czwartek, 27 grudnia 2012

dzień 284.

Najbardziej uroczystym strojem według Józka jest alba komunijna. Ta długa do kostek biała szata jest przez niego zawsze określana hasłem: "piękne ubranie!". W albie postanowił pójść do kościoła święcić pokarmy wielkanocne. W dzień Pierwszej Komunii św. już od godziny szóstej rano próbował założyć białą szatę. Mimo moich obaw nie przewrócił się, nie porwał długiej alby i z żalem odwiesiliśmy ją do szafy. Niespodziewanie rola anioła w jasełkach klasowych dała mu możliwość jeszcze raz założenia pięknego ubrania. Postać anioła wymaga jednak dodatkowych dekoracji. Skrzydła już były, ale za mało widocznie podkreślały obraz anielskości. Józek poprosił o coś na głowę i złotą harfę do ręki. Na Facebooku zamieściłam ogłoszenie: 
- "szukam aureoli...może być używana...chodzi oczywiście o strój dla Józka na jasełka. Zgodnie ze swoją prezencją i niewinnym spojrzeniem otrzymał rolę anioła. Białą szatę już ma, tekst wyuczony, ale wczoraj zażyczył sobie aureoli i harfy. Z harfy zrezygnujemy, ale coś na głowę by się przydało...a ja mam dwie lewe ręce i naprawdę z kawałka drutu i srebrnego łańcucha nie umiem zrobić czegoś, co by nie uwierało anioła w głowę."
Oczywiście moje koleżanki od razu ruszyły mi z z pomocą. Jedna chciała się podzielić kosą z przebrania Śmierci, druga odpowiedziała, że chętnie pożyczyłaby, ale jeszcze się nie dorobiła swojej aureoli. Kolejna doradziła mi krok po kroku, jak najprościej wykonać aureolę. Obdarzona tym samym poczuciem humoru, śmiałam się głośno, czytając ich komentarze, ale gdy odezwała się Dominika z księgarni za rogiem, posiadaczka białej puszystej aureoli na plastikowej delikatnej opasce, od razu popędziłam do niej.
Następnego dnia okazało się, że Staś też będzie aniołem na jasełkach, tego samego dnia, co Józek, na szczęście o innej godzinie. Strój już mieliśmy, czułam, że jesteśmy przygotowani do tegorocznych występów.
Najważniejsze to nie spóźnić się na jasełka do Józka klasy - chłopcy dobrze znają się na zegarku i niepokoją się każdą minutą przedłużającej się nieobecności rodzica.
Występ chłopców, jak co roku, był fantastyczny. Każdy z nich miał swój popis taneczny i rolę. Podporządkowywali się kolejności układów tanecznych, tylko czasami machali w stronę publiczności, przypominając nam o robieniu im zdjęć.
Józek po swoim występie długo bił sam sobie brawa.
Oklaskiwaliśmy ich mocno, wszyscy myśleliśmy o tym, że to nasze ostatnie jasełka w tym składzie.
Naprawdę nie należy spóźniać się na przedstawienia dziecięce - konsekwencje tego dał mi po południu odczuć Staś. 
Tego dnia było jeszcze dużo śniegu. Wyszłam dość wcześnie na przystanek, bo widziałam już kilka razy autobusy, które nie mogły podjechać pod górę. Gdy dotarłam na przystanek zobaczyłam dwa autobusy tuż po zderzeniu. Nic nikomu się nie stało, ale na dłuższy czas zatarasowano drogę. W końcu podjechał autobus, do którego próbował się upchnąć powiększający się tłum. 
- jeszcze zdążę - powtarzałam sobie do czasu, gdy mój autobus zatrzymał się nagle z otwartymi drzwiami. Zalegający przy wejściu śnieg wymagał oczyszczenia i w tym momencie przestałam się łudzić.
- Staś to wszystko zrozumie, jak już mu opowiem - pocieszyłam się. Wpadłam do sali, gdy przedstawienie już trwało, byłam spóźniona tylko trzy minuty.
- jest moja mama! nareszcie przyszła - poinformował Staś wszystkich gromadzonych przedszkolnych rodziców. Tańczył z innymi aniołami w kółeczku.
- mamo! mamo! - widzisz mnie? - zawołał, tańcząc w drugą stronę. Kiwałam energicznie głową, jednocześnie kazałam mu być ciszej.
- mamo! teraz już skończyliśmy tańczyć - poinformował mnie i innych. Nie był to sceniczny szept.
- mamo! a wiesz, jak ta dziewczynka przebrana za Maryję się nazywa? - znów ze sceny rozległ się głos mojego syna.
Syknęłam na niego już po raz kolejny, tupnęłam nogą, pokazałam gest zamykający usta. Nic to nie pomogło.
- mamo, zrób mi zdjęcie - teraz ja będę mówił! - zawołał niezrażony niczym Staś.
Aparat fotograficzny woziłam ze sobą cały dzień, od porannych jasełek u Józka. Wyłączyłam lampę błyskową - nie lubię, jak błysk z lampy wywołuje popłoch wśród występujących. Bateria aparatu była rozładowana - zgasł od razu po włączeniu. Spróbowałam jeszcze raz, nie pamiętając o tym, że moje poprzednie ustawienia przepadły. Lampą błysnęłam w stronę dzieci, odruchowo zamknęły oczy. Nawet kilkoro rodziców wzdrygnęło się.
- to moja mama! - zawołał Staś.
Kiedy pani zapowiedziała niespodziankę, która przygotowały dzieci, Staś po raz ostatni przerywał szyk przedstawienia:
- to będą te słodkie reniferki, o których Ci opowiadałem!
Gdy wracaliśmy razem z przedszkola, ze skrzydłami, aureolą i reniferkami, powiedział:
- idź mamo za mną, po moich śladach, na pewno się nie zgubisz, ja Cię zaprowadzę na przystanek.
- jaki on jest słodki! - powiedziała przechodząca nieznajoma osoba - musi to pani sobie zapisać, tak fajnie to powiedział!
- zapiszę - odpowiedziałam - na pewno zapiszę!

