sobota, 29 grudnia 2012

dzień 286.

Poranna próba wyprowadzenia się z domu, popołudniowe podpalenie kartki, późniejsze czołowe zderzenie z moją nieszczęsną głową - to tylko część wydarzeń z kolejnego dnia z moim Józkiem.
Od razu po przebudzeniu Józek zajrzał do lodówki, swoim codziennym zwyczajem szukał czegoś do zjedzenia:
- nie ma kiełbasy - nie ma jej - zjedliście! - krzyknął oskarżycielsko w stronę rodziny.
- wyprowadzę się, nie będę już tu dłużej mieszkał - ostrzegł nas, nie pierwszy już raz zresztą.
Powoli wstawaliśmy z łóżek - każdy łypał spod oka na innych - kto zjadł mu tę kiełbasę? - zastanawialiśmy się.
Z markotnym i marudzącym Józkiem tata wybrał się na zakupy. My w tym czasie oglądaliśmy bajkę o piernikowym chłopcu:
- oglądałem to rok temu - po powrocie do domu stwierdził Józek głosem nie podlegającym dyskusji i znając jego fenomenalną pamięć, mogło tak być.
- "nikt mnie nie będzie wkładał do żadnej torebki" - krzyczał z ekranu piernikowy chłopiec, który w ten sposób rozpoczął swoją pełną przygód ucieczkę. Goniony przez sprzedawczynię, zawiedzionego kupca i tłum przechodniów szukał przeróżnych środków transportu: raz znalazł się w niemowlęcym wózku, innym razem w żaglówce - zabawce. Gdy tylko zobaczył dziewczynkę z balonem, miał już nowy plan:
- "oddaj, oddaj - krzyczała dziewczynka - to mój urodzinowy prezent!... ale piernikowy chłopiec unosił się coraz wyżej i wyżej i wyżej..."
- do Słońca - zarechotał nagle Józek - tam jest bardzo gorąco. Będzie z niego kotlet - dokończył makabrycznie.
- piernik to ciastko, z ciasta kotleta nie zrobisz - sceptycznie podeszłam do jego pomysłu - może najwyżej spalić się od Słońca...
- spali się! - zawołał uszczęśliwiony czymś Józek. Pobiegł do pokoju po kartkę papieru i narysował na niej figurkę chłopca z balonem w niebezpiecznej bliskości Słońca. Potem przytknął kartkę do płomienia w kuchence i nadpalił kawałek.
- a teraz kiełbasa z jajkiem nie będzie Ci dzisiaj smakować, czy czujesz, jak tutaj śmierdzi? - zapytałam wietrząc kuchnię - dzieciom nie wolno bawić się ogniem! - przypomniałam mu zasadę.
Józek niezrażony niczym nalał wody do butelki i wrzucił do niej nadpalony papier. Całość zapakował do zamrażarki.
- chłopiec z piernika będzie zamrożony - ciągnął z wielką radością w głosie - w górze jest bardzo zimno!




Całkiem logicznie przedstawił przypuszczalne przygody chłopca z piernika, ale coś w tym wszystkim nie dawało mi spokoju. Czy ja już rok temu nie widziałam w naszym domu nadpalonego papieru i śladów wody, chaotycznie pościeranych przez dzieci? Wyglądało na to, że Józek tylko powtórzył coś, co już musiał kiedyś widzieć...
- Jasiek! - huknęłam.
Przypuszczalny winowajca - starszy brat podejrzanie unikał mojego wzroku.
- chłopcy - trzeba Was dziś przegonić na spacer, może na basen, Wy się po prostu nudzicie...
- hura! - krzyknął Józek, wyskoczył z fotela i stuknął głową w moją głowę. Zamroczyło mnie, w zębach mi dzwoniło.
Z zamkniętymi oczami, po omacku usiadłam na podłodze. Usłyszałam tylko Jarka komentującego nasze zderzenie. Józek podobno pobiegł w kierunku łóżka i padł na nie trzymając się za głowę.
Z zimnymi okładami jakoś damy radę...

