wtorek, 9 października 2012

dzień 205.

- "żegnajcie nam dziś, hiszpańskie dziewczyny!" - śpiewałam na cały głos wracając z chłopakami ze szkoły. Padał deszcz, moja kurtka zamszowa nasiąkała wodą, a w butach chlupało. Na szczęście grad już nie padał i przestało grzmieć. Najchętniej przeczekałabym deszcz w ciepłej szkole, ze spódnicy jeszcze spływała mi woda ze stopionego graduJózek był innego zdania: skoro przyszłam po niego, żeby go odebrać ze szkoły, to logiczne jest, że należy ze szkoły wyjść, nie zważając na zjawiska atmosferyczne. 
Wyszliśmy razem z Igorem i jego mamą.
Igor, kolega Józka od planów wakacyjnych, zawahał się przy pierwszej kałuży, próbując ją ominąć. Mój Staś chlupnął w sam środek, rozbryzgując wodę dookoła, głównie na mój prawy but. Aż syknęłam i przestałam przez moment śpiewać szantę, którą Jaś kiedyś przywiózł z obozu harcerskiego. 
Przyjrzałam się moim chłopakom: Józek szedł z przodu z kapturem nasuniętym na głowę. Staś bawił się swoim daszkiem od czapki, powtarzając, że lubi taki deszcz. Przypomniały mi się opowieści mojej mamy o tym, ile kilometrów dziennie szli do szkoły, tam i z powrotem, niezależnie od pogody.
- nie jest aż tak źle - pomyślałam - zahartujemy się.
Temat pociągnęła Agnieszka i zanim doszłyśmy do przystanku omówiłyśmy dzieci wędrujące codziennie do szkoły, a potem zesłańców syberyjskich oraz żołnierzy śpiących w okopach w czasach pierwszej wojny światowej.
W tym czasie pojawiło się blade słońce.
- o, jak słonecznie - ucieszył się Staś - a masz dla mnie bilet, mamo?
Biletu nie miałam, stanęliśmy przy okienku kioskowym.
Za chwilę Staś trzymał przed sobą w wyciągniętej ręce bilet.
- a gdzie jest mój bilet? - zainteresował się nagle Józek.
Józek, tak jak inne dzieci niepełnosprawne, korzysta z darmowych przejazdów na trasie szkoła-dom. 
- ty masz specjalną legitymację, dzięki której możesz jeździć autobusami...
- ale ja chcę mieć bilet!
Stanął szybko przy okienku:
- cześć! - zagadnął uprzejmie panią - daj mi bilet!
Odciągnęłam go:
- Józek, dzięki swojej legitymacji jeździsz za darmo...
- tak! - aż  rozbłysnął uśmiechem. Ekonomiczne względy są dla niego najlepszym argumentem, odkąd zaczął oszczędzać na swoje nintendo. Staś przez chwilę marudził, żeby mu kupić to i owo w kiosku, ale przestał, gdy usłyszał od Józka:
- oszczędzamy, nie kupujemy! - Józek nie miał dla niego litości.
Na przystanku spotkaliśmy znajomego chłopca, który sam wraca do domu. Józek zwrócił od razu uwagę na to, że chłopak jeździ autobusem bez rodziców:
- czy on już jest dorosły? - zapytał chłopca - czy ty jesteś już dorosły? - samodzielnie poprawił swoją gramatykę.
- zapytaj go ile ma lat? - podpowiedziałam Józkowi
- ile masz lat?
- mam 10 lat
- nie, chyba 12 - ocenił mój Józek i zakończył dyskusję. Widocznie w jego ocenie dopiero dwunastolatek może wracać sam ze szkoły. W takim razie mamy jeszcze trzy lata, zanim temat samodzielnych dojazdów do domu powróci. 
Gdy wysiedliśmy z autobusu, żegnani przez Igora i Agnieszkę, spotkaliśmy dwóch bezdomnych. Nachylili się do mnie, coś mówili. Odruchowo odsunęłam się, nigdy nie daję pieniędzy żebrzącym ludziom. Odsyłam ich do instytucji charytatywnych, w których łatwiej jest ocenić potrzeby danej osoby. Ale tu chodziło o coś innego. Jeden z nich poprosił mnie o plaster. Pokazał jątrzącą się ranę na swoim palcu, tłumaczył coś o ubezpieczeniu, którego nie ma, o lekarzu, do którego nie może się dostać.
- idziemy do apteki - zdecydowałam
Poszliśmy wszyscy razem: ja, Józek, Stasiek i dwóch bezdomnych.
W aptece znajoma pani zagadnęła Józka, chwaląc jego rozwijającą się mowę. A potem zapytała:
- a jak tam u Elusi, Józku?
Jest to jedno z ogólnych pytań, na które Józek nie potrafi odpowiedzieć. Teraz też stał nieruchomo i myślał.
Nachyliłam się do niego i podpowiedziałam: 
- co Ela robi?
- Ela rozrabia - zaraportował Józek, zapatrzony w banknot, który podawałam aptekarce.
Pożegnaliśmy rozradowanych bezdomnych, oglądających wodę utlenioną, kompresy i bandaż i wróciliśmy do domu.

