środa, 2 stycznia 2013

dzień 290.

Byliśmy z Józkiem już całkiem blisko przystanku autobusowego, gdy nagle mój syn zdecydowanie zawrócił:
- żetony! zostały w domu!
Jak dzieci z Bullerbyn wracały do sklepu po zapomnianą kiełbasę, tak i my za chwilę znów szliśmy tą samą drogą i przy tym samym krawężniku.
Nie zwracałam nigdy na to uwagi i nie wiem, czy zawsze tak chodził przy samej linii łączącej chodnik z trawnikiem. Być może linia pomagała mu tego dnia w trzymaniu się drogi. Widziałam, że jest zamyślony, pochylał się do przodu i wpatrywał w chodnik. Mógł myśleć o Robespierre i Rewolucji Francuskiej, o gilotynach albo o swoich żetonach w niebieskim worku, który już bezpiecznie przebywał w jego plecaku. Myślał nad czymś bardzo intensywnie i nie zwracał uwagi na to, co działo się dookoła. Raz czy dwa odciągnęłam go na środek chodnika, ratując przed wdepnięciem w psią kupę.
- uwaga błoto! śmieci! - jeszcze raz Józek po mojej interwencji wylądował na środku drogi. Potem powoli przesuwał się z powrotem na swoją linię. Czasem ktoś szedł naprzeciwko Józia i dopiero w ostatniej chwili odskakiwał na bok. Józek jak czołg parł naprzód.
Jest taki jeden rodzaj autobusów z ulubionym miejscem Józka, wymarzonym dla autysty. Siedzi na nim sam, tyłem do innych, blisko kierowcy. Już raz Józek próbował wymusić na starszej pani, żeby jak szybciej ustąpiła mu "jego" miejsce. Obiecałam sobie wtedy, że powtórki tej sytuacji już  nie będzie. Złapałam go, zanim stanął nad nieświadomym niczego pasażerem. Posadziłam go na pierwszym wolnym miejscu i przytrzymałam: 
- usiądziesz tam, gdy tylko miejsce się zwolni!
- no dobra! - westchnął Józek. Usiadł na samej krawędzi fotela i czekał zwarty i spięty na swoją kolej. Nadal o czymś intensywnie myślał.
Co ciekawe nie denerwował się zupełnie tym, że po długiej przerwie świątecznej wraca do szkoły - pewne sprawy są dla niego zupełnie normalne i nie podlegające dyskusji. Gorzej z nieprzewidywalnym miejscem w autobusie, o nim można byłoby głośno rozmawiać przez całą drogę. Na szczęście pasażer dość szybko wstał, żeby wysiąść na swoim przystanku, a Józek szybkim ruchem zajął to szczególne miejsce. Uśmiechnięty dojechał do szkoły na czas.

1 komentarz:

  1. (...)Józek jak czołg parł naprzód (...) Dość kontrastowe porównanie:) Józio jest przecież mięciutki i rozkosznie przytulny :):):) Pod warunkiem,że uda się go złapać;)

    OdpowiedzUsuń