środa, 26 grudnia 2012

dzień 283.

- Nareszcie mo się głośno zachowywać - ucieszył się Staś, gdy tylko wyszliśmy z kościoła. Nawet krzyknął sobie kilka razy z tej radości. Pozostali moi chłopcy też krzyczeli, gdy tylko zobaczyli McDonald's w sąsiedztwie kościoła - na szczęście dla nas restauracja ich marzeń była nieczynna w Święta.
Do mało znanego naszym dzieciom kościoła, obok dworca, pojechaliśmy zachęceni opiniami o ciekawej szopce, wystawionej w kaplicy. Mobilizował nas Staś powtarzający:
- bardzo chciałbym obejrzeć szopę!
- chyba szopkę - poprawialiśmy go bezskutecznie, aż w końcu zabraliśmy całą rodzinę na wycieczkę.
Szopka była niezwykła. Na pagórkowatym terenie stały podświetlone drewniane domki. Z góry spływał strumyk, tworzący wodospad. Koła młyńskie obracały się, a pracujący rzemieślnicy piłowali i stukali. 
- jak to się wszystko obraca? gdzie jest to coś, co wszystkimi porusza? - Staś zadał pytanie, znane już od wieków wszystkim filozofom.
Józio delikatnie dotknął ręką wody, chcąc sprawdzić, czy jest prawdziwa, potem podłożył palec pod piłę jednej z pracujących figurek.
- kto to jest? - zaciekawiły go figurki ludzi.
- to jest...kowal szlifujący narzędzia i stolarz...piłujący...coś - powiedziałam po dłuższym zastanowieniu. Kowal okazał się być młynarzem mielącym ręcznie mąkę na żarnach, a stolarz  - dla równowagi - kowalem - ale każdy może się pomylić, prawda?.... Potem bystre oko Józka wyłowiło zaburzone proporcje pomiędzy niektórymi zwierzętami a figurkami ludźmi.
- to olbrzym - wskazał na piłującego człowieka stojącego obok malusieńkich owieczek, ledwo sięgających jego butów.
Szopka była zachwycająca, a mimo to Staś coraz bardziej markotniał:
 - chodźmy już, ja chciałem zobaczyć szopę, a nie szopkę - uściślił.
W domu jeszcze przed wyjściem zobaczam po raz pierwszy Józka próbującego nas oszukać. Było to tak komiczne, jak tylko mogło być w przypadku niewinnego i logicznego autysty.
Nie chciałam, żeby zabierał ze sobą do samochodu nintenda - swojej ulubionej konsoli. Jako pierwszy ubrał się i stanął obok drzwi, krztusząc się od tłumionego śmiechu. Chichotał coraz głośniej i zaczął tym samym zwracać moją uwagę. Zauważyłam, że kurczowo coś ściskał pod kurtką:
- no co Ty tam schowałeś? - zapytałam w końcu,
- nintendo! - odparł bardzo z siebie zadowolony: prawie udało mu się nas wykiwać!
Tego dnia oglądał "Jaskiniowców" - bajkę filmową przerobioną z kreskówki o Flintstones.
Józek, który nazwy wszystkich jaskiniowców ma w małym palcu - tutaj nie mógł się zorientować, kim oni są:
- czy to człowiek z Cro-Magnon? a może neandertalczyk?   czy to homo sapiens ery paleolitycznej? - rozważał głośno.
Na ekranie jaskiniowcy zgodnie z fanaberią scenarzysty przebrali się w stroje galowe i polecieli na swoich dinozaurach do Rock Vegas, aby pograć w kasynach. Ludzie pokazywani obok dinozaurów - takiej bzdury Józek już nie mógł znieść.

6 komentarzy:

  1. :-D hahaha - juz sobie wyobrazam oszukujacego jozia :-)! tadeuszek jak cos swiadomie probuje zbroic lub troche oszukac - wola w nieboglosy - NIC !!! NIC !!! (w sensie nic nie robie) :-D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Józio dopiero zaczął - pewnie następny krok, to będzie właśnie: nic, nic!

      Usuń
  2. Staś miał szopkę wcześniej,na pasterce dziecięcej(drobne prezenciki?),a w kolędzie słyszał:do szopy,hej pasterze:)))Małgorzata:)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ciekawe, jak on sobie tę szopę wyobraża - na razie nie chce tego zdradzić

      Usuń
  3. to oszukiwanie - jego próby są zabawne i u nas, choć inaczej reagujemy na takie zachowania u Madzi a inaczej u syna, a to już nasz błąd :-(
    pozdrawiam serdecznie wreszcie poświątecznie ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. to napisz jak wygląda to u Madzi - jestem ciekawa, bo pewnie Józek jeszcze nieraz nam coś takiego wywinie.

      Usuń