piątek, 18 stycznia 2013

dzień 306.

Według fizyki klasycznej czas niezależnie od czegokolwiek biegnie w takim samym rytmie w całym Wszechświecie. Po rewelacjach Einsteina niektórzy przyjęli, że upływ czasu zależy od obserwatora i jest różny dla różnych obserwatorów. Do dyskusji filozofów i fizyków o względny wymiar czasu dokładamy i nasz skromny przykład. Wczoraj spróbowałam cofnąć na prośbę Józka czas i wszyscy na tym skorzystaliśmy. A zaczęło się od grypy, która nie wypuszcza mnie z łóżka kolejny dzień. Dla Józka oznacza to dużą zmianę, z którą trudno mu się pogodzić.
Nic nie jest takie jak zawsze i chyba Józio nie jest pewny, czy wszystko wróci do normy, którą on zna i lubi.
- zrób mi obiad - krzycz, krzywo patrząc na zupę z poprzedniego dnia, którą zrobiłam będąc jeszcze w pełni sił i bez bólu w mięśniach.
- chcę, żeby mama to powiedziała! - informował rodzinę i budził mnie, żeby zadać mi różne pytania dotyczące rewolucji we Francji. Na wszystko odpowiadałam niezmiennie: nie wiem!
Popołudnie mijało i Józek stawał się coraz bardziej zaniepokojony. Mama nie zapobiegła sprytnemu zabiegowi Eli, która powaliła trzech chłopaków jedną drewnianą szufladką. Do tych obrażeń zaraz doszły następne: Staś otworzył drzwi w chwili, gdy Józio biegł, żeby podzielić się narastającą rozpaczą. Doszło do zderzenia.
Godzina dziewiętnasta to stała pora na odrabianie lekcji. Obolały Józek z zimnym kompresem usiadł przy stole. Wstałam z łóżka. Jaś ze Stasiem przekrzykiwali się nawzajem, a Ela szykowała następną psotę.
- nie chcę tu więcej być! - krzyknął Józek, który nieraz już stwierdzał, że przeprowadzi się do naszych sąsiadów. Tym razem mierzył dalej:
- będę mieszkał we Francji - tam, gdzie gilotyna, zginę na niej - zakończył dramatycznie.
Tragizm jego wypowiedzi powalił niewzruszonego Jaśka na ziemię. Długo wił się ze śmiechu. Józek popatrzył na niego:
- chcę cofnąć czas - krzyknął. 
- do której godziny? - zapytałam, choć zawsze odpowiadałam mu, że nie ma takiej możliwości.
- do godziny 16 - stej - ocenił bilans strat i niepowodzeń.
- już cofam! - powiedziałam nie ruszając się z miejsca.
To Józkowi wystarczyło - uspokoił się - wziął głęboki oddech.
- a co zrobimy teraz? pora na lekcje -  zagadnęłam go, wiedząc, że długo na krześle nie wytrzymam.
- ale ja odrabiam lekcje o 19 - stej, trzeba przyspieszyć czas... - stwierdził całkiem logicznie mój syn.
Przyspieszyliśmy czas, Józio odrobił lekcje. Znów zasnęłam. Obudziłam się z odczuciem, że jakiś kryzys w moim chorowaniu już minął. 

18 komentarzy:

  1. Fajnie by tak było móc cofnać czas, żeby jeszcze jednocześnie cofały się złe wydarzenia czy decyzje... Dla mnie czas wcale nie biegnie tak samo, z roku na rok biegnie coraz szybciej. A kiedyś gdzieś czytałam o zaginaniu czasoprzestrzeni czy coś takiego (fizyka to dla mnie czarna magia :-), w każdym razie było tam o tym, że nie wszędzie w kosmosie czas biegnie tak samo.
    Zdrówka dla wszystkich!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. na chwilę pomogło -czasem łapiemy się różnych sposobów, żeby tylko jakoś dotrzeć do tego naszego Józka

      Usuń
  2. ja cie krece , taK CHOROWAC TO SAMA PRZYJEMNOSC :-P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. na samym początku grypy zadzwoniła do mnie koleżanka, która ma więcej dzieci niż ja i doświadczenie też większe. Powiedziała: długo to Ty nie będziesz chora, nie dadzą Ci - miała rację!

      Usuń
  3. Widziałem dzisiaj Józka w szkole po południu. Cos dzisiaj chłopak był w nie humorze. Nos spuszczony na kwinte. jeszcze do tego chyba kolega go zdenerwował mówiąc cos do niego a następnie powtarzając kilkakrotnie bo Józek szedł za nim całym przedszkolnym korytarzem. Chyba ten dzień nie był dla tego rezolutnego chłopca do końca udany

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dobra obserwacja! rzeczywiście Józek jest od kilku dni rozstrojony.

      Usuń
  4. Będę musiała ten sposób z "wehikułem czasu" wprowadzić u mnie :D
    Niesamowicie mi się podoba i zapewne w wielu sytuacjach pomoże :D

    OdpowiedzUsuń
  5. Zostałaś nominowana do Liebster Award! Gratuluję, a po szczegóły zapraszam na:
    http://jednozyciewielehistorii.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dziękuję bardzo! na pewno zajrzę na Twój blog, w zabawach łańcuszkowych raczej nie biorę udziału, ale choćby w komentarzach do blogu postaram się odpisać

      Usuń
  6. Bogusiu- ładnie opisujesz jak zwykle swoje życie- wręcz brzmi to zabawnie, ale tragizm w tym wszystkim jest straszny, okrutny i ogóle ;-) Matka nie może być chora- no jak? jakim cudem? kto zrobi to lub tamto?
    Dlatego wracam do łózka i korzystam z tego, że mogę przy stanie ciała i ducha- gdzie wszystko boli- iść spać. Mąż mąż Anioł ;-) jest doskonały :-))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. no tak - wiedziałam, że druga chorująca na grypę mama zrozumie całą sytuację

      Usuń
    2. Witam,znam ten ból kiedy zmęczona chcę trochę odpocząć ,a głośne MAMO!! podrywa mnie na równe nogi:(
      Nasze nieodgadnione dzieci- jedno słowo może je uspokoić albo doprowadzić do złości
      Sprytna Ela nie da "sobie w kaszę dmuchać" już teraz wie jak wzbudzić posłuch:))) :W:

      Usuń
    3. Ela mogłaby już teraz poprowadzić szkołę samoobrony dla kobiet -tak twierdzi mama Igora

      Usuń
  7. Ja się piszę na taką wycieczkę w czasie! Tylko nie chcę wracać do odrabiania lekcji ;-) Da się załatwić?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. byleby nie w czasy Krwawej Rewolucji Francuskiej...

      Usuń
  8. Myślę, że sporo byłoby i innych czasów, w których niekoniecznie chcielibyśmy się przenieść...

    OdpowiedzUsuń