piątek, 9 listopada 2012

dzień 236.

- chciałbym, żeby wiał silny wiatr i kogoś porwał, ale ja wtedy będę trzymał się mocno pnia - rozmarzył się Staś po przeczytanym właśnie rozdziale o Kubusiu Puchatku. Józio, który normalnie oburzyłby się takim zdaniem i zarzuciłby bratu co najmniej głupotę, teraz w bardzo dobrym humorze nic nie powiedział. Od kilku godzin był w posiadaniu nowego niebieskiego nintendo i czuł się szczęśliwy. Nie rozstawał się z konsolą biegnąc na kolację lub do łazienki. Dla nas oznaczało to wzmożoną czujność ze względu na szkodliwe oddziaływanie jedzenia, wody oraz małej Eli na elektroniczną zabawkę. Jednak widok uśmiechniętego Józka wart jest nawet dodatkowej straży rodzicielskiej. Od razu zagrał w jakąś grę z serii Super Mario, którego przygody i podskoki na różnych platformach fascynują nie tylko autystów. Nigdy nie zrozumiem tej satysfakcji po przejściu gry, jestem z pokolenia pozbawionego w dzieciństwie elektronicznych gadżetów. Widzę za to wielką radość Józka, pamiętam, jak skakał po pokoju, gdy po raz pierwszy skończył pierwszy etap wyścigów Mario Kart. Na szczęście dla nas to jest już kolejne nintendo, więc tym razem nie musieliśmy w szybkim tempie poznawać obsługi jego działania tak, jak to było wiele lat temu. Józio, młodszy o kilka lat, grał wcześniej z kolegami Jaśka, pozostawiony sam z konsolą nie umiał jej włączyć. Jednak czego nie zrobi się dla Józka, który z ufnością powtarzał - trochę niewyraźnie, ale dla mnie zawsze zrozumiale: "mamo, ty umiesz!" Nocny przyspieszony kurs przed internetem uczynił ze mnie - marnego w porównaniu z rówieśnikami Józka - ale jednak specjalistę od obsługi nintenda. Nie było to moje ostatnie poszukiwanie informacji o tym, co jeszcze trzeba wiedzieć o tej konsoli. Józek gnał do przodu, codziennie poznawał jakieś nowe przejścia, nowe rozwiązania w grach, ale czasami zawieszał się na czymś i nie mógł dalej przejść. I znowu słyszałam: "mamo, ty umiesz!" Zarejestrowałam się na kilku forach internetowych, administrowanych przez osoby znacznie młodsze ode mnie, czytałam różne instrukcje do gier, zwane solucjami, a potem przychodziłam do Józka z informacją, że wystarczy podnieść kamień obok rzeki, żeby znaleźć podziemne przejście. Po pewnym czasie wiedziałam, dlaczego folia ochronna jest niezbędna na ekrany nintenda, z których jeden jest dotykowy i przez to wymaga specjalnej ochrony. W rękach Józka, pozbawionych wyczucia zawiasy konsoli po jakimś czasie pękały. Kupowaliśmy następne. Jeden z nowszych modeli nintendo miał wbudowany aparat fotograficzny: Józek odtąd przed rozpoczęciem gry codziennie robił sobie zdjęcie. Nintendo stawało się nagrodą za coś, bywało zachętą do odwiedzania miejsc, których unikał.
Nie ma zbyt wielu artykułów i informacji dotyczących roli gier dla autysty. Przeważnie przestrzega się rodziców przed czasem spędzanym przez dziecko przed komputerem. Ile czasu dziennie dziecko może spędzać przed grami tak, żeby więcej było z tego pożytku niż szkód, to już zależy od obserwacji rodziców i zasad panujących w domu. Natomiast według moich obserwacji nintendo tak jak każda rzecz, która zainteresuje nasze dzieci, może stać się pomocne w nawiązaniu kontaktu z nimi.
www.nintendo.pl/ds

4 komentarze:

  1. Zabawna ta pokoleniowa konfrontacja dóbr materialnych:) Z jednej strony konsola nintendo,która przyprawiła Józia o chwile ekstatycznego szczęścia oraz wiarę w nieograniczone techniczno-informatyczne zdolności mamy;P,a do której my "dinozaury i bakterie";D podchodzimy jak do jeża, kontra sukienki dla lalek dziergane na szydełku przez nasze babcie i czekolada z orzechami,która dla naszego pokolenia była symbolem prawdziwego luksusu,a w naszych dzieciach wywołuje jedynie chęć pogodanki na temat zdrowego odżywiania:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Jak ja byłam dzieckiem furorę robił pegasus :D Tam też było Mario...Pamiętam jak z koleżanką grałyśmy na zmianę. Godzinami potrafiłyśmy próbować przejść jakiś poziom. W prawdzie grafika była mizerna, ale wciąż mam sentyment do tej gierki. Udało mi się znaleźć nawet identyczną ale w wersji komputerowej...Niestety nie mam już takiej zręczności :) Mogę podejrzewać co czuje
    Józek gdy w końcu uda mu się coś przejść...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mario ma swoich fanów! Józiowi rzadko coś się udawało, przedmioty wypadały z rąk, a tu nagle rewelacyjnie przechodził poziomy gry, od razu poczucie własnej wartości wskoczyło na poziom wyżej.

      Usuń