niedziela, 28 października 2012

dzień 224.

Gdy wiatr ze śniegiem zgasił nam znicz, Jasiek zapytał:
- czy to już jest śnieżyca?
Trudno było mi odpowiedzieć, zasłonięta szalikiem, z kapturem na głowie, cieszyłam się, że mimo silnego wiatru udało nam się dotrzeć do bramy cmentarza. Jeszcze godzinę wcześniej planowałam zbieranie grzybów w drodze powrotnej. Teraz stałam z rodziną na cmentarzu, celu naszej podróży i patrzyłam na zgaszony znicz.
Józio od początku zainteresował się datami na nagrobkach.
- czy ten człowiek wynalazł pierwszy samochód? - pytał.
- a czy ten człowiek był wtedy, gdy urodził się Jezus?
- a ja nie mam grobu - powiedział nagle, gdy odczytał większość dat na pobliskich pomnikach - nie chcę mieć grobu. Chcę żyć!
- tak jest Józiu, nie masz grobu, żyjesz i będziesz długo żył - z trudem mówiłam, bo wiatr sypnął mi śniegiem w oczy.
Józek uspokoił się, ale uważnie nadal obserwował nagrobki.
- a gdzie jest Mikołaj Kopernik? - zapytał.
- jest pochowany we Fromborku, ale przez wiele lat ludzie szukali jego grobu i nie mogli go znaleźć.
- ale tutaj go nie ma? - z niedowierzaniem rozglądał się dookoła, widocznie nie przekonałam go swoimi  wiadomościami.
- a czy ten człowiek wynalazł pierwszy telefon? - pokazał na następny nagrobek.
Wydawało mi się niemożliwym to, że może być jeszcze zimniej, a jednak tak było. Ela, na przekór spadającej temperaturze ściągnęła z siebie miękkie polarowe przykrycie, a potem wyrzuciła swoje rękawiczki.
Obok nas przeszła pani z motyką i z kwiatami do posadzenia. Józek stanął jak wryty. Za chwilę miałam się dowiedzieć, że jego wyobraźnia podsunęła mu zupełnie inny obraz niż nam wszystkim. Poszedł w jej kierunku mówiąc, że chce zobaczyć, jak pani będzie wykopywać ludzkie ciało na cmentarzu. Pociągnęłam go za sobą i razem z Jaśkiem tłumaczyliśmy mu, do czego służy motyka na cmentarzu. Nie wyglądał na przekonanego, jeszcze kilka razy obejrzał się za nieświadomą niczego staruszką.
Dotarliśmy do grobu pradziadka naszych dzieci oraz jego brata. Na nagrobku Józek przeczytał swoje imię i nazwisko - tak się złożyło, że nazywają się tak samo.
- co?! - krzyknął zrozpaczony Józek.
- popatrz na daty - szybko podpowiedziałam.
- aha - uspokoił się. Data urodzin nie zgadzała się, fotografia na pomniku też przedstawiała kogoś innego. 
- czy on wynalazł pierwszy samolot? - dla Józka nie było nic niemożliwego.
Rączki Eli, która dalej walczyła z polarowym nakryciem, zrobiły się czerwone.
- Wracajmy!
Nasze wyjście podsumował jeszcze Staś:
- tak zmarzliśmy, że chyba przestałaś się na mnie już denerwować - stwierdził. Rzeczywiście byłam wcześniej rozzłoszczona po tym, gdy w samochodzie rzucił poduszką dla zabawy w kierującego samochodem tatę. Teraz, tak jak każdy, czekałam na to, by zrobiło się nareszcie cieplej. 

13 komentarzy:

  1. Uwielbiam Józkowe przypisywanie ludziom różnych odkryć :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Józek widzi potencjał w ludzkości!

      Usuń
    2. Ciekawe czy babina słyszała o co ją podejrzewano;D? Ta Józkowa niewinna szczerość i ciekawość świata potrafi powalić na kolana;D

      Usuń
    3. mnie zawsze powala na kolana myślenie Józka, ale znacznie później - najpierw muszę Józka odciągnąć od ludzi, którzy za chwilę go zlinczują, gdy dotrze do nich sens jego wypowiedzi

      Usuń
  2. A ja uwielbiam Twój styl pisania. Masz talent!
    Pozdrawiam
    sonia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo ci dziękuję! jeszcze dziś opiszę noc w obcym domu - specjalnie dla wiernych czytelników!

      Usuń
  3. Józek pyta, a Kto pyta nie błądzi :-) pogodę wybraliście sobie, że ho ho ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witam,chyba wiem jak musiał poczuć się Józek widząc swoje imię i nazwisko na nagrobku
      :( kiedyś też zobaczyłam swoje imię i nazwisko na płycie nagrobka,dziwne uczucie:((
      Skojarzenia Józka słuszne:) Kto to wybiera się z motyką na cmentarz?! pozdrawiam:W:

      Usuń
    2. jak już człowiek ochłonie, to skojarzenia Józka zawsze wydają się słuszne i logiczne. A w dodatku bardzo oddziaływujące na wyobraźnię - już nikt z nas nie popatrzy na motykę tak, jak kiedyś.
      Napis na nagrobku - pewnie zareagowałabym jak Scrooge - sprawdzeniem swojego sumienia i chęcią poprawy.

      Usuń
  4. Józio chyba nie pojedzie tam z Wami więcej:)Tyle chwil grozy?:)))
    A Staś znalazł doskonałą metodę na ostudzenie Twoich nerwów:)))Małgorzata

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. oczywiście zapytałam Józka, czy pojedzie z nami jeszcze kiedyś. Odpowiedział, że nie. Najbardziej przeszkadzała mu noc poza domem i tęsknota za własnym łóżkiem. Właśnie siedzę nad postem opisującym noc w domu naszej rodziny, dwie godziny jazdy autem od naszego miasta. Trochę mam opóźnienie w pisaniu, ale nie chciałam gościć się u kogoś i pisać posty - wybaczycie? i tak wszystko opiszę.
      A Staś - rzeczywiście - a to dobre! dopiero skojarzyłam po tym, jak napisałaś: studzenie nerwów! hahaha

      Usuń
  5. No cóż... ja nigdy nie lubiłam spać w innym niż moje łóżku... :DDD - pozdrowienia dla Józka, którego baaaardzo rozumiem (przynajmniej w takim wymiarze :D )

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. to nie moje łóżko - wołał Józek i dopiero dinozaury ukoiły jego tęsknotę za domem.

      Usuń