niedziela, 16 września 2012

dzień 182.

Każda rodzina ma swoje anegdoty, opowiadane przy okazji rodzinnych spotkań, ślubów i urodzin. Ja też jestem bohaterką jednej z takich opowieści: "o tym, jak mama diagnozowała autyzm u Józka". Pewnie dzieci moich dzieci będą sobie ze śmiechem opowiadać o początkach tej diagnozy. A zaczęło się to wszystko bardzo zwyczajnie, siedem lat temu, od mojej rozmowy z Jarkiem:
- Słuchaj - zaczął Jarek - Józuś nie wita mnie, gdy przychodzę do domu...martwi mnie to, bo Jaś zawsze biegł, gdy tylko otwierały się drzwi. Józio po prostu siedzi tam, gdzie siedział i nie zwraca na mnie uwagi...myślę, że on ma autyzm.
Zaczęłam się śmiać - tak jak i następne pokolenia, gdy dotrze do nich ta opowieść. Mój Jarek o umyśle ścisłym nie miał nigdy do czynienia z pedagogiką specjalną, a szczególnie z autyzmem. "Skąd mu autyzm przyszedł do głowy?" - pomyślałam. W moim wyobrażeniu, zbudowanym przez nieliczne filmy o autystach, te osoby różniły się bardzo od mojego Józka. 
Jarek oburzony moim śmiechem poprosił tylko o to, żebym powiedziała o jego spostrzeżeniach lekarce podczas bilansu dwulatka. 
I tak też zrobiłam. Gdy tylko weszłam do gabinetu lekarskiego od razu powiedziałam:
- pani doktor... mojemu mężowi wydaje się, że Józek ma autyzm....
Popatrzyłyśmy na biegającego po gabinecie Józka i obie zaśmiałyśmy się. To wydawało się niemożliwe! Tak zakończył się pierwszy etap diagnozowania Józusia: stwierdzeniem, że Józek to wielki indywidualista, którego cechy charakteru  sprawiają, że nie wita wchodzącej osoby, nie podbiega, gdy wołamy go po imieniu, ciągnie nas za rękę, gdy coś chce wziąć. Ach - i jeszcze nie mówi, ale na pewno zaraz zacznie...
Z czasem jego zachowanie zaczęło niepokoić lekarzy, ale nawet z oddziału neurologicznego wyszliśmy z dokumentem stwierdzającym: autyzm wykluczony! i opisem pasującym do każdego dziecka z autyzmem, które znam: "chłopiec nie mówi, nie nawiązuje kontaktu wzrokowego. Podczas badania próbuje wyjść z gabinetu, nie reaguje na polecenia, wspina się na meble, otwiera drzwiczki od szafek, naciska guziki, głośno krzyczy". 
Dlaczego tak trudno było zauważyć problemy Józka? Otóż Józio był bardzo dobrze rozwijającym się niemowlakiem. Zaczynał mówić: "mama", "tata", "doda" - nie chodziło mu oczywiście o piosenkarkę, tylko o wodę. Sylabą "dzia" - witał dziadka, którego zawsze wyróżniał. Po ukończeniu pierwszego roku życia otrzymał szczepionkę MMR (świnka, różyczka i odra), po której gorączkował, wymiotował, przelewał nam się przez ręce, miał trudności z chodzeniem i ogólnie był bardzo osłabiony. Lekarz powiedział nam, że to rotawirus. Dopiero po tygodniu wszystkie objawy ustąpiły, ale od tamtego momentu stopniowo pojawiały się zmiany w jego zachowaniu. Jako pierwsze: brak reakcji na wchodzące do domu osoby - co zauważył analityczny Jarek. Potem pojawił się problem z jedzeniem: Józio odrzucał jeden produkt po drugim i w końcu jadł tylko ziemniaki. Przestał używać słów do komunikacji z nami, ale zawsze przytulał się do nas, gdy tego potrzebował. Wtedy nie skojarzyłam tych faktów ze szczepionką, ani ja, ani żaden z lekarzy. Dopiero po kilku latach mogłam przeczytać, że mogło dojść do "nieprawidłowej odpowiedzi immunologicznej w kontakcie z wirusem odry", a powikłaniem tego mogło być zapalenie mózgu. Czytałam relacje rodziców, którzy opisują takie same objawy, jakie zaobserwowaliśmy u Józka. U każdego z tych dzieci zdiagnozowano później autyzm. Jednocześnie nie ma żadnego dowodu na to i szczepionki nadal są obowiązkowe.
Temat szczepień zawsze wzbudza wiele kontrowersji, słyszy się o ludziach na Zachodzie, którzy rezygnują ze szczepień, potem media wspominają o pojawieniu się chorób, które dawno zostały już wyeliminowane, a teraz powracają, bo rodzice nie chcą szczepić dzieci.
Nie będę nikogo zagrzewać do walki z przemysłem farmaceutycznym, o szczepionkach muszę jednak napisać, bo to dotyczy Józka.
cdn