12 komentarzy:

  1. Bogusiu, Czytam od wczoraj i cieszę się, że jeszcze mi sporo zostało do przeczytania, bo sprawia to ogromną przyjemność. Świetnie opisujesz codzienne sytuacje swojej rodziny! Byliście w Warszawie? Jakby co, zapraszam. Ściskam serdecznie. Asia Pałach

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cześć! I jak tu nie lubić blogów?:) dobry sposób na odnalezienie znajomych. A jak nas znalazłaś? Jak rąbnęłam tym światłem ludziom po oczach, to nie było to dla mnie zabawne. Dopiero, jak siadam przed blogiem, to nabieram dystansu do takich wydarzeń. Do Warszawy nie dotarliśmy - gorączka Eli nas zatrzymała. Józek ma nadzieję i my też na wyjazd w następną sobotę. W planach: Centrum Kopernika. Pozdrawiam!

      Usuń
  2. "Gazeta Olsztyńska" to sprawiła :) Podziwiam, że masz siłę i ochotę codziennie siadać i pisać. Poza tym Twój blog jest świetny literacko, co nie jest regułą. Będziecie nocować czy tylko na jeden dzień?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W Twoich ustach "świetny literacko" to komplement! dzięki! przyjedziemy tylko na jeden dzień, oswajamy Józka z wyjazdami, a to nie jest proste. Najpierw rozprawimy się z lękiem związanym z odległością, o nocowaniu na razie mogę tylko pomarzyć. Jakby co, mój mail: b.budna@wp.pl

      Usuń
  3. A normalnie obelga? :) Mam nadzieję, że Wasza wyprawa dojdzie do skutku. Odezwę się na maila i będę czytać bloga. Do zobaczenia na placu zabaw wiosną-latem!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. czasem ktoś mówi: świetnie piszesz, ale nie czytał bloga, nie miał czasu, tylko gdzieś coś usłyszał, przeczytał notkę na Facebooku...najbardziej cenię sobie zdania czytelników. Plac zabaw z ławeczką - pewnie, że tak

      Usuń
  4. Cudownie Stasiu- Jesteś wspaniały tak okazać swoją radość :-) Bogusiu masz cudowne Dzieci
    A dla nieczytających bloga Bogusi- powiem krótko- żałujcie i szybko naprawcie swój błąd :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. tak, czułam się wyróżniona na tych jasełkach - może nawet za bardzo...
      dzięki Aniu!

      Usuń
  5. Odpowiedzi
    1. najlepsze jest to, że on nawet nie zdaje sobie sprawy z tego, że jest niesamowity w tekstach, w rozeznaniu sytuacji.

      Usuń
  6. Eh!gdyby Staś był moim kolegą szkolnym,pewnie od razu bym rozumiała Symbolizm,bez dwój:)))Małgorzata:))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja też zrozumiałam wszystko z jasełek - z takim suflerem!

      Usuń