niedziela, 21 października 2012

dzień 217.

Mamy wyjątkowe szczęście, bo lasy otaczanasze miasto. Mniej cieszą się mieszkańcy, którzy widzą dziki żerujące pod balkonami. Jednak każdy grzybiarz docenia to, że wystarczy minąć ostatnie budynki, żeby jesienią rozpocząć grzybobranie.
Na hasło: "idziemy do lasu na grzyby!" każdy w naszym domu zareagował inaczej. Staś wyciągnął narysowaną przez siebie tablicę zdrowego żywienia i zastanawiał się, czym są właściwie grzyby. Czy trzeba je narysować pomiędzy warzywami, które są: "bardzo zdrowe, mamo!", czy też gdzieś na dalekim miejscu za słodyczami, które należy jeść "bardzo rzadko, na samym końcu, niestety, mamo!". Odkąd usłyszał w przedszkolu o zasadach zdrowego żywienia takie rozważania stały się naszą codziennością.
Józek uwielbia zbierać grzyby, chociaż tym razem niechętnie wstawał od komputera. Planował dokończenie rysunku o rozwoju kinematografii. Gdy go zawołałam, oglądał jeszcze film o niemym kinie:
- popatrz, popatrz, oni nie mówią! - powtarzał podekscytowany.
Hasłem "do lasu na grzyby" bez problemu wyciągniemy Jaśka na spacer. Ten urodzony grzybiarz i chodząca encyklopedia nazw i gatunków od razu szykuje kosz i nożyk, zastanawiając się, gdzie tym razem pojedziemy.
W wyborze miejsca na grzybobranie jesienią zawsze omijamy nasz ulubiony las, niedaleko rezerwatu w Rusi. Nie jest łatwe wytłumaczyć Józkowi, dlaczego przed tablicą może podnieść z ziemi podgrzybki, a kilka kroków dalej może już im się tylko przyglądać. Pamiętam pewien jesienny spacer, który szybko zakończył się naszą ucieczką z rezerwatu. Józek wtedy szybko wypatrzył i zebrał dwa piękne borowiki. 
Tym razem pojechaliśmy w nieznane nam wcześniej miejsce. Trochę ryzykowaliśmy, bo nie wiedzieliśmy, czy znajdziemy jakiekolwiek grzyby. Józek bardzo szybko zniecierpliwił się:
- zabrali wszystkie grzyby z lasu! - wołał głośno, do czasu, gdy nie znaleźliśmy pierwszego maślaka.
 
Pierwszy grzyb trafił do koszyka, a Józek już schylał się po następnego. Zawsze widzi wiele szczegółów i zobaczenie grzyba pomiędzy liśćmi o tym samym kolorze, co kapelusze, nie jest dla niego problemem.
 
Widok liści leżących na ziemi przypomniał mi o pracy domowej, z którą mieliśmy ostatnio problem. Trudno było w domu Józkowi opowiadać o warstwach lasu. Teraz znaleźliśmy się w idealnym miejscu, żeby przećwiczyć wszystkie nazwy: 
- dotknij, Józku, ściółki,  a ten grzyb -  to jest runo leśne...
Ćwiczyliśmy to do czasu, gdy chłopcy wymyślili zabawę:
- dotknij, mamo, korony drzew. To też warstwa lasu!
Przedzieraliśmy się przez krzaki ("podszyt, Józku, podszyt!"). Niektóre były większe od Staśka. Gdy któraś z gałęzi smagnęła go po twarzy, postanowił wrócić do domu.
- tu jest kłująco!
- nie, Stasiu, - nie zrozumiał go Jaś - tu nie jest trująco, zaraz ci opowiem o grzybach trujących...od fioletowych, o tamtych, możesz umrzeć już po 45 minutach...
- powiedziałem: kłująco - Jasiu! a nie trująco! - nie przestraszył się brata Staś.
Chłopcy oglądali każdą purchawkę, rozmawiali o grzybniach i o konieczności noszenia nożyka podczas grzybobrania. Oprócz grzybów znaleźli w lesie czaszkę i kości jakiegoś większego zwierzaka. Kolejny raz udało mi się wrócić do domu bez dodatkowych kości i bez kleszczy, a tylko z grzybami i dlatego spacer uważam za udany!   
Po powrocie do domu okazało się, że Józek lubi kroić grzyby. Wspaniały pomocnik w kuchni! Nie było dla mnie natomiast nowe to, że żadne z naszych dzieci zebranych grzybów jeść nie zamierza. Trudno, jak co roku więcej przysmaków zostaje dla nas.

Dla osób, którym podobał się wczorajszy film o specjalistach - niespodzianka!
(trochę zacinają się napisy polskie, czy u Was też, czy tylko u mnie?) 

6 komentarzy:

  1. Życie daje szanse poznawania swoich zachowań w różnych sytuacjach, dzięki temu, że wychodzisz na zewnątrz Twoje dzieci uczą się- BRAWO
    My uwielbiamy być w lesie zbierać grzyby, nawet je obierać i suszyć, ale z jedzeniem gorzej-zdrowie nie pozwala na spożywanie he he, choć przyznam się wczorajsze zbiory właśnie zjadłam na śniadanie :-)
    dobrego dnia uciekam do pisania posta u siebie :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. napisy tak zacinają się, ale to prawda, Gdy Magdalena jest z nami świat jest lepszy, a pragniemy aby Córka była szczęśliwa i samodzielna- to takie proste i tak straszliwie trudne

      Usuń
  2. Macie spore szczęście do tych kostnych znalezisk :)))
    Dzieci intuicyjnie bronią się przed grzybami.To dobrze,bo maluchy nie powinny ich podjadać:)
    Małgorzata

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. jak tak dalej pójdzie, to wykopiemy jakiegoś dinozaura

      Usuń
  3. W Gdyni też mamy lasy dookoła, a ja mam szczęście mieszkać w dzielnicy otoczonej lasem ze wszystkich stron, mam do zieleni jakieś 100 metrów w linii prostej. :) Grzybów sporo już nazbieraliśmy, mamy suszone na wigilię do pierogów, mamy półkę słoików, były już i pizze, i grzyby w śmietanie i inne pyszności. I jak tu nie lubić jesieni? :)

    A napisy u mnie też się zacinają.

    OdpowiedzUsuń