35 komentarzy:

  1. Szczepienia szkodzą i jest na to wiele dowodów. I przyczyniają się do wystąpienia autyzmu. Ja też zamierzam napisać u siebie coś o szczepionkach i genetyce jak znajdę chwilę na przetlumaczenie z angielskiego.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. lekarze zawsze mówią mi, gdy nie chcę zaszczepić MMRem Stasia ani Eli, że wiele dzieci jest szczepionych i nie mają autyzmu. Ale mam wrażenie, że szczególnie narażone są dzieci z rodzin obciążonych chorobami autoimmunologiczymi. Jakbyś coś przetłumaczyła w tym kierunku, to chętnie przeczytam

      Usuń
    2. Warto przeczytać. http://autyzmaszczepienia.wordpress.com/

      Usuń
    3. Udostępniliśmy Pani wpis na naszym profilu na FB. https://www.facebook.com/stowarzyszeniestopnop Bardzo dziękujemy za podzielenie się Pani historią.

      Usuń
  2. Tak, moi siostrzeńcy i siostrzenice z Niemiec nie przyjęli żadnej szczepionki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. przed każdym szczepieniem moich młodszych dzieci bałam się, z MMRem nie zaszczepiłam już ani Eli ani Stasia.

      Usuń
  3. W zeszłym tygodniu dziennikarka z Łodzi prosiła bym napisała dlaczego nie szczepię Bartka. Oprócz własnych doświadczeń ze szczepionką MMR, powołałam się na raport Amerykańskiej Izby Kongresu z lipca 1986r. dotyczącej wypłat 16,2 miliona dolarów przez producentów szczepionek DPT i MMR, poszkodowanym dzieciom.
    U nas milczy się na ten temat, jak i nie mówi się,że w 1996roku sprowadziliśmy szczepionkę z Korei. W związku ze zgonami dzieci szybko ją wycofano. Co jakiś czas temat szczepionek wraca jak bumerang. A teraz znowu ponieważ mają się zaostrzyć przepisy w sprawie obowiązkowych szczepień. A ponoć żyjemy w wolnym kraju.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dostałam w ubiegłym tygodniu wezwanie do drugiej dawki MMR u Józka - od razu wróciły wszystkie wspomnienia. Oczywiście nie idę z nim na to szczepienie.

      Usuń
    2. W razie problemów z przychodnią i sanepidem warto się skontaktować ze Stowarzyszeniem STOP NOP biuro@stopnop.pl

      Usuń
  4. W naszym przypadku diagnoza była dużo szybsza. Niepokoiło nas że Dominik nie mówi, tzn. mówi sporo po swojemu, ale nie składa żadnych znanych nam słów, nie reagował jak się go wołało, nie wykonywał poleceń. To było jak miał niecałe półtora roku. Mamy pod domem poradnię Psychologiczno - Pedagogiczną więc postanowiliśmy się do niej udać.
    Tam Pani od razu nam powiedziała że podejrzewa autyzm. Dalej poszło już szybko, decyzja o wczesnym wspomaganiu rozwoju dzięki czemu już przed drugimi urodzinami zaczął terapię. Teraz ma nie całe 3 lata i właśnie poszedł do przedszkola w Fundacji Jaś i Małgosia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. hej, a ja myślałam, że to mój znajomy Mariusz z olsztyna odzywa się na blogu, a tu tata Dominika. Zazdroszczę Wam Poradni psychologiczno - pedagogicznej. My byliśmy w trzech i w każdej uznano, że Józek nie ma autyzmu. W każdej od początku musieliśmy opowiadać historię Józka

