poniedziałek, 26 listopada 2012

dzień 253.

Czas na wesoły autobus, czyli tę część naszego blogu, na którą niektórzy czekają najbardziej. Tylko dwa razy w tygodniu wracam razem chłopakami ze szkoły i z przedszkola. Zawsze jest ciekawie, zwłaszcza, gdy dołączy  do nas Agnieszka z Igorem, przyjacielem Józka. Idziemy wtedy powoli na przystanek autobusowy, przysłuchujemy się dzieciom, które mówią jednocześnie. Najnowsze nasze spotkanie zdominowała rozmowa o niejakim Próchniczku, który wywołuje próchnicę zębów. Taką informacją podzielił się z nami Staś i wywołał tym dyskusję na temat chorób zębów. Nic na temat Próchniczka nie wiem, a wszelkie próby wyjaśnienia prawdziwych przyczyn powstawania próchnicy zostały przez Stasia odrzucone. To Próchniczek jest za wszystko odpowiedzialny i już! Dopiero przyjazd autobusu przerwał rozmowę o tej mitycznej postaci. A już w środku okazało się, że po raz pierwszy jedziemy w naprawdę sporej grupie znajomych. Spotkaliśmy Anielkę z mamą i bratem, panią Beatkę, wychowawczynię Józia sprzed kilku lat. Jeszcze Igor, jeszcze Agnieszka i oczywiście moi chłopcy - naprawdę silny skład.
Józio usiadł najpierw jak najdalej od nas: takie spontaniczne spotkania, w dodatku niezaplanowane nie zawsze są dla niego od razu jasne i zrozumiałe. Dopiero co szliśmy tylko z Igorem, skąd się wzięła cała reszta? Zawołany posłusznie usiadł na wolnym miejscu przed nami.
- Józio, pamiętasz mnie? - obok Józka usiadła jego dawna wychowawczyni. 
- tak, byłaś w przedszkolu - odpowiedział Józio.
- a ja jestem Stasiem  - zagadnął znawca Próchniczka.
- ... a ja jeszcze pracuję w przedszkolu - dokończyła pani Beatka.
Józio wyglądał na zaskoczonego tą informacją:
- gdy masz siedem lat, idziesz do szkoły - powiedział patrząc na panią Beatkę.
- skąd wracacie chłopcy? - pani Beatka śmiejąc się zapytała chłopaków.
- ja z szkoły - z akcentem na "sz" odpowiedział Józek.
- ja ze przedszkola - wtrącił się równie niegramatycznie Staś.
Trzęsąc się ze śmiechu przewróciłam oczami.
Do rozmowy włączyła się Anielka.
- co? co on powiedział? - nie mogła dosłyszeć wszystkiego, co mówiliśmy, bo siedziała o kilka siedzeń przed nami. O Anielce z zespołem Williamsa można przeczytać na blogu Magdy. Otwarta, rozmowna, żywiołowa Aniela zawsze cieszy się, gdy widzi zdjęcie Józka w internecie, ale jeszcze bardziej lubi spotkania z nim. Józia żywiołowe osoby peszą, zamyka się wtedy i mówi mniej niż zwykle. Poczęstowany kiedyś przez mamę Anielki domowymi ciastkami już zawsze kojarzy je ze smakołykami. Teraz też odwrócił się do mnie z pytaniem:
- gdzie są ciastka?
O ciastkach, a dokładnie o piernikach rozmawiałam z Magdą, która planuje przed świętami zrobić łańcuchy piernikowe i domki z piernika. Zamówienie już złożyłam. Będziemy mieć prawdziwe smakołyki na Gwiazdkę. 
Józio w tym czasie, poproszony, pokazywał  swój rysunek. Gdy usłyszał zachwyt:
- jaki ładny rysunek! - odpowiedział:
- to prawda!
Wysiadaliśmy jako pierwsi.
Pani Beatka jeszcze namawiała Józka, żeby pojechał dalej z nimi, ale Józio szybko odpowiedział:
 - wracam do swojego domu!
Anielka serdecznie nas żegnała:
- cześć, cześć, cześć Józio!
- wracam do swojego domu - odparł Józio i wysiadł.

2 komentarze:

  1. Zamówiłaś pierniczki???A Twój sprawdzony przepis???Małgorzata:)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. tamten przepis i dwa dni w sierpniu spędzone z rękami w cieście śnią mi się czasami po nocach. Myślę, że spróbujemy jeszcze raz upiec je, ale wolę mieć coś w zapasie. Domek z piernika przekracza moje zdolności pieczenia i pilnowania dzieci jednocześnie!

      Usuń