piątek, 14 grudnia 2012

dzień 271.

W mojej wyobraźni Jarmark Świąteczny miał być wyjątkowym wspomnieniem: piękna choinka na Starówce, muzyka ze sceny, zjawiskowe rzeźby lodowe. Ewentualnie mógłby delikatnie padać na nas śnieg - to stworzyłoby idealny obraz! To, co najbardziej interesuje moje dzieci zawsze różni się od moich wyobrażeń. To dlatego tworzymy tak wybuchową komiczną mieszankę: ja z moimi romantycznymi oczekiwaniami i oni - patrzący na świat po swojemu.
- ...i musimy bardzo uważać, pilnować się, żeby nie zgubić się w tłumie...- tak rozpoczęłam przygotowania do naszego wyjścia.
- w trumnie? - zapytał Józek i nie żartował. Naprawdę go zaciekawiłam naszym wyjściem. Chociaż po wyjaśnieniu różnicy między tłumem a trumną jego zapał trochę opadł.
Pokazałam im krótkie filmy z poprzednich lat pokazujące Jarmark: oświetlone kamienice, połykaczy ogni, ludzi składających sobie życzenia, Kopernika z czapką Mikołaja na głowie...
- jedziemy - zdecydował nagle Józek - chcę zobaczyć Kopernika.
I tak pomnik Kopernika zdominował nasze wyjście na Jarmark. Kopernik i oczywiście rozwiązujące się sznurówki Jaśka, o których wiele tego wieczoru słyszałam.
Przeszliśmy obok mimów, chciałam im się przyjrzeć, ale tuż obok była restauracja grecka. Józek od razu ją poznał, w ubiegłe wakacje prawie dotknął palcem z ciekawości potrawy jakiejś osoby. Teraz nie mógł oderwać się od szyb, bardzo chciał zajrzeć do środka, a najchętniej coś zjeść.
- jestem głodny  - patrzył na mnie z wyrzutem.
Żałowałam, że moje dzieci nie ubrałam bardziej jaskrawo. Co chwila ktoś zasłaniał mi któregoś z nich, w panice trzymałam ich za ręce. Gdy poprawiałam torebkę, Józek od razu zniknął. Znalazłam go za chwilę, przed stoiskiem kogoś pokazującego pracę z metalowymi narzędziami.
Najchętniej stałabym razem z Jaśkiem i jego sznurówkami przed sceną i słuchałabym Ani Brody z zespołem, ale Józek ze Stasiem wciąż ciągnęli mnie w stronę pomnika Kopernika. Znów ktoś ich zasłonił - pobiegłam tam, gdzie jeszcze przed chwilą ich widziałam. Staś zadowolony powtarzał, że nie może się doczekać piłkarza Kopernika, trzymającego w ręku piłkę nożną.
Gdy stanęliśmy przed pomnikiem Józek wyjaśnił nam wszystkim, że Mikołaj Kopernik urodził się w 1473 roku, a zmarł w 1543 roku. Zapamiętał to po ostatnich lekcjach o słynnych ludziach.
Stamtąd było już blisko do rzeźb lodowych: w tym roku tematem była architektura światowa: piramida, Łuk Triumfalny, Mur Chiński. Józek w kurtce koloru moro co chwila znikał mi z oczu. Jaś oskarżał nas wszystkich o to, że nadeptujemy na jego sznurówki. Szczerze mówiąc, byłam już wyczerpana. Zarządziłam odwrót do domu.
Na kamienicach rozbłyskiwały wyświetlone projektorami gwiazdy, tak jak w moich wyobrażeniach. Zatrzymałam się na chwilę, żeby jeszcze raz popatrzeć na rozświetloną Starówkę, ale już dzieci ciągnęły mnie do stoiska z gorącymi rogalami. 
- Stasiu - zapytałam już w samochodzie - podobało ci się?
- kiedy? gdzie? - spytał Staś.

8 komentarzy:

  1. nasze wyobrażenia lub jak to ładnie nazwałaś romantyzm, do poziomu życia sprowadzają nie tylko dzieci, ale cała nasza rzeczywistość...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. tak, Ty mnie zrozumiesz, tak samo zaganiana

      Usuń
  2. O tak, cóż za uroczy, rodzinny spacer ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. uroczy - jak przystało na moją rodzinę!

      Usuń
  3. hehe, realia rodziny wielodzietnej. Na takie imprez trzeba chodzic 2 razy. Najpierw tlumem, z grubsza sie zorientowac co i jak, potem tlum "sprzedac" jakims przymuszonym ochotnikom i spokooojnie, wylaczajac telefon i zatrzymujac zegarek zwiedzic po swojemu:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. gdzie oni są??? ci ochotnicy??? mogą być przymusowi, mogą być dobrowolni...z braku jakichkolwiek osób do pomocy zabieram dzieci ze sobą. Chociaż ostatnio dzięki innej mamie chłopca z autyzmem, uczęszczam na rehabilitację, podczas gdy ona zostaje z Elą

      Usuń
  4. Fakt, na takich imprezach jest zwykle tłum i ze swej przezorności, by się nie zagubic z moimi chłopakami na Jarmarku- nałożyłam nam wszystkim opaski odblaskowe na rękawy kurtek. Niby nic, ale ułatwiało identyfikację - szeczólnie wieczorową porą. A Józka podziwiam, bo mnie ta ilość bodźców i wrażeń rozparszała. Mam też niedosyt dlatego chcę wybrac się tam jeszcze jutro /choć aura nie jest romantyczna ;) / Ach i błogosławieństwem na zimę oraz tłumny jest chusta w którą "wrzuciłam" Leę. przytulamy! doris

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. takie opaski to dobra rzecz! A Lea miała najlepiej.

      Usuń