sobota, 5 stycznia 2013

dzień 293.

Łatwiej naszemu Józkowi zaakceptować różne wydarzenia, gdy są wcześniej wpisywane do kalendarza. Zapisujemy różne sprawy - święta, wizyty gości, wycieczki - wszystko to, co może Józkowi przewrócić znany mu świat do góry nogami. Przenośnie, ale też dosłownie - bo rozreklamowaną w mediach informację o końcu świata Józio też zapisał w odpowiedniej kratce kalendarza, a ja tylko dorysowałam znak zapytania. Nasz sobotni wyjazd do Warszawy zaplanowany był już od dawna. Wieczorem trudno było nam uśpić podekscytowane porannym wyjazdem dzieci, jeszcze trudniej rano je obudzić. Metoda mojej znajomej, która do ostatniej chwili nic nie wspomina synowi o wyjeździe zapewnia im obojgu spokojną noc. U nas długo jeszcze słychać były szepty Jaśka i Staśka oraz głośne protesty Józka, który nie mógł przez rozmowy braci zasnąć. Rano tylko Józek zerwał się na nogi z okrzykiem:
- Warszawa!
Pozostali mamrotali pod nosem:
- ... ciemno na podwórku
- nie ma jeszcze godziny szóstej...
Niechętnie wstawali z łóżek. Staś od razu po śniadaniu położył się i zasnął.
- zaraz będziecie mogli przespać się w samochodzie - zachęcałam ich do wyjścia. 
Tylko Józka nie trzeba było namawiać do rozpoczęcia wycieczki:
- ja nie będę spam, ja będę gram - zapowiedział dziarsko trzymając  swoje nintendo.
Po raz pierwszy zabraliśmy ze sobą pożyczoną nawigację samochodową. Pomyśleliśmy, że szczególnie przyda nam się w Warszawie, do której mieliśmy dotrzeć za trzy godziny.
Jarek ustawił adres docelowy i wtedy zaczęła się nasza przygoda z GPS:
- za trzy kilometry trzymaj się lewej - usłyszeliśmy po raz pierwszy głos z pudełka.
- co to znaczy? - zdziwiłam się.
- a później - dodał tajemniczo głos - trzymaj się lewej.
Chichotaliśmy, chociaż Jarek uciszał nas. To on był pomysłodawcą zabrania ze sobą nawigacji.
- prowadząc samochód rozumiem te wszystkie komunikaty i one wcale nie są śmieszne - mój mąż jak lew bronił swojego pomysłu.
- łagodnie skręć w prawo - uspokoił go GPS.
Nie mogliśmy przestać się śmiać, dopóki nie usłyszeliśmy zapowiedzi:
- za trzy kilometry niebezpieczne miejsce.
Na te słowa z tyłu samochodu, gdzie siedział Józio, Igor - jego kolega z klasy i Staś zapanowała cisza.
- obawiam się - zaczął Igor.
- to będzie katastrofa - któryś z chłopaków dodał.
Nic złego nie nastąpiło, ale chłopcy w napięciu oczekiwali następnych komunikatów:
- za dwa kilometry skręć drugim zjazdem z ronda.
- którym, którym? - chłopcy, jak nigdy dotąd, aktywnie uczestniczyli w obserwowaniu drogi.
- co mam zrobić? Tak głośno gadacie, że nie wiem, co powiedział - krzyknął na nas Jarek. Na szczęście gadające pudełko nie zamilkło na długo:
za jeden kilometr radar.
- aaaa! - zawołaliśmy znacząco.
- potem łagodnie skręć w lewo - padła kolejna kojąca instrukcja.
Gdy wjechaliśmy na nowo wybudowaną drogę, na ekranie GPS pojawiła się czarna dziura.
- przeliczam trasę - zostaliśmy ostrzeżeni przez GPS.
- zawróć - polecenie z ekranu zabrzmiało groźnie dla naszych chłopaków. Oczywiście przerazili się od razu:
- czarna dziura - krzyknął Józek.
- spóźnimy się - wyraził swoje obawy Igor.
- zgubiliśmy się - ocenili to jednoznacznie.
Jechaliśmy obok innych samochodów drogą ekspresową, która nie istniała według naszej nawigacji samochodowej.
- za 900 metrów niebezpieczne miejsce...
- hej! gdzie my jesteśmy - w Kolumbii? - zapytał się Jasiek. Nasza droga zawierała też inne elementy:
- za sto metrów ciekawe miejsce - przyciskaliśmy nosy do szyb, ale nic nie zauważyliśmy.
Zorientowaliśmy się, że niebezpieczne miejsca to tylko niektóre skrzyżowania. Ciekawych miejsc jednak nie mogliśmy do końca drogi rozgryźć.
- a czy ten GPS pokaże nam, gdzie jest McDonald's?- zastanawiał się Jasiek.
- tak, jako niebezpieczne miejsce - odpowiedziałam krótko.
ciąg dalszy podróży nastąpi...

7 komentarzy:

  1. Jak widać GPS uatrakcyjnił podróż:):)
    Józka zdecydowane poranne postanowienie"nie będę spam..." świetne:) Ciekawa jestem co było dalej??,
    w takich momentach mam coś z Naszych dzieci chciałabym wiedzieć natychmiast!,dzisiaj!,teraz!
    pozdrawiam :W:

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. i już zaraz była Warszawa- tak się przejęliśmy gadającym pudełkiem, że nie zauważyliśmy, kiedy minęła podróż...

      Usuń
  2. Piękne! :)))) Czekałam na opis podróży i się nie zawiodłam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. podróże kształcą - już umiem obsługiwać GPS!
      a tak serio to mam nadzieję, że od marca na nowym blogu "stacja autyzm" będzie więcej o podróżach i że uda nam się więcej wyjeżdżać z Józkiem i z jego obrazami

      Usuń
  3. Bogusiu,skoro opisujesz wasz wyjazd to znaczy, ze i powróciliście bezpiecznie z owym "gadającym pudełeczkiem"...czekam ciągu dalszego. Doris

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. wycieczka trwała jeden dzień, już o 19-stej byliśmy w domu, spaliśmy 10 godzin - ach te przeżycia

      Usuń
  4. super :-) czekam na dalszy ciag:-) - co do nawigacji , to ta nas ostatnim razem jak jechalismy do polski wywiozla w kompletne pole, bo nie mielismy uaktualnionych map z nowymi drogami wlasnie - ach ta technika

    OdpowiedzUsuń