niedziela, 14 października 2012

dzień 210.

Tylko jedna z osób mówi, a nie wszystkie naraz - to jedna z niepisanych zasad obowiązujących w naszej sześcioosobowej rodzinie. Najtrudniejsza do przestrzegania i łamana przy każdej możliwej okazji.
W typowej scenie z naszego samochodu, zaledwie kilka kilometrów od Olsztyna, trzy głosy prawie nakładały się na siebie:
- ale gdzie my jedziemy?
- a dlaczego to drzewo uschło? o tamto, już go nie widać...
- a ja nie chcę jechać do lasu, zgubimy się tam, zgubimy...
Gdyby dokładnie nasi chłopcy wiedzieli, co dziś zobaczą, tych zdań wypowiadanych jednocześnie byłoby znacznie więcej. Planowaliśmy spacer po lesie i spotkanie z naszą przyjaciółką Alicją w Kudypach pod Olsztynem. O tym im opowiedzieliśmy. A że wszystko się rozkręciło i oprócz spaceru po lesie graliśmy na harmonii w jej rodzinnym domu w Hubertówce, oglądaliśmy turnieje rycerskie naszych dzieci, zachwycaliśmy się małymi kurczaczkami, oglądaliśmy czaszkę dzika i muzeum zwierząt, przymierzaliśmy koronę królewską Stasiowi, patrzyliśmy na stroje warmińskie - to już wyszło spontanicznie...
Wszystko zaczęło od kurczaczków, a może od czaszki dzika?
Gdy tylko wysiedliśmy z auta Alicja zawołała:
- dziś rano wykluły się małe kurczaczki!
Podbiegłam do niej, a pod nogą coś mi chrupnęło:
- ojej, czy to z plejstocenu? - zapytał Józek.
Pod moim butem leżała żuchwa z kłami, wgnieciona w ziemię, ale na szczęście cała.  

- to dzik, ale nie z plejstocenu - zapewniłam Józka.
Za chwilę dopasowaliśmy resztę czaszki.
- dotknij jej, mamo, dotknij - zachęcali mnie chłopcy, a ja widziałam, że ze względu na swoje rozmiary zrobiła na nich wrażenie.

Oczywiście padały pytania, zadawane jednocześnie:
- a dlaczego leżała na ziemi?
- a czy możemy ją zabrać do domu?
- dlaczego go pokonaliście? tego dzika...- o to zapytał Józek.
Czaszka jest jednym z wielu elementów lekcji przyrody, które pani Rita - gospodyni tego miejsca - prowadzi w Hubertówce. Kot lub wiatr strącił kości i tylko dlatego leżały w trawie. Kiedyś znaleziono ją na łące. Możliwość zabrania jej do domu wykluczyłam, chłopcy dali sobie wytłumaczyć, że będziemy tu przyjeżdżać, żeby ją oglądać.

Czaszka wróciła na swoje miejsce, a w kartonowym pudełku czekały już na nas kurczaczki. 

Widzieliśmy pięć kurczaczków, pod nastroszonymi piórami kury zmieściło się jeszcze dwadzieścia maleństw. Obserwowałam kurę, a ona nie spuszczała wzroku z moich chłopaków.
- oj, uważajcie, oj nie tak blisko dzioba, oj! - wyraziłam swoje obawy.
- nie bój się, nic im nie zrobi - zapewniał mnie Jarek.
- ja bym na jej miejscu zrobiła - obruszyłam się.
- odłóż natychmiast tego kurczaka - Jasiu - krzyknął nagle Józek - ta kura Ciebie ugryzie!
Nic jednak nie mogło oderwać Jaśka od małych kurczaczków, porównywał ich kolory, sprawdzał nóżki i dzióbki, głaskał nawet nastroszoną kurę. 
Podobnie Józek, choć po moim ostrzeżeniu do kury już nie podchodził. 

Hubertówka w Kudypach to dom pełen warmińskich strojów, historycznych pamiątek, pięknych mebli. Goście, którzy tu przyjeżdżają, nie oglądają strojów w szklanych gablotach, tylko zakładają je na siebie. Chłopcy przebrani za rycerzy, Staś w koronie królewskiej - to wszystko jeszcze będzie na blogu.
Dziś dokończę temat kurczaków.
Józek przerywał każdą kolejną czynność, żeby zajrzeć do nich. Zaaferowany w drodze do kartonu przebiegł przez kuchnię nie żądając jedzenia, a to mu się jeszcze nie zdarzyło.
Najbardziej stresująca dla jednodniowych kurczaczków była reakcja Elusi. Ela piszczała i krzyczała ze szczęścia nad żółtymi kuleczkami, a kura prawie dwukrotnie powiększyła się, strosząc pióra. Może i dobrze się stało, że Ela przespała prawie cały nasz wyjazd i zobaczyła kurczaczki przed samym powrotem do domu. Podejrzewam, że kura podjęłaby akcję protestacyjną.


Gdy wyjeżdżaliśmy Jasiek planował założenie hodowli kurczaków w naszym mieszkaniu. Jego pomysł spotkał się z pełnym poparciem mojego męża:
- bardzo dobrze, będzie pyszny rosół i smaczne mięso.
- o nie!  - zdenerwował się Józek i nagle zamilkł. Czyżby przemknęły mu przez głowę obrazy wszystkich udek, smakowitych kotletów z piersi kurczaka zjadanych ze smakiem do tej pory?
Wieczorem przyszedł do mnie:
- pokaż zdjęcia małych kurczaczków - tych dwudziestu pięciu. 
Oglądał je kolejny raz w wielkim skupieniu.
cdn.

4 komentarze:

  1. Poznawanie łańcucha pokarmowego " na żywo" chyba nie jest łatwe dla Józia:)Małgorzata

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. zastanowił się poważnie, w razie czego przez tydzień kurczaki usunę z menu

      Usuń
  2. Z dwojga złego wolałabym hodowlę kurczaczków niż kijanek :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. szóstka z testu na temat Józkowych pasji i zainteresowań!

      Usuń