poniedziałek, 7 stycznia 2013

dzień 295.

Warszawa od razu zrobiła wrażenie na moich chłopcach. Nie zdziwiło mnie to wcale - przepadam za stolicą od lat.
- jak w Ameryce Północnej! - ucieszył się Józek, gdy zobaczył pierwsze budynki.
Staś też coś zobaczył, chociaż do tej pory nie wiemy, co go poruszyło:
- ulica autobusowa! Nigdy takiej nie widziałem!
Oprócz tego fenomenu, zrozumiałego tylko dla niego, co chwila pokazywał nam reklamy wyświetlane na ekranach:
- o! pan Reniferek! - krzyczał na widok mężczyzny z opaską z rogami na głowie, reklamującego sprzęt rtv. "Niewiele trzeba moim dzieciom do szczęścia, naprawdę niewiele" - pomyślałam.
Jaś, który w Warszawie był już kilka razy, stoicko nie przestawał czytać książki "Zbrodnie roślin. Chwast, który zabił matkę Lincolna i inne botaniczne okropieństwa".
- przeczytam wam teraz o roślinie, która zapyla owady - zaskoczył nas swoją interpretacją kokornaka powojnikowego. Rozgorzała prawdziwie naukowa dyskusja, Jaśka okrzyknęliśmy twórcą nowych teorii w biologii i nagle znaleźliśmy się pod Centrum Nauki Kopernik, który był celem naszej wycieczki.
Właściwie nie wiedziałam, czy dostaniemy się do środka. Codziennie przed kasą ustawia się tłum ludzi oczekujących na wejście i zdarza się, że stoją tam kilka godzin. Przed wyjazdem przeczytałam na stronie internetowej o przywilejach dla osób niepełnosprawnych. Już na miejscu dowiedziałam się, że rzeczywiście istnieje specjalna kasa, w której bilety dla rodziny z autystą otrzymaliśmy już po 10 minutach. Każdy, kto zna naszego Józka wie, jak duże to było dla nas udogodnienie.
Dostaliśmy opaski na rękę i specjalne plastikowe karty, otwierające bramki wejściowe i uruchomiające urządzenia. Oto, co przeczytałam później o kartach: "Jeśli przy jednym z pulpitów multimedialnych wpiszemy swój adres mailowy, uzyskamy dostęp do zdjęć, muzyki, filmów, które zostały zapisane na naszej karcie podczas pobytu w Koperniku." Niestety, o tej możliwości dowiedziałam się dopiero w domu, gdy przeglądałam otrzymaną mapę, ale następnym razem z tego skorzystam!
Pięć godzin, które spędziliśmy w Koperniku, minęło zbyt szybko i tylko zmęczenie dawało nam odczuć, że obejrzeliśmy około 400 eksponatów w sześciu galeriach. Oczywiście nie zobaczyliśmy wszystkiego. Pod koniec byłam już tak zmęczona, że obojętnie przeszłam obok ekspozycji "Uratuj misia". Do tej pory nie mogę sobie tego darować... Sprawdziłabym, tak jak inni zwiedzający, swoje zdolności przy przeprowadzaniu zabiegu laparoskopii na pluszaku o długości dwóch metrów. Podobno Józek precyzyjnie i w skupieniu operował miśka.
Gdy rozpoczynaliśmy zwiedzanie od wystawy "Korzenie cywilizacji", mieliśmy jeszcze dużo zapału.


Nawadnianie pól sposobem starożytnych Egipcjan i turbiny uruchamiane pokrętłami zatrzymały Józka na dłużej. Zawsze interesowały go urządzenia, w których dałoby się coś ukręcić. Do tej pory, przy przewidujących rodzicach, rzadko przebywał tyle, ile by chciał przy urządzeniach z różnymi korbami. Teraz nadrabiał stracone okazje, zachęcany przez nas i przechodzących animatorów - pracowników Centrum:
- kręć, Józek, kręć!
Dość szybko usłyszeliśmy od niego znane nam z innych wycieczek słowa:
- dalej, dalej!
Niczym niecierpliwy przewodnik wycieczki Józek biegł w kierunku następnej wystawy "Wszystko gra", na której odkrył następne pokrętła.

