wtorek, 18 grudnia 2012

dzień 275.

Z łazienki dobiegł głos Stasia:
- lulajże Jezuniu, moje skrzydełko...
Od razu mi przypomniał, że Święta już niedługo...coraz bliżej...
To będą Święta, podczas których zaproszeni goście nie zostaną wyproszeni za drzwi. Tak czasem u nas bywało, ale w tym roku goście mogą czuć się bezpiecznie. Józek, zamiast wypychać ich z pokoju, przywita ich rozpoczynając krótką rozmowę. Zada niedyskretne pytanie o wagę lub wiek, niektórych zapyta:
- a Ty to kto?
Każda zmiana w czyimś wyglądzie wywołuje u Józka niepokój: czy to ta sama ciocia, którą widział na poprzedniej Wigilii? Czy to ktoś zupełnie inny?
Chętni do śpiewania kolęd nie usłyszą w tym roku gromkiego głosu:
- cisza! Nie śpiewaj!
Ostra krytyka towarzyszyła wcześniej każdej piosence wykonywanej w obecności Józka. Jego nadwrażliwość na dźwięki zauważalnie zmniejszyła się. Tylko lekkim skrzywieniem na twarzy okaże to, że ktoś wyjątkowo zafałszował lub pomylił słowa w kolędzie.
Nasza choinka w tym roku nie będzie leżała na środku pokoju wśród potłuczonych bombek i gasnących lampek. Obraz przewróconego drzewka to jedno z naszych najmniej przyjemnych świątecznych wspomnień. Mało wtedy wiedzieliśmy o autystycznej niedowrażliwości. Nie rozumieliśmy, dlaczego przedmioty wypadały Józkowi z rąk lub pękały ściśnięte zbyt mocno. Podobno założenie grubych, niewygodnych rękawic na dłonie może trochę nam przybliżyć to, jak niektórzy autyści odczuwają dotykane przedmioty. Podczas tamtych przygotowań do Wigilii Józek złapał za bombkę, ścisnął ją mocniej, a potem pociągnął do siebie. Sięgająca sufitu choinka spadła na ziemię, akurat gdy Jarek próbował ją przywiązać do karnisza. 
Przed Świętami nigdy nie wywieszaliśmy żadnych wieńców ani innych ozdób. Oznaczały one kłopoty dla nas wszystkich. Józek z zamkniętymi oczami przechodził obok każdej z nowości, przewracał się i potykał, ale oczu nie otwierał. Przez lata przyzwyczailiśmy się do pewnej ascezy: jak najmniej dekoracji i zmian. Potrawy wigilijne też były zbyt dużą odmianą - różniły się tak bardzo od codziennych dań, że Józek wolał nie patrzeć na zastawiony stół.
Myślę, że w tym roku Józek nas zaskoczy.
Tak, jak ostatnio zaskoczył mnie. Gdy przyszedł ze szkoły, bardzo poważnym głosem zapytał:
- dlaczego ja jem zawsze bułkę z serem na drugie śniadanie?
Józek, który chce coś nowego, to dla mnie duża niespodzianka.  

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz