sobota, 17 listopada 2012

dzień 244.

Marzę o wolnym dniu. Pełnym samotnego lenistwa, z książką, z kąpielą. Bez zadawanych przez dzieci pytań, bez szukania odpowiedzi na te pytania. Z brokułem na obiad, za którym nikt w rodzinie nie przepada. W takim dniu nie nadepnę na klocek lego, a zlew nie zapełni się brudnymi naczyniami po rodzinnym podwieczorku. Pewnie przede mną jeszcze kilka lat, zanim takie marzenie uda mi się zrealizować. A jak już się spełni, to czy nie zatęsknię szybko za codziennym rozgardiaszem, za wołaniem: - mamo! i uczuciem bycia potrzebną? Coś podobnego obserwowałam dziś u Józka. Zawsze czeka na wolne od szkoły dni - sobotę i niedzielę. Od czwartku z powodu choroby ma czas dla siebie i powoli ma tego dość.
- prawie czuję się niedobrze - trochę zagadkowo określił swoje samopoczucie w sobotę. Chyba chodziło mu o to, że już jest zdrowszy, bo szybko dodał:
- a w poniedziałek czuję się dobrze i idę do szkoły!
Nerwowo chodził po pokojach, nie mógł sobie znaleźć miejsca. Trochę pobawił się z braćmi, ale szybko stwierdził, że Staś nie jest dobrym kolegą. Po rozmowie z Jasiem ostrzegł, że zaraz on - Józio - wybuchnie! Ela też usłyszała kilka ostrych słów, gdy przypadkiem złapała go za głowę:
- koniec wyrywania włosów - słyszysz?! koniec!
Widzę, że brakuje mu codziennego stałego planu szkolnych zajęć. Czuje się bezpiecznie, wiedząc, ile godzin lekcyjnych będzie miał danego dnia, kiedy będzie informatyka, a kiedy - hydroterapia. Na korytarzu w szkole witają go znajome dzieci i ich rodzice, na zajęcia ze świetlicy zabierają go znane mu osoby. W stołówce zawsze może trochę pomarudzić, zastanawiając się nad jadłospisem. A w chwili wolnej poszedłby z Igorem do biblioteki, poszukać kolejnych książek o wynalazkach.
Wieczorem, leżąc w łóżku, sam sobie opowiedział wymyśloną historię, w której ścigały się ze sobą samochody wyścigowe z różnych lat. Maszyny otrzymały imiona kolegów z klasy Józia. I tak Blitzen Benz z roku 1909, czyli Mateusz, przez chwilę był na prowadzeniu, ale prześcignął go Michał - Bluebird z roku 1932. Dogonił go Igor - Sunbeam z 1927. Ostatecznie wygrał Józek - Thunderbolt z roku 1937. Ach ten Józek - ambitny jak zawsze, nawet tęskniąc za kolegami, nie pozwolił nikomu wygrać.
Dla zwycięskiego i stęsknionego Józka - zdjęcie jego szkoły.
Zespół Placówek Edukacyjnych w Olsztynie
Na zdjęciu nie widać jeszcze nowo wybudowanej części z salą gimnastyczną. Sala już jest, a już we wtorek spotykamy się na oficjalnym jej otwarciu - o szczegółach niebawem. 

Chyba znów jakaś awaria nastąpiła na bloggerze. Post sobotni - już opublikowany - zniknął. Przepadła godzina mojej pracy. Nie zdążyłam zrobić dodatkowej kopii i teraz próbowałam odtworzyć to, co wcześniej napisałam. Nauczka na przyszłość - wszystko z bloga muszę dodatkowo zapisywać w innym programie.

4 komentarze:

  1. Marzę o wolnym dniu. Pełnym samotnego lenistwa, z książką, kąpielą. Bez zadawanych pytań, bez szukania odpowiedzi na te pytania. Z brokułem na obiad, za którym nikt w rodzinie nie przepada. W takim dniu nie potknę się na pojedynczym klocku lego, a zlew nie zapełni się brudnymi naczyniami po małym podwieczorku. Pewnie jeszcze kilka lat przede mną, zanim takie marzenie uda się zrealizować. Ciekawe

    tyle ocalało :-( Marzenia mamy podobne

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witam,tak to jest z tą techniką,czasami coś znika:(
      Wniosek-jak najszybciej wersja papierowa-książka,o Józku !!
      Ja powoli "dochodzę" do takiego dnia.
      Wojtek potrafi już zająć się sobą i nie potrzebuje mojego towarzystwa, dlatego mam chwilę dla siebie:)
      Pozdrawiam,życząc jak najmniej awarii :W:

      Usuń
    2. Awaria paskudna, ale tez moje niedopatrzenie, powinnam zrobić kopię zapasową- blogger robi czasem takie numery - to już drugi post, który nagle zniknął. Czasem zmieniana jest czcionka, dobrze, że nie litery i słowa:) Mam nauczkę i już!

      Usuń
  2. Jeden wolny dzień należy Ci się zdecydowanie,drugi byłby już trudny do wytrzymania:)Ale ten jeden,z brokułami i ciszą spróbuj Sobie wygospodarować.Ja już takich miewam sporo-robię sobie wtedy kluski łyżką kładzione z cebulką na maśle i białym serem (moi tego nie lubią).Czasem miewam dłuzszy okres samotni-i to pod koniec jest już tylko oczekiwanie na ich powrót:)Pozdrawiam serdecznie-Małgorzata

    OdpowiedzUsuń