 

Zawieszone butelki, leżące kawałki drewna, krajalnice do jajek - to wszystko wydawało dźwięki, których słuchaliśmy w specjalnych słuchawkach.


Zabawa rozkręciła się, gdy przeszliśmy do umieszczonych przy oknach mikrofonach. Nasze głosy były przetwarzane, przy jednym mikrofonie odzywaliśmy się do siebie zadziwiająco piskliwie, przy innym głębokim basem odpowiadaliśmy na przywitanie... - dodatkowym efektem były oszołomione miny chłopaków.

 

Nic nie wskazywało na to, że na krótką chwilę ja i Józek zamienimy się w szalonych perkusistów, a jednak przy drewnianych cymbałach nic nie mogło nas zatrzymać. Ze słuchawkami na uszach podskakiwaliśmy, tańczyliśmy w rytm niesamowitej muzyki...tworzyliśmy ją...
- dalej, dalej - przerwał nagle Józek i pobiegł sprawdzić, czy w budynku Centrum znajdują się samochody, samoloty i statki sprzed stu lat.
"Świat w ruchu" to następna galeria, w której nie zabrakło pokręteł. Zamknęliśmy w dużej bańce Stasia, doprowadziliśmy do startu rakiety i jeździliśmy na rowerze, obok którego pokazywał się szkielet...
cdn.

14 komentarzy:

  1. aj muszę się tam z synem wybrać:) Ale raz widziałam tam taaaką gigantyczna kolejkę jaka nigdy i nigdzie. A przeżycia widzę (raczej czytam
    :)) niezapomniane.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja tam jeszcze wrócę, chociaż już nie zdążę zobaczyć wystawy "wszystko gra" - to czasowa ekspozycja - jest tylko do 17 marca!

      Usuń
  2. jak sie naczytałam to az zachciało sie tam jechać, dobrze wiedziec ze sa przywileje dla niepełnosprawnych, super wycieczka pozazdrościć

    OdpowiedzUsuń
  3. Super sprawa takie centrum :-) U nas jest też podobne centrum nauki, Kamiś mógłby tam cały dzień przesiedzieć i nie przeszkadzał mu ani hałas, ani tłum, ani głos i muzyka z głośników :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. jedyny minus to taki, że mamy trochę daleko do Kopernika...trzy godziny w jedną stronę...

      Usuń
  4. Gratulujemy udanej wycieczki. Blog przez święta złapał opóźnienie jak pociąg z Katowic do Szczecina przez Białystok Olsztyn Gdańsk ( opóźnienie na trasie może ulec zmianie ) :)))))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. o opóźnienia się nie martwmy, ale porównanie udane:))))

      Usuń
  5. gratuluje fajnego wyjazdu :-), jak ten wpis u ciebie wczesniej czytalam , podszedl do mnie i komputera tadeuszek i baaardzo sie interesowal tym , co robia dzieci na zdjeciach, szczegolnie dlugo wypytywal - co to jest czym jozek kreci i po co kreci i jak dlugo kreci i czy my tez tam pojedziemy i on bedzie mogl tez pokrecic :-D itd.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. o rany! szkoda, że nie zrobiłam więcej zdjęć z kręceniem w roli głównej! dla Tadeuszka!

      Usuń
  6. Chyba na perkusji bym chętnie z moim M.:)A co wciągnęło Tatę?Małgorzata :)))

    OdpowiedzUsuń
  7. Widok ekipy operacyjnej pluszowego misia był komiczny;););) Józek z zacięciem i precyzją dokonujący laparoskopii,obok Igor patrzący z niemym uznaniem na poczynania kolegi:) Duet do złudzenia przypominał profesora chirurgii i początkującego stażystę;D

    OdpowiedzUsuń