wtorek, 27 listopada 2012

dzień 254.

Niedługo jasełka! Tak, jak w ubiegłym roku uczymy się zwrotek wiersza do przedstawienia, które już za kilka tygodni wystawi 6 - osobowa klasa Józka. Napisałam: "uczymy się", bo powtarzając wiele razy z Józkiem zaczynam recytować razem z nim:
- ..."mój dobry Boże, biada nam, biada!"...
Oczywiście w wykonaniu Józia brzmi to zabawniej i rytmiczniej:
- ..."mój dobry Boże, biadanambiadam"...
Po tygodniu nauki Staś już bez zająknięcia wykonuje dwie zwrotki, Ela też coś tam mruczy po swojemu. Józio najczęściej opornie i z krzykiem, ale za to codziennie i po kawałku przyswaja tekst. To będą już drugie jasełka, w których Józek recytuje. Jeszcze dwa lata temu cieszyliśmy się z tego, że przynajmniej założył przebranie robota i razem z innymi chłopcami tańczył na środku klasy. Mówił wtedy niewiele, połykał słowa. Był trochę rozproszony, czasem zawieszał wzrok na choince i na tablicy. Wstawał wcześniej niż melodia na to wskazywała. Trochę ziewał, podpierał twarz ręką, chociaż wspólną piosenkę próbował śpiewać z innymi. Pamiątkowe nagranie z tego przedstawienia - i z następnego - oglądamy co roku podczas Świąt.

W ubiegłym roku Józio uczył się dwóch zwrotek wiersza. Dwa tygodnie przed terminem jasełek powtarzaliśmy tekst przy śniadaniu, w samochodzie, przed snem, nie do końca wierząc, czy on zdoła się tego nauczyć. A jednak, choć początkowo zbuntowany, potem coraz lepiej sobie radził z rytmem wiersza. W dniu jasełek nasze dzieci wyglądały fantastycznie: był diabeł ze świecącymi rogami, święty Mikołaj z zawadiackim uśmiechem, elfy: jeden z nich miał spiczaste uszy, które wyglądały jak prawdziwe! Józek - jako Wietrzyk - w srebrzystej chuście zarzuconej na czarne ubranie - uśmiechał się i był wyjątkowo skupiony na przedstawieniu. Wsłuchiwał się w role kolegów, a gdy nadszedł czas na jego wystąpienie stanął pewnie, mówił wyraźnie i bezbłędnie. Potem uczestniczył we wspólnym tańcu, który był tak zabawny, że chichotaliśmy. Oczywiście nasz chichot też jest uwieczniony na nagraniu.
Z jasełek sprzed kilku lat nie mam nawet zdjęć. Józio był wtedy tak ruchliwy, że trudno było uchwycić go aparatem. Poza tym całe przedstawienie spędzał obok nas. Przygotowane przez nas stroje zostawały w szatni. Józio tolerował wtedy tylko kilka znanych mu ubrań - wszystko inne odrzucał. Jeszcze w przedszkolu z racji imienia dostał rolę świętego Józefa. Ze złością zareagował na widok białej szaty z wiązanym sznurem w pasie. Przy żłóbku tamtej zimy stała tylko Maryja. Józef, w dresach, cały występ przesiedział z nami, zatykając uszy. Zawsze był bardzo wrażliwy na muzykę i źle znosił śpiew innych.
Przed nami tegoroczne jasełka - ćwiczymy dalej:
- ..."z piekła agentem zacząłem gadać,
zakład zawarłem! Nie wiem, co teraz...
siły anielskie muszę pozbierać"...
Józek z łoskotem spada z krzesła, na którym siedział ucząc się.
- nic nie stało - odpowiada i próbuje wstać.
- siły Józkowe muszę pozbierać - przekręca zwrotkę Staś, a dla mnie to już sygnał, że na dziś wystarczy.

1 komentarz:

  1. Stasieniek potrafi rewelacyjnie przyprawić człowieka o śmiechowy ból brzucha;D:D:D

    OdpowiedzUsuń