      Usuń
  5. Argumenty lekarzy są powalające,Szymka przestałam szczepić, Magdalena niestety swoje dostała, dlatego od kilku miesięcy na Facebooku udostępniam wszelkie informacje dotyczące szczepień razem ze Znajomymi Terapeutami, aby ostrzec Rodziców, lekarze za swoje słowa nie odpowiadają, a nasze Dzieci są tylko dla nich kolejnym krzyżykiem w rubryce szczepień w statystykach, Nikogo nie obchodzi co będzie. Na przestrzeni tych kilku lat spotkałam słownie- dwóch Pediatrów niechętnym tym szczepieniom "lepszymi" i jakimikolwiek szczepionkami!!! Na szczepienie dziecko musi być gotowe silne- dokładnie przebadane... a Rodzic musi wiedzieć o konsekwencjach, aby mógł podjąć decyzję!!!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. to też moje marzenie - przebadane dziecko przed szczepieniami!

      Usuń
  6. Dziękuję Ci Bogusiu, za wyśmienitą pamięć i plastyczny opis naszej historii z diagnozą Józka.
    Pozdrawiam, Jarek

    OdpowiedzUsuń
  7. w naszym (starszym) pokoleniu przechorowywaliśmy świnkę ,odrę i różyczkę-nie spotkałam komplikacji ,koledzy mieli potem dzieci ;odra nikomu nie poraziła układu nerwowego.Ale w telewizji widziałam ciężkie porażenie po odrze.To trudno tak z powietrza,bez statystyk.
    W ostatnim tygodniu usłyszałam w radio,że (wg najnowszych badań ameryk.)autyzm jest chorobą genetyczną-jakiś niedobór aminokwasów.To temat rzeka,jak margaryna czy masło?...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Znowu się nie podpisałam.
      To dopiszę -ja się szczepień dziecka zawsze bałam.W mojej rodzinie komplikowała się grypa,b.poważnie -dalej nie szczepimy,w grypie podajemy antybiotyk.Małgorzata

      Usuń
    2. Odnośnie genetycznego podłoża autyzmu.
      Genetycy poszukują statystycznie istotnych różnic w genach między osobami autystycznymi i ich najbliższymi krewnymi (chodzi o najlepszą zbieżność genów). Osobiście skłaniam się do teorii która mówi o przypadkowych uszkodzeniach genów, które zwiększają prawdopodobieństwo zaistnienia schorzeń, które prowadzą do spektrum zaburzeń autystycznych (SZA). Dalszymi konsekwencjami przyjęcia tej teorii jest wniosek, że w zależności od stopnia uszkodzenia genów, mamy zarówno całe spektrum zaburzeń autystycznych, jak również większą lub mniejszą podatność na czynniki niegenetyczne, które w pewnych szczególnych przypadkach mogą wpływać na rozwój w kierunku SZA. Oczywiście są to wyłącznie moje osobiste dociekania (nie jestem lekarzem-genetykiem-klinicystą).
      Pozdrawiam, Jarek Budny

      Usuń
    3. Szkoda,że nie jesteś lekarzem-genetykiem-klinicystą.Może wszystko przed Tobą?Ja myślę ,że lekarze powinni chyba najpierw kończyć studia ścisłe a potem dołączać medyczne:)
      Małgorzata

      Usuń
    4. W polskich warunkach kształcenie lekarza ze specjalizacją trwa minimum 9lat (6 lat studiów + minimum 3 lata specjalizacji). Mam 42 lata prosty rachunek daje nam 51 lat. W tym wieku rozpoczynać start kariery zawodowej? Hm .... niech pomyślę. Chyba wylaliby mnie ze studiów po pierwszym roku ze względu na egzamin z anatomii. Dodatkowo problemem są obowiązki rodzinne np zapewnienie bytu. i.t.d. i.t.p. Wniosek ten kierunek rozwoju jest nierealny.
      Jarek

      Usuń
    5. Wiem,wiem,wiem...A jednak mi żal...Małgorzata:))))

