poniedziałek, 24 grudnia 2012

dzień 281.

Staś od rana wypatrywał spadającej gwiazdy. Nie chodziło mu o pierwszą gwiazdkę, która w istocie jest planetą Jowisz widzianą w Wigilię na bezchmurnym niebie. Nie czekał na prawdziwą migoczącą gwiazdką, nazywaną przez astronautów Capellą - najjaśniejszą gwiazdą zimowej konstelacji Woźnicy. Podejrzewam, że usłyszał zbyt wiele od swoich braci o Gwieździe Betlejemskiej, planetach Układu Słonecznego i różnych teoriach astronomicznych. Powstała z tego tęsknota za gwiazdą, której pojawienie się i upadek rozpocznie naszą wigilijną kolację:
 - kiedy ta spadająca gwiazda w końcu spadnie? - niecierpliwił się około dwunastej odkrywca naszej nowej wigilijnej tradycji. Udało nam się w końcu odkleić go od szyby, upstrzonej j odciskami palców. Wysłaliśmy go na podwórko, żeby zapomniał o gwiazdach: patrząc na zachmurzone niebo nie spodziewałam się dzisiaj żadnej - tym bardziej spadającej. Razem z tatą i braćmi zabrali się do lepienia podwórkowego bałwana. Marchewkowy nos dostarczyła nasza zaprzyjaźniona sąsiadka, która podzieliła się z nami odkryciem, że kasztany są najlepszymi guzikami i bałwanowymi oczami na świecie!

 
 
Bałwan miał po pięć palców u każdej z rąk - dzięki czemu został zupełnie zaakceptowany przez Józka, dbającego o drobiazgi.
Zanim chłopcy wrócili do domu, prezenty w cudowny sposób znalazły się pod choinką, a pierwsi goście zaczynali się już schodzić.
Józio przywitał się z babcią, która zawsze kojarzy mu się z uwielbianymi przez niego tortami. Chyba w jego wyobraźni pojawił się śmietanowy tort, przełożony kilkoma warstwami bitej śmietany. Sama myśl o tym nieźle zamieszała mu w głowie:
 - jesteś babcia - zawołał - czy dziś są urodziny? - zastanowił się.
Przyjrzał się jeszcze raz babci:
- nie, nie ma tortu. To co dziś jest? - zapytał sam siebie. A potem odpowiedział:
- a już wiem: dziś jest - Wesołych Świąt! 
Na stole pojawiały się kolejne potrawy wigilijne, opłatek, sianko, świeca.
Widok potraw wywołał pewien niepokój u moich dzieci:
- nie, dziękuję, bardzo pyszne - nie zjem tego - czy mogę tosta? - zapytał Józek, gdy przeszłam obok niego ze smażonymi pierogami z makiem.
- ja po prostu nie lubię niektórych potraw! - dołączył się Staś - tego nie lubię, i tego, i tego - wyliczał, patrząc na kolejne półmiski z rybami i sałatkami.
Nic nie mówił jedynie Jaś. Podczas Wigilii często zmieniał miejsce, w kuchni ćwiczył poskoki ninja, znów gdzieś się kręcił z pustym talerzem...
Razem z babciami, ciociami, dziadkiem, wujkiem wspominaliśmy poprzednie Święta, patrzyliśmy na naszego najmłodszego, kilkutygodniowego gościa. W pokoju robiło się coraz ciszej - a to zawsze oznacza tylko jedno: moje dzieci coś psocą, tylko w innym pomieszczeniu...
Zapach przysmażonego sera zaprowadził mnie do kuchni. Józek składał właśnie kolejne tosty, a do gotowych ustawili się w kolejce pozostali. Pierwsza stała Ela z pomarańczowym talerzykiem.
cdn... 

5 komentarzy:

  1. Masz bardzo zaradne dzieci,świetnie poradziły sobie ze znalezieniem czegoś "zjadliwego" do jedzenia:)
    Koronnym daniem wigilijnym Wojtka są bułki z serem zapiekane w piekarniku,nic poza tym!
    Znając jego gust przygotowałam mu "jego danie" zanim usiedliśmy do stołu:) :W:

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gusta mają podobne - i tu ser i tam ser...
      opiekane, zapiekane...

      Usuń
  2. Piękny bałwan :) u nas śniegu nie ma i sanki stoją i się kurzą gdzie tu mówić o bałwanie.
    Z jedzenia Oli zjadł kluski z zupy grzybowej i ciasta :p

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. u nas śniegu też już nie ma...
      dziś nawet jakiś mężczyzna przeszedł w krótkich spodenkach pod naszym oknem...

      Usuń
  3. Jaki z tego wniosek ? Ano taki,że trzeba włączyć tosty do wigilijnego menu:)

    OdpowiedzUsuń