wtorek, 16 października 2012

dzień 212.

Przede mną leży kartka z planem dnia: "dwoje dzieci odebrać ze szkoły i przedszkola, najstarszy wraca sam, sześcioro dzieci zostawić w domu, troje zapakować do auta." Proste, przejrzyste i tylko trochę brzmi tak, jakby ktoś miał problemy matematyczne.
Jak sobie poradzą trzy mamy, które mają w sumie dziewięcioro dzieci pod opieką, jeden samochód i cztery sprawy do załatwienia jednego deszczowego dnia? Otóż mamy w takiej sytuacji radzą sobie znakomicie.
A wszystko zaczęło się tak: o godzinie dwunastej nie miałam jeszcze nikogo do opieki nad Elą, a padało coraz mocniej. Jeśli nadal nie znalazłabym opiekunki, musiałabym za trzy godziny owinąć małą w folię przeciwdeszczową i ruszyć z nią na przystanek autobusowy. A potem w deszczu wracać z nią i z chłopakami ze szkoły i przedszkola. Moje koleżanki, z którymi spotykam się na kawie i rozmowach, a de facto na nieoficjalnej grupie wsparcia dla rodziców zainteresowanych autyzmem, miały lepszy pomysł: połączymy siły i zamiary i pomożemy sobie wzajemnie we wszystkich sprawach, które miałyśmy załatwić tego dnia. Okazało się, że odwiedzimy dwa różne przedszkola, dwie szkoły, jedną poradnię psychologiczno - pedagogiczną i sekretariat gimnazjum. Miałyśmy około godziny na załatwienie wszystkiego. Punkt zbiórki - nasze mieszkanie. 
Najpierw jedna z nas odebrała dwoje dzieci z pobliskiego przedszkola i ze szkoły. W tym czasie dwie mamy spisywały na kartce listę spraw i listę dzieci, a trójka dzieci bawiła się dinozaurami. Najstarszy z naszej listy wrócił ze szkoły sam.
Zebraną szóstkę dzieci zostawiłyśmy w domu pod opieką mamy - bohaterki wraz z torbą dinozaurów, bo cóż innego znajdzie się w pokoju Józka. Poradnię i sekretariat gimnazjum w centrum miasta załatwiłyśmy najszybciej, jak się dało. Przed nami było odebranie trójki dzieci w placówce na Turowskiego po drugiej stronie miasta i ominięcie popołudniowych korków na ulicach.
Już na miejscu jedna z nas pobiegła w jedną stronę, druga w inny korytarz. Kurtki, szafki, plecaki - szybko byliśmy już wszyscy w samochodzie.
Wyjęłam kartkę:
- przychodnia, sekretariat, troje dzieci...
Przeliczyłam dzieci:
- zgadza się, jedziemy!
Gdy wróciliśmy wszyscy do domu, syn koleżanki, nie przepadający za tłumem, pobiegł od razu do swojego mieszkania. Nawet o plecaku zapomniał. Dochodziła godzina szesnasta. Dzieciom trudno było rozstać się, właśnie udoskonalały broń z chrupków kukurydzianych, ale jedna z dziewczyn zabrała swoją dwójkę dzieci do domu na obiad. Padało coraz mocniej, jeden z parasoli połamany czekał na wyrzucenie, z moją drugą koleżanką zdecydowałyśmy ten deszcz przeczekać w domu. Na przemian pilnowałyśmy odrabiania lekcji z czwartoklasistą, z piątoklasistą i z drugoklasistką. Tylko Józek zostawił swoją pracę domową na wieczorną stałą porę. W tym czasie wróciła do nas córka koleżanki, które powiedziała, że dobrze się u nas bawiła i chce jeszcze!
I teraz pytanie dla najbardziej wytrwałych: ile dzieci było u nas o godzinie 17:00? Pytanie trudne, gdy nie ma się przed sobą kartki...

23 komentarze:

  1. świetna organizacja!! Dobrze jest mieć taką grupę wsparcia :) też by mi się czasem przydała :)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. tak jakoś nam wyszło-naturalnie- że zaczęłyśmy się spotykać, podobne doświadczenia zbliżają

      Usuń
  2. ja się poddaję:)))Małgorzata

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. za jakiś czas napiszę pierwszą wskazówkę

      Usuń
  3. Hmmm... na pewno było minimum 3 chłopców! Mam rację?
    ---
    Syn jednej z tych koleżanek które wczoraj u pani były.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. masz rację, minimum trzech chłopców było!

      Usuń
  4. 6, które były w domu + 3 odebrane = 9 dzieci
    9 dzieci - 1 syn koleżanki, który pobiegł do domu = 8 dzieci
    8 w domu - 2 które poszły na obiad = 6 dzieci
    6 dzieci + 1 dziewczynka, której bardzo się u Was podobało = 7 dzieci.
    Czy taki jest wynik? :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. bierzemy mamę Aspika do zastępu, z taką matematyczką dzieci nam się nie pogubią...

      Usuń
    2. Ha ha ha
      Wyższa matematyka. Nic nie zrozumiałam. :D

      Usuń
    3. Bardzo chętnie dołączę, będzie +1 dziecko ;)

      Usuń
  5. Witam, jestem pełna podziwu dla takiej organizacji! Już sobie wyobrażam, jak się przemieszczacie po Olsztynie i załatwiacie sprawy! Super, grunt, to świetni ludzie, którzy nas otaczają:-)
    A blog czytam nadal z zapartym tchem, choć może mniej regularnie niż w wakacje i jestem z Wami myślami bardzo często. Pozdrawiam całą rodzinkę - Gosia - mama Paulinki i Gabrysi:-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dzięki dzięki, cieszę się, że wciąż czytasz mimo nawału obowiązków

      Usuń
    2. Witam,Bogusiu jak widać masz nieodkryte talenty,nie dość że świetnie piszesz,to jeszcze układasz ciekawe zadania matematyczne:)) chociaż tak naprawdę to zwykłe codzienne życie jest twoją "muzą" pozdrawiam :W:
      Ps. jak uporam się z pracami zleconymi to dołączę do grupy;)

      Usuń
    3. dzięki za miłe słowa, do grupy koniecznie - zapraszamy!

      Usuń
  6. zazdroszcze grupy wsparcia- zalatwiaczy :-) ! - ufff niezla organizacja - zadanie matematyczne nielada , ale widze , ze ktos sobie z nim swietnie poradzil. nie pomylilyscie dzieci na koncu? ile zostalo na noc? ;-)pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. jak Kasia szła po pierwszą partię dzieci - błagałyśmy ją, żeby tylko nie wzięła przypadkowo cudzych dzieci takich ponadprogramowych, poza listą. Najlepsze jest to, że to nie wszystkie nasze dzieci były z nami - jest ich znacznie więcej!

      Usuń
    2. To był spontan oraz wynik tzw. konieczności, takie tam... może jeszcze przedtem - pewnie dlatego, że deszcz padał nastąpiła mała burza - mózgów szalonych mam - i wszystko poszło! :DD jak z płatka... :DD

      Usuń
  7. pozazdrościć takich spotkań i organizacji w organizacji:-) brawo
    klik :-)

    OdpowiedzUsuń