Przekroczona na liczniku bloga liczba: 50 tysięcy wejść. Cieszę się bardzo, bardzo!

12 komentarzy:

  1. Gdyby nie względy ekonomiczne ( oszczędzanie na nintendo oraz możliwość darmowych przejazdów)to głowę pod topór kładę,że przejazd autobusem na gapę byłby ciężkim ciosem dla Józkowego poczucia honoru i uczciwości:) I pewnie przegoniłby całą gromadkę na pieszo,nie zważając na aurę,(tudzież na uczucia religijne;D)niż pozwolił na złamanie zasad:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. może byśmy i szybciej wyschli...chociaż Wy macie znacznie dalej...

      Usuń
  2. Powiem za Stasiem:lubię te Wasze powroty:)Wesoło macie:)Malgorzata

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dla lubiących: jutro będzie jeszcze jeden opis powrotu do domu...od października będę miała dyżurny jeden dzień, w którym odbieram chłopaków, więc trochę się będzie działo...

      Usuń
    2. Już się cieszę , koniecznie ze śpiewem :)M.

      Usuń
    3. jak już mamy śpiewać, to proponuję zamiast szant:
      "Ciągle pada, nagle ogniem otworzyły się niebiosa,
      Potem zaczął deszcz ulewny siec z ukosa,
      liście klonu się zatrzęsły w wielkiej trwodze. A ja?
      A ja chodzę i niestraszna mi wichura ni ulewa,
      Ani piorun, który trafił obok drzewa"
      itd itd itd

      Usuń
    4. Witam,popieram Józka dwanaście lat to odpowiedni wiek na samodzielne jeżdżenie autobusem
      do szkoły. W prosty i jasny sposób powiedział co porabia Ela,bardzo podobała mi się jego konkretna odpowiedź:) Piosenka jest dobra na wszystko....pozdrawiam:W:

      Usuń
    5. to, co porabia Ela lepiej nie można określić niż zrobił to Józek

      Usuń
    6. no, to może, zapatrzeni w siebie i swoje szczęście to byście zaśpiewali? stare, ale jakże adekwatne??? :D:
      I'm singing in the rain
      Just singing in the rain
      What a glorious feeling
      I'm happy again
      I'm laughing at clouds
      So dark up above
      The sun's in my heart
      And I'm ready for love
      For love
      Let the stormy clouds chase
      Everyone from the place
      Come on with the rain
      I've a smile on my face
      I'll walk down the lane
      With a happy refrain
      Singing, singing in the rain
      In the rain.

      La...

      I'm singing in the rain
      Just singing in the rain
      What a glorious feeling
      I'm happy again
      I walk down the lane
      With a happy refrain
      I'm singing, singing in the rain
      In the rain
      In the rain
      i tłumaczenie - nie moje, tym się nie pochwalę :DD
      Śpiewam w deszczu
      Po prostu śpiewam w deszczu
      Co za cudowne uczucie
      Jestem znowu szczęśliwy
      Uśmiecham się do chmur
      Tak ciemnych nade mną
      W moim sercu jest słońce
      A ja jestem gotowy na miłość
      Na miłość
      Niech burzowe chmury
      wygonią wszystkich z miejsc
      Chodźcie z deszczem
      Mam uśmiech na twarzy

      Pójdę wzdłuż ulicą
      Z radosnym refrenem
      Śpiewając, śpiewając w deszczu
      W deszczu

      La...

      Śpiewam w deszczu
      Po prostu śpiewam w deszczu
      Co za cudowne uczucie
      Jestem znowu szczęśliwy
      Ide wzdłuż ulicą
      Z radosnym refrenem
      Śpiewam, śpiewam w deszczu
      W deszczu
      W deszczu
      A ktoś może "pamięta" jeszcze z czego to - mam ogromny sentyment do takich komedyjek romantycznych z dawnych lat... :D

      Usuń