty liczysz moje zęby? - nagle przerwał.
- nie - zaśmiał się Józek i od razu zmienił front. Przestał liczyć zęby, a zaczął wpatrywać się tym razem w brodę Jarka.
- dziś pójdziemy na basen o godzinie... - powrócił do tematu tata.
- dlaczego masz siwe włosy na brodzie? - zagadnął go  swobodnym tonem Józio.