      Usuń
    6. Wiekszosc lekarzy sie nie doksztalca, nie czyta nowych badan, wie tyle, ile nauczyli sie na studiach i ile dowiedzieli sie od przedstawicieli firm farmaceutycznych, wiec lecza nas i nasze dzieci tak jak umieja. Moj Kamil choruje tez na rzadka chorobe mastocytoze, o ktorej niektorzy lekarze nawet nie slyszeli, wiec jak maja go leczyc, czasami mam wrazenie, ze wiem wiecej od nich bo ciagle szukam, czytam, jestem biologiem molekularnym, wiec mam to na co dzien i cos niecos wiem, ale i tak nie pomoglo mi to przed zaszczepieniem Kamisia szczepionkami skojarzonymi, DTP, EUVAXem, MMR, bo ufalam lekarzom, teraz na nic go juz nie zaszczepie (nie jestem przeciwniczka szczepien, tylko zwolenniczka rozsadku). Obecnie pewne jest, ze mastocytoza i autyzm sa powiazane, ale jak powiedzialam o tym lekarzowi, to patrzyl na mnie jak na kosmitke.

      Usuń
    7. pewien lekarz powiedział, że jak nie zna się przyczyny choroby, to najlepiej przyjąć, że jest "genetyczna"... (Niestety nie pamietam, gdzie to przeczytałam) Renata

      Usuń
    8. ...i brzmi naukowo...i trudno to sprawdzić...

      Usuń
  8. Aspik nie stał się aspikiem po szczepionkach ale duuużo na temat szczepień słyszę. Od jakiegoś czasu wydaje mi się, że mniej jest dzieci autystycznych od urodzenia niż poszczepiennych.
    Zaraz pewnie ktoś na mnie naskoczy: jak to od urodzenia? Niemożliwe, to na pewno po szczepionce w pierwszej dobie itp. Gdybyście zobaczyli mojego Aspika zaraz po urodzeniu rozglądającego się po sali to byście zrozumieli. Nam wytłumaczenie jego zachowania zajęło ponad cztery lata. Gdyby nie mówił pewnie zajęłoby znacznie mniej. Aspik po prostu zawsze był inny.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aspik to książkowy Aspik! ja zawsze myślałam, że autysta jest inny od urodzenia

      Usuń
  9. Ah czytam wpis i zauważyłem brak jednego szczegółu: mianowicie Józio otrzymał szczepionkę MMR bezpośrednio po przebyciu serii kuracji antybiotykowych związanych z zapaleniem oskrzeli i płuc. Odstęp między kuracją, a szczepionką ok tygodnia może dwóch.
    Pozdrawiam, Jarek

    OdpowiedzUsuń
  10. Fakt, dużo się słyszy o tej nieszczęsnej MMR, sama miałam wielkie obawy idąc z synem na to szczepienie :/ Zastanawiam się skoro jest to szczepienie obowiązkowe, czy są jakieś konsekwencje wynikające z nie szczepienia dziecka?

    Ciekawi mnie też czy autyzm zawsze objawia się już u dzieci czy jest to możliwe, że można "zachorować" jako dorosła osoba?

    Podziwiam Was, że się zdecydowaliście na więcej dzieci wiedząc o autyzmie Józka - ja bym się chyba bała, że nie dam rady.

    Pozdrawiam serdecznie!
    Sonia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Obowiązkowe, znaczy tyle, że państwo ma obowiązek. Podrzędne instytucje (przychodnie) są rozliczane przez nadrzędne (sanepid) i dlatego te podrzędne naciskają na rodziców, przypominając o terminach, jednak to rodzice odpowiadają za ewentualne skutki szczepienia bądź nieszczepienia dziecka.

      Co do objawiania się autyzmu to nie znam przypadków "zachorowania na autyzm" w wieku dorosłym. O dorosłych mówi się, że autyzm nie został wcześniej zdiagnozowany, albo szuka się innej przyczyny, choroby powodującej odjawy podobne do autyzmu. Tak to sobie wyobrażam.

      W przypadku diagnostyki dzieci najpierw wyklucza się znane choroby, których skutki są podobne do spektrum zaburzeń autystycznych. Jednakże choroby te są zdefiniowane i da się je leczyć. Gdy spektrum zaburzeń autystycznych nie daje się wytłumaczyć znanymi chorobami, to stawia się diagnozę autyzm wczesnodziecięcy, zespół aspergera, lub inne podgrupy ze spektrum zaburzeń autystycznych.

