środa, 12 września 2012

dzień 178.

- dlaczego chodzisz w takiej dziwnej koszulce? - zapytał mnie Józio i wyszedł z kuchni, nie czekając na odpowiedź. W każdym innym przypadku oburzyłabym się, gdyby ktoś skrytykował moją ulubioną koszulkę z lemurem z "Pingwinów z Madagaskaru", ale na Józka nie potrafię się gniewać. Zwłaszcza, że używanie słów przychodzi mu wciąż z trudem i zdarza się, że nie potrafi ułożyć w zdania tego, co chciałby przekazać.
Wieczorna rozmowa z tatą świetnie pokazuje, jak Józio codziennie zmaga się ze słowami.
Gdy tylko wszedł do pokoju, przyjrzał się Jarkowi i powiedział:
- czy idziesz tato do...
a potem zabrakło mu słowa i wyszedł z pokoju.
Za chwilę wrócił, popychany lekko przeze mnie:
- będziesz szedł tato, gdzie...?
zaczął, ale już go nie było.
Moja ciekawość wzrosła, zawsze mnie interesuje to, co Józek wie o nas, o naszych  planach, obowiązkach, naszym planie dnia. Gdzie Józek tak późno wysyłał tatę? Wepchnęłam go znów do pokoju.
Jarek popatrzył na nas stojących przy drzwiach, na mnie popychającą Józka i zdziwił się:
- czy Ty chcesz o coś mnie zapytać, Bogusiu?
- nie, ja tylko jestem ciekawa, co powie Józek...
- idziesz już spać, tato? - akurat w tym momencie Józkowi przypomniała się odpowiednia konstrukcja słowna "iść i spać", ale znów wyszedł, nie czekając na odpowiedź. Pytania Józka nie są tak naprawdę pytaniami, znak zapytania używany jest przez niego ozdobnie na końcu prawie każdego ze zdań. A co do planu dnia to upewniłam się kolejny raz, że to właśnie Józek najlepiej jest zorientowany w zwyczajach i nawykach każdej z osób, także tych związanych z zasypianiem. 
Józio ostrożnie dobiera słowa, często w pamięci szuka ich sensu i powiązań - nawet taki zlepek potoczny jak "chodzenie spać" może mu sprawić problem. Na wyjaśnienie, dlaczego moja koszulka jest według niego dziwna mogę jeszcze długo poczekać...
Kochani, za kilka dni minie pół roku, odkąd piszę blog o Józku - a ja właśnie zaliczyłam swój pierwszy kryzys twórczy. Próbowałam napisać ten post już wczoraj wieczorem, nawet zasnęłam na klawiaturze, ale w niczym mi to nie pomogło. Tłumaczy mnie tylko rotawirus, którego już przeszłam i po którym nie ma już śladu. A teraz wrzucam jak najszybciej posta. Koniec z twórczymi niedomaganiami! Wszyscy czekają na wieści o Józku.

12 komentarzy:

  1. ja mam kryzys twórczy od dłuzszego czasu :( nie daj się! Szczególnie, że świetnie piszesz, czasami wydaje mi się, jakbym tam gdzieś koło Was była!

    Nie wiedziałam, że dzieci z autyzmem mają taki problem z układaniem zdań :( ale widać, że każdego dnia stawiają kroki do przodu. Józek się bardzo stara! Pozdrowienia dla Was!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Każdy autysta jest inny i ma inne problemy. Problemy te generalnie związane są z przetwarzaniem szeroko rozumianej informacji (wzrok, słuch, dotyk, smak, węch) docierającej z i wysyłanej do otoczenia.
      Z naszych obserwacji wiemy, że Józek ma problem ze zrozumieniem słyszanych słów. Przez długi czas słyszane przez niego słowa były odbierane jak bełkot (tak to sobie wyobrażam). Z tego powodu zasób słownictwa biernego (słyszanego i rozumianego) był praktycznie żaden - nie mówiąc już o słownictwie czynnym (używanym w mowie). Braki w rozumieniu słownictwa w tamtym okresie Józio rekompensował doskonałym analizowaniem kontekstu sytuacyjnego. Obecnie jest już o wiele lepiej. Osobiście postrzegam to jako cud.
      Pozdrawiam, Jarek Budny

      Usuń
  2. To i tak jest godne podziwu, że przez pół roku dzień w dzień znajduje Pani siłę, czas i ochotę na pisanie! :) A my czytelnicy oczywiście codziennie czekamy na wieści o Józku.

    Pozdrawiam
    Sonia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. akurat wczoraj dostałam bardzo dużo przyjemnych komentarzy o blogu i dużo wsparcia... a potem usiadłam przed pustym szablonem i nic - pustka w głowie.

      Usuń
  3. Ja się uzależniłam:)
    Józio może mało mówi,ale swoje wie...
    A pisanie coś Józiowi ułatwia,czy odwrotnie? Małgorzata

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. jeśli chodzi o pisanie, to Józek tylko przepisuje to, co widzi, nie układa sam zdań. Jeśli coś jest krzywo napisane, to on to tak samo odwzoruje.
      Ja też się uzależniłam od Was wszystkich, stąd moje wczorajsze ślęczenie nad pustym szablonem blogu trochę mnie zmartwiło

      Usuń
    2. Wena czasem ucieka,ale nam wystarczy napisać ,jakie słowo przekręciła Ela i też będzie dobrze,i wesoło:)
      Jeśli zechcesz,napisz kiedyś jak to się zaczęło z dino:)Małgorzata

      Usuń
  4. Wena odchodzi i wena przychodzi. Nie ma co się przejmować. U Ciebie życie samo pisze scenariusz i nie ważne czy będą to dwa zdania czy dwadzieścia, zawsze ciekawie się to czyta :) A tak z innej beczki to ostatnio byłam w hipermarkecie i wystawili kosz "wszystko za 2zł" a tam szkielety dinozaurów do składania. Od razu pomyślałam o Józku :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. a śmialiście się - co niektórzy - z tych wszystkich trudnych nazw dinozaurów...zaczyna się niewinnie rozpoznanie szkieletu w supermarkecie, potem nazwy, a jeszcze kiedyś zorganizujemy wycieczkę do parku dinozaurów.

      Usuń
  5. Właśnie czekają mimo swoich kłopotów, czekają i chcą wiedzieć co u Dużego Twórcy :-) wracaj do sił, też żałuję, że nie jestem z Wami w Olsztynie Ty, Wanda, szkoła i pewnie więcej fajnych Ludzi i bliżej do Małgorzaty :-), ale daleko do Mariki, Frania, Julki ... będzie dobrze :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witam,Bogusiu twoje codzienne wpisy to wspaniała lektura:)
      Zobacz już minęło pół roku,a na początku wydawało się że zabraknie Ci tematów,a one się mnożą i mnożą:))) Czasami kiedy wena Cię opuszcza wstaw tylko rysunek Józka ,albo zdjęcie kogoś z rodziny i też będzie dobrze:)
      Życzę oby ten cud Józka trwał i rozwijał się,pozdrawiam :W:

      Usuń