piątek, 23 listopada 2012

dzień 250.

...a jak można pomóc rodzicowi dziecka z autyzmem? Widzimy, że czyjeś dziecko - być może z jakimś zaburzeniem - może autyzmem - krzyczy, zatyka uszy, ucieka, siada w kącie metra na podłodze? Jak pomóc - zadała ostatnio pytanie jedna z czytelniczek w komentarzu do bloga:
- "ten temat często się przewija na różnych blogach, ale może udałoby się stworzyć wpis o tym, jak się zachować w sytuacji, gdy spotykamy dziecko autystyczne i powstają takie, czy inne problemy z zachowaniem? Co rodziców tych dzieci rani w reakcji otoczenia, co drażni, co pomaga? Wiem, że autyści są różni i rodzice są różni i nie ma jednego modelu zachowania, ale...oczywiście pomijam temat "dobrych rad" i raniących komentarzy, bo to się rozumie samo przez się. Ale przypuszczam, że czasem ludzie postronni zwyczajnie nie wiedzą, jak się zachowywać i stąd ich obojętność" - przeczytałam w komentarzu i pomyślałam, że warto rzeczywiście o tym wspomnieć na blogu.
To, co napiszę nie wymaga wiedzy na temat autyzmu, jest za to banalnie proste i odważne - wystarczy  podejść do rodzica i zapytać: "jak mogę pomóc?"
Każdy rodzic będzie wiedział, co w danej chwili jego dziecku jest potrzebne. A nawet jeśli nie będzie wiedział, to chociaż wyjaśni nam o co chodzi i wtedy może my na coś fajnego wpadniemy...
W odpowiedzi możemy usłyszeć: "złap pan za nogi, ja za ręce i wynosimy syna stąd, bo zaraz poobija się o ściany."
Możemy usłyszeć, że lepiej żebyśmy odeszli, bo dziecka denerwują w tej chwili kolejne bodźce i następne pochylone nad nim osoby.
Możemy dowiedzieć się, że nic nie poradzimy, bo zaginęła niebieska ulubiona czapka, a autyści bardzo przeżywają zgubienie czegokolwiek i tylko jej odnalezienie pomogłoby.
Rodzic na nasze pytanie: "jak pomóc, bo widzę, że dziecko płacze?" może nas poprosić o długopis i kartkę, bo najbardziej pomoże w tej właśnie chwili narysowanie drogi dziecku, które boi się tego, że się zgubiło.
Być może rodzic poprosi nas o ochronę przed innymi pasażerami i wtedy właśnie przyda się nasza odwaga, wspomniana przez mnie. Czasem wystarczy stanąć tak, żeby zasłonić dziecko i jego rodzica przed ciekawskim pasażerami i ich "dobrymi radami".
Tak, takie pytanie "jak mogę pomóc?" zakłada odwagę, jest nietypowe i może dlatego jeszcze nie spotkałam osoby, która by mnie o to zapytała, gdy pochylałam się nad krzyczącym przeraźliwie Józkiem.

22 komentarze:

  1. "jak moge pomoc" jest dobrym pomyslem, ale jest przeciez jeszcze wiele innych sytuacji , poza krzykami naszych dzieci , np wydawanie odglosow , bieganie , dziwne zachowania np. w miejscach publicznych - i tu juz pomoca jest normalne zachowanie innych rodzicow - nie odwracanie szybkie wzroku , czy wrecz przeciwnie gapienie sie czesto z odraza , czy potepieniem (rodzicow "niegrzecznych" dzieci) , a przyswojenie w sobie i pamiec o tym ze "TO NORMALNE,ZE WSZYSCY JESTESMY INNI OD SIEBIE,ZE DO SPOLECZENSTWA NALEZA BLONDYNI; WYSOCY ; NISCY ; CI NA WOZKACH I CI SUPERZDOLNI; I OKULARNICY I LUDZIE ROZNYCH KOLOROW SKORY I SZYRE MYSZKI I CI PIEKNI I AUTYSCI" i mysle , ze wtedy bedzie nam latwiej odpowiedziec sobie na pytanie jak zachowac sie w stosunku do...
    buziaki sle :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. to takie mysli moje,jako , ze ostatnimi czasy zajmuje sie intensywnie, a takze pojeciem inkluzji,zarowno ze wzgledu na tadeuszka i jego przedszkole i pozniej szkole , jak i zawodowo - w szkole

      Usuń
    2. załatwiłaś mnie na całego tą inkluzją - najpierw Józek jakieś trudne pytania zadaje, a teraz trudne słowa - i co ta inkluzja oznacza:)?

      Usuń
    3. w skrocie to inkluzja jest krokiem dalej niz integracja . integrowac musisz "inne" osoby w funkcjonujacjym spoleczenstwie (czy systemie jak szkola itd.),
      inkluzja wywodzi sie z teorii diversity i jest w uproszczeniu tak przystosowanym spoleczenstwem ( w tym szkola instytucja - zarowno pod wzgledem budowlanym jak i ludzkim), by WSZYSCY w nim bez przeszkod zyli.
      i to WSZYSCY dotyczy nie tylko osob z niepelnosprawnoscia , ale i ze wzgledu na pochodzenie, religie wiek status socjalny itp.
      tadeuszek chodzi do przedszkola inkluzyjnego , a my dazymy do tego, by i do takiej szkoly poszedl.

      Usuń
    4. tu link do niemieckojezycznej wikipediihttp://de.wikipedia.org/wiki/Inklusion_%28P%C3%A4dagogik%29 - po polsku jest to blednie tlumaczone jako integracja . jesli niemieckiego nie znasz - po prawej stronie jest obrazek - taki z kropeczkami - on bardzo dobrze obrazuje co to exkluzja, integracja i inkluzja :-9

      Usuń
    5. i jeszcze
      http://en.wikipedia.org/wiki/Convention_on_the_Rights_of_Persons_with_Disabilities
      inkluzja w niemczech zostala wprowadzona w 2006 roku po wprowadzeniu tej konwencji

      Usuń
    6. te obrazki najlepiej wszystko tłumaczą- już wiem!

      Usuń
  2. A ja słyszałam to pytanie wiele razy, i za każdym razem wku*wiało mnie do granic możliwości. Zwykle zadają je empatyczne panie, a ja mam nieodparte wrażenie, że tak naprawdę g... je to wszystko obchodzi, pytają z poczucia obowiązku, które każe im pochylić się nad nieszczęściem udręczonej matki walącego głową w ścianę dziecka. Miałam zawsze ochotę odpowiedzieć "niech pani adoptuje moje dziecko" albo "niech mnie pani dobije".

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. i stąd pytanie, które padło w komentarzu od normalnej, fajnej dziewczyny - "co rani rodziców w reakcji otoczenia, co drażni, a co pomaga?". a co Ty byś jej odpowiedziała na to ostatnie pytanie - co pomaga?

      Usuń
    2. hehe, ja kiedys jednej mamie powiedzialam, ze jak bedzie miec syna dosc, to ja go sobie bardzo chetnie przygarne;) Chlopak starszy od mojego mlodego, kolega z busa, niesamowity jest, nieprzecietnie inteligentny, ale sprawia mnostwo problemow, mam wrazenie, ze stawia mu sie oczekiwania, ktorym zadna sila nie jest w stanie sprostac, jednoczesnie traktujac jak przedszkolaka i karzac za kazde mozliwe "przewinienie". Chlopak bardzo przestraszony, co ukrywa pod agresja, a ja serio chetnie bym go sobie adoptowala. Moze powinnam czaic na jakas sytuacje kryzysowa i wtedy zaporoponowac pomoc? ;)

      Usuń
  3. Dobry post. Zdarzaly mi sie podobne sytuacje, ale to ja bylam ta wtracajaca sie osoba;) Tyle tylko, ze inaczej formuluje zawsze pytanie. Nigdy nie pytam "jak moge pomoc" ale czy ktos potrzebuje pomocy, bo nie zawsze tej pomocy sie oczekuje i zamiast podziekowania, mozna jeszcze niezla wiazanke uslyszec;) Kilka tygodni temu wlasnie takie pytanie i wyrazenie zrozumienia sprawilo, ze odbylam bardzo sympatyczna rozmowe z jedna pania w supermarkecie. Byla z 2 dzieci, mlodsze, na oko 4-5-latek bylo jak tajfun, mozna bylo sobie za nim glowe ukrecic, ale upilnowac go nie bylo sposobu. Zupelnie jak moj Kasper, jak byl w podobnym wieku;) W sumie nic konkretnego nie zrobilam, ale kobieta jeszcze mi na odchodnym podziekowala, przypuszczam, ze wystarczylo jej jakies poczucie, ze nie jest sama z problemem. mam wrazenie, ze rodzice w podobnych sytuacjach, gdy ich dzieci urzadzaja "popis" sa po prostu bardzo bezradni i przez to ogarnia ich jakies niepojete poczucie winy, jakby to oni byli w calosci odpowiedzialni za zachowanie dziecka. czeso chyba wlasnie tak otoczenie ich ocenia, jako tch, co nie potrafia zapanowac nad wlasnym dzieckiem. I moze sie myle, ale czasem chyba wystarczy po prostu cieply, zyczliwy usmiech zrozumienia. Nie wiem, jak inni, ja jak mialam na glowe histeryzujace dziecko, nie bylam w stanie nawet skupic uwagi na tym, co sie wokol dzieje, wiec gapie dal mnie nie istnieli. Szkoda mi bylo energii na zajmowanie sie malo waznmi drobiazgami;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja podobnie, gdy moje dziecko histeryzowało też miałam mętlik w głowie i przez to najprostsze rozwiązania nie przychodziły mi do głowy. Czysta panika! Ktoś z życzliwym uśmiechem na pewno przywróciłby mnie do pionu. Super historia z supermarketu!

      Usuń
  4. U nas najgorsze są właśnie t spojrzenia i szeptanie do siebie, popatrz na nich itp. Jak pomóc nie współczuć i nie patrzeć z obrzydzeniem. Choć mnie w przypadku mamy dwójki w tym młodszej córki, czasem pomaga, że ktoś się nią zainteresuje aby nie odeszła w niewiadomym kierunku.

    Ale przypomniało mi się jak kiedys pewne babsko (nie da inaczej się tego nazwać)najpierw nas obgadywało i patrzyła spod czoła, aby później dojść i pytać czy pomóc. A, że byłam naminowana już jej osobą. To mówię tak niech nam Pani kupi farby bo mały bardzo to lubi :) A ta jak fuchneła do mnie: no na pewno niegrzeczny bachor, a ja farby mu kupie, tu tylko baty pomogą. I masz Ci los, dziękujemy za taką pomoc. Na szczęście takich osób jest bardzo mało....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witam,z tą pomocą jest bardzo różnie.
      Z okazji Światowego Dnia Życzliwości dziennikarze Gazety Olsztyńskiej przeprowadzili na ulicach Olsztyna eksperyment,który pokazał,że największą szansę na życzliwość mają młode i ładne kobiety.
      No cóż nasze dzieci nie są "ładnymi kobietami" i o pomoc jest trochę trudniej.
      Miejmy nadzieję,że ludzie "poznają autyzm",a wtedy będą bardziej wyrozumiali. :W:

      Usuń
    2. Wando: ach młodym i ładnym być:)))) ubawiłaś mnie tym eksperymentem, nawet nie wiedziałam, że tak wstrzeliłam się tym postem w obchody Dnia Życzliwości - nawet Światowego, tak?
      Chmielakowo - za taką panią od batów zamiast farb to ja też dziękuję bardzo...i oby jak najmniej Wam się takich osób trafiało.

      Usuń
  5. Fajnie, ze taki wpis sie pojawil. Kilka rzeczy dalo mi do myslenia, np o "ochronie" przed dobrymi radami. Zdaje sobie sprawe, ze wbrew pozorom wcale nie jest to proste, dac jednoznaczna recepte, ze tak i tak jest dobrze, a owak, to juz niekoniecznie:) Osobiscie tez uwazam, ze podstawa to zwykla empatia i zyczliwosc dla ludzi.Ale dobrze jest poznac czyjs punkt widzenia, dowiedziec sie wiecej, wlasnie po to, by swoja dobra skadinand checia albo zwyczajnie brakiem wiedzy nie zranic, nie pogorszyc sytuacji.
    Pozdrawiam serdecznie:) zaba

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. to było twoje natchnienie na napisanie posta! czekam na Twoje dalsze komentarze, zobacz, jak my to wszyscy różnie odbieramy - od złości na osoby pomagające po radość, ze ktoś taki jest!

      Usuń
  6. jak zwykle dobry post:-) ale z jednej strony pytanie proste, a tak jak piszesz- odważnym trzeba być i nieuprzedzonym, pamiętam to pytanie tej Młodej Dziewczyny- Młodej bez uprzedzeń zauważ :-)
    Ania u nas w Polsce wypaczono integrację, to może lepiej do inkulzji niech się nie zabierają :-(;
    Ania z Holandii ma rację- być w tej chwili z Takim Rodzicem to wiele... zdarzyło mi się wyć z bezsilności, że nie wiem jak pogodzić dzieci w aucie, brakowało mi pomysłu...
    pozdrawiam, tak dużo się dzieje na blogach, a ja mam dziurę w głowie i nic nie mogę napisać
    Pozdrawiam Bogusiu

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "wypaczona integracja i lepiej niech do inkluzji się nie zabierają" - śmieję się dzisiaj czytając Wasze komentarze!

      Usuń
  7. Nadrabiam zaleglosci i dlatego dopiero dzis widze ten temat, na ktory moglabym bardzo dluuuuuuuuuuugo pisac. Nigdy nie uslyszalam tego pytania, czy lub jak mozna mi pomoc, gdy moje dziecko wylazilo ze skory. Nie uslyszalam go ani po polsku ani po niemiecku. Moze i dobrze , bo prawdopodbnie tak jak .nie-po-kolei "troszke" bym sie zdenerwowala. Moze powod tego, ze go nie uslyszalam jest bardzo prosty. Moze moja mina w takich sytuacjach informowala: "Nie zblizac sie do mnie i nic nie mowic, bo to grozi smiercia i na dodatek nie pozbawiona cierpien". Jakos nie bardzo wierze w dobre intencje wiekszosci bliznich. Sa moze jakies wyjatki ale bardzo nieczeste. Liczne przyklady mnie o tym przekonuja. Wczoraj w sklepie nastepujaca sytuacja. Mama kilkakrotnie prosi dziewczynke na oko ok.2-letnia, zeby poszla z nia do kasy. Mala placze i troche krzyczy (nieszczegolnie glosno). Nie wrzeszczy, nie wierzga, nie kopie, nie kladzie sie na podlodze. W koncu matka idzie sama w strone kasy. Dwie dojrzale panie lub nazywajac je negatywnie, kumochy przerywaja swoja rozmowe i zamieraja w niemym bezruchu, Po chwili jedna z nich mowi: "Moja corka nigdy mi nie robila takich numerow jako mala dziewczynka." Druga natychmiast gorliwie przyswiadcza, ze jej corcia tez nigdy nie byla taka niegrzeczna. W tym czasie, gdy obie panie poprawialy sobie chumor, chwalac sie, jakimi wspanialymi matkami zawsze byly, dziecko juz dawno poszlo za mama w strone kasy.
    Ja wtedy pomyslalam ze zgroza, co zrobilyby obie panie, gdyby kilka lat temu (wtedy bylo oczywiscie duzo gorzej niz teraz) zobaczyly mnie z moim dzieckiem w sytuacji, w ktorej zdaniem publicznosci, sobie nie radze.
    Dlatego ja dla siebie prosze, jesli ktos chcialby mi pomoc w drastycznej sytuacji z moim dzieckiem, to niech zachowa obojetnosc. Dla mnie to najlepsza pomoc, szczegolnie jesli osoba chetna do pomocy nie jest w temacie i nic nie wie na temat autyzmu. Joag.

    OdpowiedzUsuń