      Pozdrawiam, Jarek Budny

      Usuń
    2. Jarek - ty lepiej załóż jakiegoś bloga naukowego! widzę, że komentarze to już za mało...

      Usuń
  11. Nasz synek zareagował identycznie na szczepionkę MMR. Również dostał ją po długiej chorobie, w odstępie dwóch tygodni od zakończenia kuracji antybiotykiem. Obecnie ma dwa lata i jesteśmy w trakcie diagnozowania.
    Synek jest wcześniakiem, ale wszystkie szczepionki dostawał zgodnie z kalendarzem. Kiedy miał rok poszedł do żłobka i zaczął dużo chorować. Zwykłe przeziębienie ciągnęło się bardzo długo, potem wysoka gorączka pomimo antybiotyku, szpital. Lekarze nie byli w stanie określić, co dziecku było. Po powrocie do domu synek dalej dostawał antybiotyk. Poszliśmy do przychodni na kontrolę. Lekarka nie wystawiła zaświadczenia do żłobka, bo dziecko nie do końca zdrowe. Po dwóch dniach przyszliśmy znowu. Tym razem lekarka chciała "przy okazji" zaszczepić synka na odrę świnkę i różyczkę. Nie zgodziłam się, gdyż nie minął nawet tydzień od zakończenia podawania antybiotyku. Lekarka marudziła, że pójdzie do żłobka to znów będzie chory i wszystko się przeciągnie w czasie. Uparłam się, że skoro zalecane są minimum 2 tygodnie odstępu to wcześniej się nie zgodzę.
    Na jeden dzień po szczepionce synek zaczął się "zawieszać". Patrzył gdzieś nieobecnym wzrokiem przez chwilę i jakby wracał do rzeczywistości. Byliśmy bardzo wystraszeni, tym bardziej, że ja zawsze miałam sceptyczne podejście do szczepionek.
    Po trzech dniach dostał biegunki, wymiotował. Wieczorem zaczął się przelewać przez ręce, więc pojechaliśmy z nim do szpitala. Tam stwierdzili, że to rotawirus. Jedno co to rzeczywiście synek miał rotawirusa, wyszło w badaniach...Z drugiej strony badania miał zrobione dopiero po tygodniu pobytu w szpitalu, kiedy nie było poprawy i równie dobrze tego rotawirusa mógł złapać już będąc w szpitalu. Nie wiem. W każdym razie wtedy odetchnęliśmy, że to "tylko" rotawirus.
    Po powrocie do domu długo dochodził do siebie, słaniał się na nogach (nie chodził jeszcze, ale upadał przy raczkowaniu).
    Miesiąc później zauważyłam zachowania, które wydawały mi się dziwne - specyficzne wędrówki po ściśle określonej drodze w zupełnie absurdalnym celu.
    Z drugiej strony mam świadomość, że synek był w grupie ryzyka (wcześniactwo, hipotrofia). Już w niemowlęctwie mniej się uśmiechał niż inne dzieci.
    W kwestii szczepionek jeszcze - po ostatniej dawce Infanrixu synek dostał prawie 40 stopniowej gorączki. Gorączka szybko przeszła, ale pojawiła się wysypka, której na początku nie wiązaliśmy ze szczepionką. Wyglądała jak alergia pokarmowa. Synek zupełnie stracił apetyt, pomimo i tak niskiej wagi zaczął chudnąć. Trwało to około 3 miesięcy i przeszło po odstawieniu jajek.
    Przepraszam za tak długi wpis. Chciałam opisać naszą historię, bo jest bardzo podobna do historii Józia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. przeczytałam Twój wpis kilka razy i za każdym razem ze wzruszenia nie mogłam doczytać go do końca...dziękuję

