środa, 12 grudnia 2012

dzień 269.

Niedawno Józio zadziwił nas całkiem realną i wymyśloną przez siebie historią o dziku. Ucieszyliśmy się, bo rzadko słyszymy od niego dłuższe wypowiedzi. A każde kilka zdań więcej od Józka to cała kopalnia wiedzy o nim i o jego postrzeganiu świata. Słuchając historii o dziku pomyślałam, że Józek ma jedyne w swoim rodzaju, niekonwencjonalne spojrzenie na wszystko. Następna jego opowieść tylko mnie w tym utwierdziła. Słyszeliście już na pewno wiele razy "Księżniczkę na ziarnku grochu"? - To nic nie szkodzi, w wykonaniu Józka posłuchacie jej chętnie jeszcze raz.
Na nasze wieczorne czytanie przygotowałam książkę:  "Kto mi zabrał ser?". Ciekawa alegoryczna przypowieść o zmianach i o naszej reakcji na nie. Tzn. tak mi się wydawało, że jest ciekawa. Staś zasnął po kilku minutach, Józek nie ukrywał swojego zniecierpliwienia, tylko Jasiek słuchał z zaciekawieniem.
- ser, co...ser? ser? koniec - ja Wam opowiem historię! - nagle zawołał Józek.
Odpowiedzieliśmy z entuzjazmem, tak jak zareagowałby każdy, kto usłyszał chociaż raz historię o dziku:
- hura Józio, opowiedz, ale fajnie, czekamy!
- o księżniczce na ziarnku grochu! - sprecyzował Józek.
- dobrze, niech będzie - hura!
Przez dłuższą chwilę nic się nie wydarzyło.
Kiedy już straciłam nadzieję, że jednak Józek opowie nam jakąś historię, postanowiłam mu trochę dopomóc:
- Józio czy pamiętasz? Wszystko zaczęło się od burzy, pod bramą stała księżniczka i ...
- cisza! - przerwał Józek.
Cisza w pokoju aż dzwoniła.
Westchnęłam i wzięłam do ręki z powrotem "Ser".
Nagle z łóżka Józka popłynęła opowieść, historia księżniczki na ziarnku grochu - nie mająca sobie równych:
 - "książę był bardzo mały, był jeszcze w brzuchu mamy, rósł, rozwijał się i po 9 miesiącach się urodził.
Potem był małym chłopcem. Urósł i stał się dorosłym.
Pokazano mu obrazki z księżniczkami..."
Znów nastała dłuższa przerwa.
Zapytałam:
- Józio tam była księżniczka, która leżała na łóżku z materacami, pamiętasz ile ich było?
- było 20 materacy - odparł szybko Józek. 
- ...a pod materacami coś leżało - podpowiadałam dalszy ciąg historii
- ja już skończyłem - dobitnie stwierdził Józek, odwrócił się i nie zwracał już na nas tego wieczoru uwagi.

11 komentarzy:

  1. Bogusiu, gdy byłam w ciąży to czasem znajomi się mnie pytali: "groszek" czy "fasolka" czyli chłopiec czy dziewczynka się urodzi? I to by się zgadzało książę-groch (bo przecież stał się dorosły) W bajce w Józiowym wykonaniu była i ksieżniczka i groszek ;) Metoda Tomatisa działa na Józia genialnie! Buziaki! ps. My juz byliśmy dzisiaj na Jarmarku. doris

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. zamierzam go dziś zabrać na Jarmark, zobaczymy, co powie o lodowych rzeźbach

      Usuń
  2. Jak się dorośnie-bajka pryska:)I życie krótkie:)))I skąd dziś wziąć księżniczki???Małgorzata:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. a ja się zastanawiałam, dlaczego ta bajka tak szybko się skończyła...mimo pełnego szczegółów początku...zawsze coś ciekawego znajdę w komentarzach

      Usuń
  3. Bo Józek zrobil zwyczajnie retrospekcje ksiązęcą,jakby kto mial wątpliwosci skad się księcia biorą.ekko

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. właściwie to żadna ze znanych mi bajek nie zajęła się tą ważną kwestią: skąd oni się biorą: ci książęta, te księżniczki...brawa dla Józka: uporządkował tę kwestię: otóż tak jak i my, rozwijają się przez 9 miesięcy w brzuchu swojej mamy. Pozdrawiam autystyczne wybrzeże i Emilowe baobaby!

      Usuń
  4. Ja mysle, ze ta bajka wcale nie byla krotka. Jozek po prostu nie nadazyl ze slowami:) Kaz mu teraz ta bajke narysowac, mozliwe, ze sie okaze, ze w moemntach ciszy w glowie mial istna burze obrazow, za ktorymi jezyk nigdy nie mogl nadazyc. Obawiam sie, ze Jozek szczegolowo przerobil caly proces dorastania ksiecia, a jak mu przypomnialas o ksiezniczce, to mogl sie wystraszyc, ze bajka bedzie za dluga (w jego glowie) , wiec ja stanowczo szybciochem zakonczyl:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. słuchaj - jak Ty to opisujesz, to czuję się jakbym przekręcała się w swoim pojmowaniu świata o 180 stopni i to właśnie określa tylko słowo: "szok!" I nagle widzę tę odrębność umysłu Józka i na chwilę wszystko rozumiem i znowu: "szok". Język, który nie nadąża za obrazami - to jest to! Widzę to po jego twarzy. Ale też wiem, że w następnej sytuacji znów będę myślała po swojemu i Józka nie zrozumiem. Ale będę miała do kogo napisać - jakby co - pomożesz?

      Usuń