niedziela, 30 września 2012

dzień 196.

W tygodniu, w dniu moich urodzin, dostałam informację o pogarszającym się stanie mojej przyjaciółki Marysi, od lat walczącej z rakiem. Przez kilka dni, tak jak inni znajomi, z włączonym telefonem czekałam na wieści. Wciąż miałam przed oczami Marysię, aktywną, uwielbiającą spacery, mieszająca w garnku jakieś przysmaki, z uśmiechem na twarzy sprzątającą po moim Józku. Nawet, gdy kiedyś Józek zniszczył jej piękny kwiat doniczkowy, skrupulatnie obrywając listek po listeczku, po prostu zaśmiała się, tak jak i z innych historii o nim. Uwielbiała o nim słuchać.
Gdy zachorowała i przechodziła chemioterapię Józek prosił ją:
- załóż włosy!
dla niego zakładała perukę, chociaż chętnie pozbyłaby się jej na kilka godzin spędzanych w domu. Zawsze rozumiała jego problemy z rozpoznawaniem ludzi, tym bardziej ludzi o zmienionej twarzy lub fryzurze.
W sobotę późnym wieczorem przyszła wiadomość o jej śmierci. Tak trudno jest mi się z tym pogodzić... 
Opowiedziałam o jej odejściu Józkowi:
- czy zły złodziej ją zabił? - zapytał od razu. Marysi bardzo by się spodobała ta rozmowa.
- nie, to nie złodziej, Marysia zachorowała, miała raka.
- czy to była mama Michała?
- tak.
- czy Ty będziesz żyć?
- tak.
- a Twoja ręka, czy jest już uleczona?
- moja choroba nie jest śmiertelna, a Marysi - tak.
- ja chcę żyć - powiedział mój Józio i żeby było wiadomo, co chce dodał kilka razy: - ja chcę żyć, ja chcę żyć!
Myślał o niej przez cały dzień, tak jak i my. W którymś momencie pobiegł do półki z albumami. Wzruszenie ścisnęło mi gardło, bo od rana już myślałam o tym samym, żeby przejrzeć wszystkie albumy i poszukać w nich zdjęć Marii.  Tak bardzo chciałam jeszcze na nią popatrzeć...
Józek bez zastanowienia wyciągnął jeden z albumów i od razu otworzył go na stronie ze zdjęciami z naszego wspólnego wyjazdu do Gietrzwałdu, wiele lat wcześniej.  Jak zwykle pamięć absolutna podpowiedziała mu, gdzie odnaleźć zdjęcia...
- czy ona będzie później małym dzieckiem i urodzi się z brzucha?
- nie, jej ciało będzie pogrzebane, a dusza - ja w to wierzę, będzie u Boga.
- a czy Ty umrzesz?
- na razie nie, mimo chorej ręki mogę jeszcze żyć około 50 lat.
- a czy sto lat możesz żyć?
- rzadko ludzie żyją dożywają takiego wieku, ale może...
- a czy tysiąc lat?
- nie, tyle lat nie będę żyła.
Gdy weszłam później do pokoju Józio krzyknął na mój widok:
- żyjesz, ty żyjesz!
Potem dodał:
- ja też żyję, mamo! i będę kiedyś dużym dorosłym.

10 komentarzy:

  1. Emocjonalny post.Przytulam Bogusiu.Rak to wielki złodziej...
    Ile różnych emocji w Józiu w Waszej rozmowie.Józio duuużo rozumie.
    Ja chcę żyć a kiedyś będę dorosłym-czy mogłaś dziś usłyszeć coś piękniejszego?Małgorzata

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. w dodatku dużym dorosłym, Józio często powtarza to, że mnie kiedyś przerośnie...w niektórych sprawach to już mnie dawno przerósł...

      Usuń
  2. tego zycze naszym dzieciom z calego serca!!! zeby byly kiedys duzymi doroslymi , i zeby mialy nas jak najdluzej - bogusiu przytulam z klucha w gardle!

    OdpowiedzUsuń
  3. Bardzo mi przykro:( Rak to potwor. swojej tesciowej nigdy nie poznalam, rowniez przegrala. jozek za to jest niesamowity. Ja to sie strasznie ciesze, ze tylko z autyzmem mamy do czynienia i w obliczu innych, smiertelnych chorob czasem sie wrecz zastanawiam, o co ludzie tyle szumu robia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Józio jest niesamowity...nawet nie wiedziałam, że tak dużo rozumie z tego, co się dzieje. Rozumie to, co jest najważniejsze.

      Usuń
  4. Przykro mi... Przytulam Was... Nasze dzieci rozumieja wiecej niz nam sie wydaje.

    OdpowiedzUsuń
  5. nie chcę myśleć, że zabił Ją rak, zły złodziej, potwór, chcę wierzyć, że Archaniołowie wzięli Ją ze sobą do Boga, że już nie cierpi, że się uśmiecha i zawsze będzie się nami opiekować, chcę wierzyć, że ta śmierć to dobro,a nie zło, że tak miało być, tak żyje się łatwiej w obliczu tego bólu...kocham Cię MAMO!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. nie umiem tak na razie, może kiedyś...

      Usuń
    2. Natalio, jesteś wielka w swoim podejściu! Też wierzę, że nie przypadkowo Bóg wybrał dzień św. Archaniołów, by zabrać Marysię do nieba.

      Usuń