      Usuń
  12. Witaj, czytam to i czytam, i nie mogę uwierzyć. Jestem studentką ostatniego roku psychologii i bardzo chcę wierzyć, że ludzie wykształceni, mający zawodowy kontakt z dziećmi jednak biorą na poważnie to co niepokoi rodziców. Dobra diagnoza pozwala ruszyć z miejsca. Oczy przecieram ze zdumienia, że u specjalistów od neurologii nie znaleźliście wsparcia, skierowania do neuropsychologa bądź psychologa pracującego z dzieciakami z CZR. Mądrość i przeczucia rodziców to coś więcej niż tylko intuicja, głęboko w to wierzę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Lekarz to też człowiek! Przechodzący wypalenie zawodowe, w historii mający dużo różnych przypadków, czasem hipochondryków.
      Lekarz to tylko człowiek - reagujący podświadomie na sygnały, które wysyła druga osoba. Zauważyłam, że gdy wchodzę do gabinetu zmęczona, zgarbiona, ledwo składam zdania po nieprzespanych z chorym dzieckiem nocach - jestem postrzegana jako matka przesadzająca i raczej wymyślająca coś.
      A to już dla mnie przypomnienie, żeby się w końcu wyprostować i przestać się garbić

      Usuń
  13. Dziękuje się za dzielenie przez was informacjami.
    Jedną rzecz powiedzianą tu chciałbym podkreślić, lekarze to też ludzie, też się uczą. A skąd się uczą? głównie od "autorytetów", które produkują wyniki prac naukowych. Jak powstają prace naukowe? można by w ten temat wchodzić coraz dalej i w efekcie trafialibyśmy na coraz więcej ludzi związanych z przemysłem farmaceutycznym. To nie jest tak, że oni nas oszukują, to jest tak jak z rejestrowaniem NOP w Polsce - poziom zerowy. Na działania, które nie są w interesie koncernów na pewno nie łatwiej znaleźć fundusze. Jak choćby rejestrowanie NOP, nie ma kampanii wśród lekarzy, które by to promowały lub nagradzały rzetelność. I skąd Ci biedni lekarze mają się uczyć.

    OdpowiedzUsuń
  14. Autyzm w standartowej klasie

    Pytanie: W tych szkołach, gdzie wraz ze zwykłymi dziećmi uczą się autyści, bardzo często występują konflikty pomiędzy szkołą i rodzicami zwykłych dzieci, którzy nie chcą, aby ich dziecko uczyło się w tej samej klasie co autyści. Jak wytłumaczyć takim rodzicom, że należy to przyjąć w prawidłowy sposób?

    Odpowiedź: Rzecz w tym, że nie jest to problem rodziców, a naszego systemu edukacji, który nie niesie ze sobą elementu wychowania. Niestety, my nie wychowujemy ludzi, a zajmujemy się edukowaniem małego człowiek-automatu, z którego potem będzie robot, śruba jakiegoś systemu.

    Ucząc dziecko, szkoła nie wychowuje go na człowieka będącego w stanie prawidłowo komunikować się z innymi, współdziałać z nimi, budować siebie, rodzinę, społeczeństwo, świat. Szkoła nie ma takich możliwości, sił i specjalistów.

    Dlatego nie możemy apelować do rodziców, aby oni spojrzeli na wszystko trzeźwym spojrzeniem i zrozumieli, że obecność autysty w klasie-wręcz przeciwnie- daje wszystkim innym możliwość w inny sposób spojrzeć na świat, na społeczeństwo, nauczyć się współpracować z różnymi ludźmi.

    Nie rozumieją oni, że wszystkie dzieci w klasie zyskują tylko, że obok nich znajduje się takie dziecko, bo ono wymaga wzajemnej relacji z innymi, one powinny jemu pomóc. Ogólnie rzecz biorąc, jest to poważny społeczny atut w grupie uczniów.

    Ale współczesna szkoła zbudowana jest całkowicie na innych zasadach, dlatego w niej nie jest pożądane pojawienie się przyczyn, które utrudniają jej „proces produkcyjny”, kiedy w maleńkiego człowieczka wciska się maksimum wiedzy. Więcej niczego się od niego nie wymaga, tylko być dobrym egoistą, konkurować z wszystkimi, ignorować innych, ty powinieneś być pierwszy.

    I do kogo z tym możemy się odwoływać? Do rodziców? Rodzice wychowali się w taki sam sposób, jak ich dzieci – żyją w tym samym świecie, dlatego tutaj jest konieczna poważna podstawowa przemiana.

    M.Laitman

    OdpowiedzUsuń