środa, 30 stycznia 2013

dzień 318.

Pędzę do drukarki, żeby jak najszybciej zawisł w naszym domu tekst ułożonego przez Józka kodeksu:
- "po pierwsze: nie wolno udawać ducha w nocy,
po drugie: nie wolno włączać światła w nocy,
po trzecie: nie można grać w nintendo w nocy, 
można poprosić rodziców o wodę - w nocy!" 
Lepiej nie opisałabym minionych nocnych przeżyć. W zaledwie czterech wersach Józio zawarł i aktywność nocną rozbawionych feriami dzieci i prowadzone przeze mnie negocjacje. Mimo, że sam był prowodyrem większości głośnych zabaw, rano obudził się skruszony i w geście przeproszenia od razu zabrał się do tworzenia kodeksu z zasadami.
To już nie pierwszy raz, gdy Józek zauważa istnienie reguł, chociaż chyba po raz pierwszy sam ułożył je zgrabnie w ponumerowaną listę. To, co wolno, a czego nie wolno - przez wiele lat było wdrażane i w szkole i w domu. Teraz Józek coraz częściej i szybciej akceptuje zasady, nawet jeśli nie do końca się z nimi zgadza.
Podczas naszej ostatniej wycieczki do Muzeum Józek od pierwszej chwili mówił do nas szeptem, a głośniej odezwał się dopiero w szatni. Swojemu koledze przypomniał, szeptem oczywiście, o kolejnej zasadzie:
- nie tykaj, Igorze! nie wolno! - gdy tylko zauważył, że Igor nachyla się nad gablotą. 
Igor w tym samym stylu zwrócił mu uwagę, gdy podczas wyjścia z następnego Muzeum Józek zniknął nam z oczu. Wszystko wydarzyło się błyskawicznie: wychodziliśmy już z budynku, gdy grupa zwiedzających ludzi wchodząc wepchnęła nas z powrotem w kierunku sal wystawowych. Józek śmignął im pomiędzy nogami, łokciami i brzuchami i już był na zewnątrz. Kilka minut zajęło mi wydostanie się z budynku, zawsze w przepychaniu się pomiędzy innymi nie byłam zbyt skuteczna. Józka oczywiście już nie było. Odnaleźliśmy go dopiero z drugiej strony budynku, siedział na ławce i obserwował uważnie pomnik św. Jakuba.
Wtedy właśnie Igor nachylił się do swojego kolegi:
-  nie wolno samemu oddalać się od rodziców! - upomniał go stanowczym głosem. 
Naprawdę dobrana z nich paczka przyjaciół!
Kilka dni temu wyłuszczałam Józiowi, jak zawsze przed wejściem do autobusu, cały szereg zasad:
- nie wolno łokciami odpychać innych ludzi, nie możesz pchać się pierwszy, najpierw ludzie wychodzą, potem wchodzimy, starszym ustępujemy miejsca...
Józio przerwał mi wtedy ze zniecierpliwieniem:
- ja to wszystko wiem, przestań mówić!
Widocznie w ciągu kilku miesięcy mój syn dorósł, a ja to przegapiłam... 
 

7 komentarzy:

  1. Uwielbiam "zasady i prawo" naszych dzieciaków. Przy Tomku nie mogę nawet przekroczyć prędkości lub nie daj Boże wyprzedzać w niewłaściwym miejscu /wszystkie kodeksy zna na pamięć/. Sam też tworzył prawo - pierwsze zapisane i przyklejone do drzwi "nie wolno karać dzieci".

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dobre! czyli przed nami jeszcze dużo ciekawych sytuacji...

      Usuń
    2. Ja przy Igorze nie mogę nawet rzucić papierka na ziemię,bo zaraz słyszę umoralniający wykład;D

      Usuń
  2. Józek jest super - poczucie winy - i rozwiązanie - prawo zapisane będzie przestrzegane. Pozazdrościć kolegów.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. tak było: widział to mojej minie i słyszał, że lekko nie będzie -nintenda zostały schowane na jakiś czas. Wtedy właśnie wystąpił z zasadami -super rozwiązanie. Ja wyszłam z jeszcze lepszym pomysłem - zawsze jak ktoś narozrabia, ma przed sobą 12 prac Heraklesa do zrobienia dla domu. Miłosiernie podzieliłam im przez trzy osoby.

      Usuń
  3. Bogusiu super czyta się ten wpis. Józek i jego przyjaciel są niesamowici. Pozdrawiamy rodzinkę:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Igor ostatnio nawet nazwał nas wszystkich: -paczką przyjaciół-to niezwykłe, że chłopcy razem trzymają się nawet po szkole. Mamy naprawdę dużo szczęścia.

      Usuń