czwartek, 1 listopada 2012

dzień 228.

Warto było zobaczyć wieczorem minę Józka i Stasia, gdy mijaliśmy bramę miejskiego cmentarza. Jeszcze przed wejściem Józio dopytywał się, czy to będzie ten sam mały cmentarz na wsi, na którym ostatnio zapalaliśmy znicze. Od razu przypomniał sobie o słynnych wynalazcach, których na wsi cierpliwie szukał, chodząc od nagrobka do nagrobka. Zamilkł dopiero, gdy zobaczył tłumy ludzi, cmentarz, który zajmuje 18 hektarów i piękne światła zniczy.
Nawet Staś, który przez cały dzień śpiewał jedną i tę samą piosenkę "Dziki, Dziki, Dziki Zachód" przerwał w połowie zwrotki.
Widok cmentarza zrobił na nich ogromne wrażenie.
Przeważnie przyjeżdżaliśmy w święto Wszystkich Świętych rano, razem z resztą rodziny. W tym roku po nocnym powrocie ze szpitala nie udało nam się na tyle wcześnie wstać, żeby dołączyć do innych i na cmentarzu znaleźliśmy się wieczorem. 
Jak co roku mieliśmy do odwiedzenia kilka miejsc. Cmentarz leży na terenie ukształtowanym przez lodowiec, więc od głównej alei odchodzą w górę i w dół liczne dróżki. Chłopcy chodzili za nami, czasem siadali na jakiejś ławeczce i odpoczywali.
Staś zaczepiał obcych ludzi, ciągnąc ich za kurtki:
- a Wy wiecie co to jest? To są znicze - podpowiadał im właściwą odpowiedź.
Gdy stanęliśmy przed pomnikiem poświęconym zamordowanym w Katyniu Staś rozpromienił się:
- tysiące zniczy!
Józek popatrzył na niego uważnie i od razu zaczął liczyć wszystkie postawione znicze, bo może Staś miał rację?
Obok grobu prababci stał zaniedbany grób, z wytartą tabliczką i bez zniczy.
- a co tu się stało? - zainteresował się Józek.
Nie do końca wiedziałam, o co pyta.
- czy stąd zabrali już ciało i jest teraz pusto?
Pusto rzeczywiście było wokół tego grobu i żałowałam, że chwilę wcześniej postawiliśmy ostatni znicz, moglibyśmy ten zaniedbany grób rozświetlić.
- a czy trumnę wyrzucono na śmietnik? a gdzie teraz jest ciało?
I tak nam się rozwinęła rozmowa o tym, co dzieje się z nami po śmierci, o duszy i o świętych.
Józio zapytał mnie jeszcze, czy zmarli wracają i czy duchy istnieją. 
Przy bramie jeszcze raz obejrzeliśmy się na cmentarz, a gdy tylko doszliśmy do samochodu Staś zaśpiewał znów swoją piosenkę dnia:
-"Dziki, Dziki, Dziki, Dziki Zachód
dziko pracuj, dziko baw się,
w domu zostaw ciepłe gacie..."
i wyjaśnił mi kolejny raz, że to piosenka usłyszana w bajce "Bolek i Lolek".
W komentarzu podaję link do piosenki śpiewanej przez P. Fronczewskiego. Tylko jedno ze słów mój Staś przekręcił, a poza tym ma chłopak dryg do śpiewania!

3 komentarze:

  1. Wczoraj chciałam zabrać Dzieci na wiejski cmentarz- własnie wieczorem, skoro nie udało dojechać się w rodzinne strony, ale pogoda zrobiła swoje i zniechęciła nas do wyjścia z domu,pozostałam z Bliskimi po drugiej stronie- myślami, nie zawsze zamierzenie uda się zrealizować...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witam,cmentarz w dniu 1 listopada,wieczorem,rozświetlony tysiącem zniczy robi wrażenie
      Nie dziwę się chłopcom,nas też zaskakuje ten widok.Jak tylko pogoda pozwala to jesteśmy rano i wieczorem.:W:
      Z piosenkami to tak jest, jak "'wpadnie w ucho" to nuci się ją przez cały dzień:)

      Usuń
    2. dobrze, że "ciepłe gacie" udało mi się chociaż przed bramą cmentarną z głowy wyrzucić.
      a piosenka śpiewana przez Fronczewskiego tutaj:
      http://www.youtube.com/watch?v=93T8v4rKK9c
      oczywiście w oryginale było "ciepłe kapcie"!!! Stasio to przekręcił

      Usuń