środa, 31 października 2012

dzień 227.

Zgadzam się ze spostrzeżeniami rodziców, zauważających szczególne wyczucie czasu u swoich dzieci. Zaczyna się od niespodziewanych narodzin w pierwszy dzień Świąt lub w Sylwestra. Potem w okresie niemowlęctwa często zdarza się, że ubrane w zimowy skafander i gotowe do wyjścia niemowlę  wymaga nagłego przebrania w świeżą pieluszkę. Gorączka i wymioty u starszego już dziecka rozpoczynają się zwykle w piątek wieczorem, chwilę po tym, gdy zamknięto przychodnię rodzinną. Pozostaje wtedy szpital dziecięcy, na którego korytarzu wśród tłumu rodziców następuje wymiana informacji na temat różnych chorób wieku dziecięcego, a wśród dzieci swobodna wymiana zarazków.
W środę, w dniu rozpoczynającym czterodniowe ferie, w dniu, w którym planowaliśmy zakupy przed nadchodzącym świętem Wszystkich Świętych od rana moje myśli krążyły wokół szpitali. Koleżanka umawiała się ze mną na odwiedziny na oddziale, na którym przebywała, a znajomi ze swoją córeczką szukali tam pomocy. Wieczorem, zamiast robić wyżej wymienione zakupy, tym razem ja trafiłam z zatruciem pokarmowym na pogotowie przy szpitalu. Widocznie wyczucie czasu teraz mi się udzieliło, na zasadzie kto z kim przestaje itd.
Szpital wojewódzki, który znajduje się niedaleko naszego domu tylko z pozoru jest dostępną placówką. Gdy ktoś próbuje uzyskać tam pomoc już na samym parkingu napotyka na różne niespodzianki. Przy wjeździe szlaban otwiera się, ale przy wyjeździe już nie. Według zamieszczonej informacji "szlaban jest nieczynny". Pozostało nam wraz z innymi kierowcami samochodów ustawionych w kolejkę szukać kogoś, kto wypuściłby nas stamtąd. Zdecydowaliśmy się podjechać innym wjazdem do szpitala, bardziej dogodnym dla nas. Tam, przy kolejnym szlabanie, na drodze leżały jakieś płytki, które po najechaniu na nie podskakiwały i uderzały w samochód. Potrzebowałam wózka, Jarek, szukając go, otrzymał od sanitariuszy enigmatyczną informację: stoją tam! po czym nastąpił niedbały gest wskazujący na pustą ścianę z kaloryferem. Po długim - w mojej ocenie - czasie wózek znalazł się, udało nam się wreszcie wjechać do szpitala. Tam poinformowano nas o następującej procedurze: musimy wyjechać z powrotem, dostać się do szpitala dziecięcego, w którym czynne jest ambulatorium dla dzieci i dla dorosłych, znane nam do lat. Tam dostaniemy skierowanie, z którym dopiero możemy wrócić na pogotowie.
Po krótkiej awanturze przyjęto mnie, wykonano konieczne badania, stwierdzono spadające ciśnienie i coraz niższy poziom potasu. Czekaliśmy jeszcze godzinę na zrobienie badań laboratoryjnych i dopiero podano mi przez kroplówkę leki. Przed północą stanęliśmy znów przed szlabanem, także nieczynnym, chociaż teraz wiedzieliśmy, gdzie znaleźć osobę, dzięki której nie spędzimy nocy na parkingu dla karetek.  
Gdy my wykłócaliśmy się z ratownikami medycznymi, Józek w domu prowadził własną walkę o piżamę. Babcia nie mogła znaleźć jego ulubionego zestawu: granatowe spodnie i koszulka z hydraulikiem Mario. Wszelkie inne propozycje,  np. czerwone spodnie były gromko odrzucane. W końcu w żalu i rozpaczy, Józio sam ruszył na poszukiwania. Dowiedziałam się później, że m.in. nadepnął stopą na śpiącą pod kołdrą Elę. Na szczęście nic jej się nie stało.
Gdy wróciliśmy do domu, wszyscy byli cali i zdrowi i w piżamach. Rozpoczęliśmy nasze czterodniowe ferie.

7 komentarzy:

  1. Niezły labirynt:( Zdrowiej szybko!!!Małgorzata

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. rzeczywiście - labirynt, Jasiek czyta teraz mity greckie, a ja nie skojarzyłam...

      Usuń
  2. Zdrowiej, zdrowiej szybciutko, bo w domu nie dadzą rady ;-)Mam nadzieję, że cierpliwość dopisywała Wam również tam na parkingu i przy zachowaniu personelu na pogotowiu, jeżeli nie, to wcale bym się nie zdziwiła, ja bym zabijała wzrokiem...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witam,jak widać w służbie zdrowia coraz gorzej:( już nie liczy się pacjent tylko papierek-skierowanie:( Gdybyś była sama byłoby z Tobą marnie:( Teraz pacjent to wróg. :W:

      Usuń
    2. mama musi w domu być, bo kto wie, gdzie jest piżama?
      W., gdybym była sama, pewnie zadzwoniłabym po pogotowie, ale od Ciebie słyszałam, jak to trzeba było czekać na karetkę 45 minut, pomyślałam, że szybciej będzie podjechać do nich. Otóż nie - procedury są takie, że trzeba przyjechać karetką, a jeśli nie, to najpierw trzeba udać się do ambulatorium, odstać swoje po skierowanie i z papierkiem wrócić. Bzdura na kółkach, gdyby jeszcze to wszystko było w jednym budynku - ale tak nie jest. Ech.

      Usuń
  3. i jak tam, juz lepiej? czym ty sie tak zatrulas biedna?zdrowiej:-)!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. lepiej, lepiej, próbuję też dojść do tego, czym zatrułam się, ale nie mam pojęcia.
      Na pewno nie był to rotawirus, wykluczony w badaniach.
      dzięki za pamięć:)

      Usuń