17 komentarzy:

  1. hehe u Was jak zawsze wesoło :)
    i pamięć Jaśka jak zawsze fenomenalna

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witam,czekają Ciebie jeszcze inne eksperymenty,masz trzech chłopców i dziewuszkę żądnych wiedzy;)
      Dobrze,że ja mam jednego.Włosy stają mi dęba od różnego rodzaju doświadczeń,obecnie z elektrycznością!!
      To ci dopiero musiało być mocne uderzenie ,na guzy podobnież najlepszy zimny nóż,chociaż mogą być obawy że będziesz chciała wyciąć ten guz:) :W:

      Usuń
    2. miałam zimny kompres w zamrażarce obok chłopca z piernika. Guz i tak rośnie, ale już tak nie boli...o tych doświadczeniach to ja jeszcze chętnie posłucham. Zaraz wrzucę jeszcze zdjęcia

      Usuń
    3. Paulina: u nas - jak u każdego - tak samo - trochę brakuje pieniędzy, najbardziej doskwiera nam to, że nie mamy czasu dla siebie - chcielibyśmy pójść do kina na Hobbita - nie mamy z kim zostawić dzieci:)Nie dosypiamy czasem, otoczeni jesteśmy przeważnie hałasem i najczęściej bałaganem. Tylko my chyba już się przyzwyczailiśmy, że wszystko u nas w domu stoi na głowie.

      Usuń
  2. tak się zawsze zastanawiam czy jemu się ta kiełbasa nie znudzi? Mały tez wkólko je to samo ale jakos tak na zmianę z innymi rzeczami

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. zapytałam go w Twoim imieniu - Józek odpowiedział: "bo kiełbasa jest najzdrowsza i dodaje sił!"

      Usuń
    2. Nie widzę większych szans - Józek jest stały w uczuciach:) i dobrowolnie nie porzuci ukochanej.....przekąski;););) Chyba,że w przyszłości "ukochana" spłata mu brzydkiego figla - jak jogurt Igorowi ;D

      Usuń
    3. chyba bardzo to był brzydki figiel...nie spodziewałam się tego po jogurcie...

      Usuń
    4. Oj tak :( Jogurcik opuścił go dokładnie tą samą drogą,którą wszedł.I to w autobusie.Owo wydarzenie okraszone pogardliwymi sporzeniami współpasażerów,spowodowało taką traumę,że Igor do tej pory omija lodówki z nabiałem mówiąc,że "jogurt szkodzi na brzuch".

      Usuń
  3. o kiełbasie najczęściej wspominam - bo J. domaga się jej najgłośniej, ale jego wybiórczość pokarmowa w porównaniu z tym, co było kiedyś to niebo i ziemia. Józek od niedawna je na przykład orzechy - hura! brokuły i mnóstwo innych rzeczy, obok których kiedyś przechodził z niechęcią. Tylko soki czerwone ciągle pozostają na czarnej liście.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj,te czerwone soki:/// Igor też podchodzi do nich jak do jeża.

      Usuń
    2. czerwone soki jak płachta na byka -nawet ma to pewien sens

      Usuń
  4. Życzę, aby Nowy 2013 Rok wypełniał każdy dzień radością.
    Życzę, aby Wasz szlak był usłany życzliwością, zrozumieniem, dobrem, ciepłem.
    Niech po policzkach płyną tylko słodkie łzy szczęścia, a te słone zostały osuszone przez kochane dłonie bliskich. Życzę Wam, aby 31 grudnia 2013 Roku bilans minionych dni zrodził tęsknotę za czasem przeszłym. Najpiękniejszego Nowego Roku życzy Babcia Gosia..

    OdpowiedzUsuń
  5. Guz na Sylwestra?czemu nie?Naturalna ozdoba ,Oryginalna:)
    Ja o tym guzie-kiedyś Się martwiłaś ,że Józio nie czuje bólu i może Sobie wyrwać zęba-spokojnie,czuje,też się trzymał za głowę:))
    Dużo szczęścia w Nowym Roku.Małgorzata:)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Józek mocne uderzenia czuje!

      Usuń
    2. jeśli chodzi o guza, to mogę założyć toczek i będzie w sam raz - dzięki za życzenia!

      Usuń