wtorek, 11 września 2012

dzień 177.

Czy poranek w roku szkolnym może być czasem wolnym od pośpiechu i napięć? Może być, ale nie w naszej rodzinie. Nie chcąc spóźnień w żadnej z dwóch szkół, przedszkolu i pracy od rana pokrzykujemy, budzimy, sadzamy tych najbardziej zaspanych na przeciwko zupy mlecznej. Niektórzy na wpół śpiący biegną do sklepu po bułki, inni próbują dyskutować o jeszcze kilku minutach snu. Śniadanie, ubranie i do samochodu - i  tak każdego ranka. Rodzinną rozmowę przy śniadaniu odkładamy na lepsze sobotnio - niedzielne czasy. Tylko czasami w nasz schemat wkrada się coś, co zmienia nasz poranek - i nie powiem, że na lepsze. 
Zamiast kończyć kanapki i wołać:
- odliczam pięć minut do wyjścia! - próbowałam dziś rano o własnych siłach dotrzeć do łazienki. To tylko rotawirus, ale naprawdę o gorszej porze nie mógł się pojawić.
- mamo - do szpitala! - zainteresował się moją białą, spoconą twarzą Józek.
Jakaż ja byłam dumna z niego w tej chwili. Poprawnie zinterpretował sytuację społeczną i podał jej rozwiązanie. W dodatku ta jego ufność Służbie Zdrowia... zawsze mnie wzruszy, choć aż takiego zaufania nie podzielam.
 - zjesz antybiotyk - kusił mnie dalej Józek. Nie przestawał się przy tym ubierać. Jako pierwszy wstaje i zawsze pierwszy wychodzi z domu. Teraz też można by zegarek ustawiać według tego, o której godzinie zakładał buty.
- przy wirusie nie podaje się antybiotyku - wyksztusiłam i dostałam się w końcu do łazienki. Dalsze rozmowy o antybiotykach przełożyłam - z przyczyn naturalnych - na późniejszą porę.
Dopiero ubiegłej zimy, podczas zapalenia ucha, Józek po raz pierwszy przyjął bez problemu antybiotyk w płynie. Do tematu połykania tabletek na razie nie wracamy po wielu nieudanych próbach. Na jego wyobraźnię niesamowicie podziałały opowieści o ginących bakteriach, zarówno dobrych, jak i chorobotwórczych. Nalegał, abym powtarzała mu wiele razy dziennie o wyjałowieniu organizmu w wyniku działania antybiotyku  - zachwycił się tym obrazem od razu i o probiotykach, które zapobiegają rozmnażaniu się grzybów w organizmie. Co za ulga dla mnie móc tak rozmawiać z Józkiem. Gdy wcześniej nie rozumiał, co mówimy do niego każde podawanie lekarstw odbywało się przy pomocy dwóch osób, łyżeczki, strzykawki i modlitwy o to, by w walce z nami nie zadławił się wypluwanym płynem.
Tej ostatniej zimy po prostu przełykał z niesmakiem lekarstwo, mówił:
- ha! do widzenia wszystkie bakterie - i wychodził spokojnie z kuchni. Po drodze obliczał, ile dawek leku jeszcze zostało, a ile probiotyku.
Nic dziwnego, że mnie dziś też zaproponował kurację, która wyleczyła wtedy jego uszy. Na szczęście obyło się bez szpitala i antybiotyku. Mogę szykować się do jutrzejszego pełnego pośpiechu poranka, z nadzieją na to, że rotawirus nie zaatakuje z samego rana następnej osoby.

8 komentarzy:

  1. wszystkie wredne bakterie-sio! z Waszego domu!!!
    Dzisiejszy wpis to sporo optymizmu dla mam młodszych autystów.Zdrowiej.Małgorzata

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. jednodniowy rotawirus - jestem już na pełnych obrotach od rana

      Usuń
  2. No tak, Bogusia nie daj się- wracaj do zdrowia, a poranny pośpiech znam, a tutaj Magdalena np.: nie ma ochoty się ubrać, a Szymek się obraził, a ja nie mam siły podnieść nawet jednej powieki...
    Łykanie tabletek- mimo terapii odruchów twarzy problem łykania tabl. u nas też istnieje, mimo, iż Magdalena leków bierze codziennie mnóstwo,
    głos oddany- dzisiaj dopiero rano, zasnęłam wczoraj przed północą :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. a jak sobie radzisz z podawaniem leków Magdzie?
      klik klik głosuję na Twojego bloga

      Usuń
  3. To zdrowka zycze, oby wirus sobie juz od Was poszedl! O, to poranne wstawanie, podziwiam, ze potrafisz ogarnac cala czworke, ja z jednym czasem nie daje rady, jak humorek nie dopisze. U nas Kamis od niemowlaka dostawal rozne syropki, wiec lekarstwa i mikstury to dla niego normalka, ale tabletek wciaz boje sie mu podawac. Pozdrowienia!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wirusa już nie ma! poranne wstawanie było zawsze dla mnie okropne, czy miałam jedno dziecko, czy więcej.

      Usuń
  4. Witam!
    Trafiłam na Pani blog parę dni temu...i od tego czasu wypełniał on moje wieczory. Dzisiaj skończyłam doczytywać wszystkie wcześniejsze wpisy i w końcu mogę napisać, że ma Pani wspaniałą rodzinę, dar do pisania i oczywiście uroczego Józka. Wcześniej nie wiele wiedziałam o autyzmie oprócz oczywiście znanych mitów na ten temat. Podziwiam Pani zdolności organizacyjne i cierpliwość przy tak licznej rodzinie - na prawdę dla mnie wzór do naśladowania. Ma Pani rację Józka nie da się nie kochać - ja już go pokochałam i wypełnia On ostatnio moje myśli :) Teraz z niecierpliwością czekam na kolejne wpisy! Pozdrawiam z Gdańska - Sonia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dziękuję za ten wpis! chyba będę sobie takie komentarze czytać w momentach lekkiego załamania...

      Usuń