piątek, 21 września 2012

dzień 187.

Nie od dziś wiadomo, że codzienne życie z geniuszami bywa nadzwyczaj trudne. Czasem drobny szczegół wystarczy, żeby genialny umysł wytrącić z równowagi...
- a co to jest? - paniczny krzyk Józka poderwał nas na nogi. Józio pokazywał ręką na fragment filmu o parku dinozaurów w Munchehagen w Niemczech. Planuje w następne wakacje odwiedzić ten park i odpowiednio wcześniej przygotowuje się, oglądając wszystko, co jest dostępne w internecie. Zna już ich stronę internetową, teraz przegląda amatorskie filmy wrzucone na YouTube:
- czy to jeleń z miocen? - zapytał wpatrując się w coś intensywnie.
- z miocenu - poprawiłam go. Na ekranie widziałam figurę jakiegoś niedźwiedzia. Za nim, zza krzaków wystawał zad jakiegoś zwierzaka z małymi rogami. Może to i jeleń, może z miocenu, ale skąd to zdziwienie Józka?
Po chwili już wiedziałam:
 - jak on się nazywa? - krzyknął Józek zasłaniając twarz rękami.
Nie wiedziałam jeszcze, że to pytanie będzie nas dręczyło przez dwa dni.
- znajdziemy go - obiecałam pochopnie i wrzuciłam hasło "jeleń z miocenu" w wyszukiwarkę.
Pojawił się jeleń olbrzymi, wymarły ssak z rodziny jeleniowatych...
wymarłe ssaki Azji

- nie chcę Megaloceros, inny jeleń.
Sprawdziłam jego łacińską nazwę, oczywiście zgadzała się.
- szukaj mamo inny jeleń...jeleń z miocen...
Zabrzmiało to pięknie - jak nazwa jakiegoś rycerza z wojen krzyżowych. Niestety nigdzie go nie mogłam znaleźć. Wyszukiwarkę opanował jeleń olbrzymi, z jakiegoś powodu nie odpowiadający Józkowi. Szukałam pod hasłami: "prehistoryczny jeleń", "jeleń wymarły" i nic nowego nie znalazłam. Razem z nerwowo podskakującym Józkiem sprawdziłam mapę parku w Munchenhagen. Na mapie nie było szczegółowych nazw dinozaurów i ssaków. Chyba nie pomyśleli, że komuś to się przyda, a jednak znacznie ułatwiłoby to nam poszukiwania.
Właściwie tego dnia musiałam już zostawić nierozwiązaną sprawę Jelenia z Miocen. Pochłonęły mnie rozłożone dokumenty w innym pokoju, które od kilku dni segregowałam. Józek, w przeciwieństwie do mnie, nie mógł odzyskać spokoju, dopóki ten jeleń nie został nazwany.
Na drugi raz musimy zaprzyjaźnić z jakimś paleontologiem - już mi to podpowiadano na blogu...
Następnego dnia Józek wrócił rozradowany ze szkoły:
- znalazłem go w bibliotece!
- tak?! a jak się nazywa? - teraz ja zadałam to nieszczęsne pytanie.
- na "s", szukaj mamo!
Była godzina 16:00, biblioteka szkolna zamknięta aż do poniedziałku.
- może sympatex?  - zażartowałam.
Popatrzył na mnie z zastanowieniem:
- nie, szukaj!
Tym razem zaczęłam od anglojęzycznego "deer": deer miocen, prehistoric deer. Nigdzie go oczywiście nie było. Józio poszedł tropem swojego znaleziska szkolnego:
- ja znajdę! - i wpisał w wyszukiwarkę: "zwierzęta biblioteka szkoła"...
Nie znalazł.
Patrząc na jego smutną minę i powtarzające się spacery między pokojem a kuchnią pomyślałam o mailu do parku z prośbą o nazwę jelenia stojącego obok niedźwiedzia, w rejonie ssaków...
Nagle miałam przebłysk geniuszu. Cóż: kto z kim przestaje itd.
Wpisałam w wyszukiwarce: prehistoric list mammals - i od tego trzeba był zacząć. Ssaki!
Na ekranie pojawiła się długa lista łacińskich nazw. Zgodnie ze wskazówką Józka od razu przeszłam do litery "s". Dwadzieścia nazw nie istniejących już zwierząt, przy jednej opis: "deer-like" - podobny do jelenia - epoka - jakżeby inaczej - wczesny miocen:
about.com.dinosaurs

- syndyoceras - krzyknęłam!
- to on! - wrzasnął w odpowiedzi Józek i prawie się przewrócił biegnąc z kuchni do komputera.
- hura! to on, jest! nazywa się! - skakał z radości po pokoju, całe napięcie z dwóch dni schodziło z niego.
Z doświadczenia wiem, że gdy już wszystko jest na swoim miejscu Józek zamyka całą sprawę i zabiera się do następnej. Teraz też dosyć szybko uspokoił się i usiadł przed komputerem:
- teraz będę oglądał "Był sobie człowiek"
- będę się śmiał - uprzedził mnie.
Mogłam wrócić do swoich papierów...

9 komentarzy:

  1. No i się wyjaśniło.Jeleń z miocenu -to jest temat!
    A Ty chciałaś zepchnąć myślenie Józia na jamnika z Zakątka???Małgorzata:)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. masz rację!
      o jamniku Bobiku z lektury czytamy codziennie, ale rzeczywiście - bez urazy dla autorki -przepada on w tłumie prehistorycznych postaci, fascynujących Józka

      Usuń
  2. Józio jak zawsze niesamowity! :)
    Sonia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. naprawdę nigdy nie wiem, co się danego dnia wydarzy - ale na pewno nie jest nudno...

      Usuń
  3. Bogusiu, ale jesteś cierpliwa i łaskawa dla swego syna ;) Nie jedna z mam dawno by się poddała. A co do Józia - to dba o to, by jego mama nieustannie się rozwijała ( w tym kreatywność) i poszerzała swą wiedzę we wszelkim zakresie. Ps. Tęskno nam do was, ale poczekamy jednak jeszcze trochę by odwiedzić was z Leą;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. my też czekamy! Józio o nas dba, a ja o Was...następnym razem, gdy ktoś powie megaloceros- od razu wszyscy będą wiedzieli, że przechwala się po prostu jeleniem olbrzymem

      Usuń
  4. Niesamowici jesteście i "uparci" ;-) brawo nawet nie wiedziałam że coś takiego było - nie zastanawiałam się nad tym, Józek ze swoją wiedzą zapałem i chęcią rozwoju mobilizuje Was, a my uczymy się- dziękuję
    klik

    OdpowiedzUsuń
  5. uwielbiam Pani bloga, my 1 grudnia usłyszeliśmy diagnozę naszego synka- autyzm dziecięcy, ciężko mi , a z Pani blogiem śmieję i płaczę i czasami wszystko naraz :) dziękuję... dziękuję za to

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. niedawna diagnoza - nie jest to łatwe - tyle lat już za nami to hasło: pierwsza diagnoza - a jeszcze w dołku ściska. Szukaj innych rodziców dzieci z autyzmem -to mogę podpowiedzieć - to jest dobra droga. Oni mają już przetarte ścieżki :) pozdrawiam Cię mocno!

      Usuń