sobota, 1 września 2012

dzień 167.

Wylałam dziś niechcąco i niezdarnie malinowy koktajl na podłogę.
Wiadomość w szybkim tempie obiegła dom. Przyczynił się do tego Staś. Gdy tylko zobaczył, że wlewam do jego szklanki przepyszny koktajl podskoczył z wrażenia. Ale to, co zdarzyło się później przewyższało atrakcję szklanki z piciem. Krzywo postawiłam kielich miksera na blacie i już za chwilę na podłodze było malinowo i mokro. Staś szybko pobiegł zrelacjonować to innym domownikom:
- a wiesz, że mama wylała koktajl na podłogę? - wpadł do pokoju taty.
- mogłeś mi tego oszczędzić, Stasiu - sapnęłam cicho,
- Józio, Józio! Mama wylała koktajl, wszędzie jest mokro!
- to smutne - stwierdził Józek, który zjadł może jedną malinę w życiu, kiedyś w lesie.
- Jasiu, Jasiu! Jeszcze nie wiesz, co mama dziś zrobiła! - rozległo się w następnym pokoju. 
Józio tylko na chwilę dał się Stasiowi oderwać od swoich poszukiwań w komputerze. Gdy tylko nadchodzi jego kolejka do komputera, wyznaczona godzinowo, wraca do gorączkowych poszukiwań ciekawego tematu do rysowania. Od dziś zainteresowały go prehistoryczne oceanaria i niemieckie parki z dinozaurami. Dlaczego akurat niemieckie? Takich spraw naprawdę nie rozumiem. W każdym razie dziś po raz pierwszy powiedział słowo w języku niemieckim: Germendorf. Ten sam Józek, który do tej pory dostawał białej gorączki na myśl, że oprócz języka polskiego istnieje jeszcze język angielski. Nie chciałam mu łamać serca, podając liczbę języków na świecie, ale i tak musiał się kiedyś o tym dowiedzieć. Teraz sam dorósł do takiej wiadomości i przyjął to jako coś normalnego i potrzebnego w świecie... dinozaurów. Zaakceptował istnienie języka niemieckiego, inne dialekty oraz języki muszą jeszcze poczekać.
Sobota bywa ciężka, nie tylko wtedy, gdy koktajl leje się po podłodze. Właśnie zasiadaliśmy do pisania planu dnia, w którym chcieliśmy umieścić ciężkie prace związane z wierceniem ścian i sprzątaniu po tym. Przerwał nam Józek, który podszedł do nas mocno szarpiąc za zęba mlecznego. 
- boli! chcę narzędzi do wyrywania!
Ząb się ruszał.
- za śliski, nie wyrwę - stwierdził Jarek.
Podeszłam do Józka i jednym ruchem wyjęłam mu zęba z buzi. Ucieszony pognał do pokoju, żeby ząb schować pod poduszką. 
Za chwilę był już przy mnie:
- jeszcze jeden ząb boli!
Obejrzałam po raz kolejny jego buzię. Obok wyrwy, do której się przyczyniłam tkwił ząb. Duży ząb, który się ruszał. 
 - czy to stały ząb? - zapytałam Jarka.
Oboje popatrzyliśmy na siebie z paniką w oczach. Czy Józek był zdolny do tego, aby rozruszać stały ząb? Czy to w ogóle możliwe? Moja wiedza dentystyczna nie wzrosła po wyczynie wyrwania zęba Józkowi. Za to wiedziałam, że Józek ze swoją siłą i brakiem odczuwania tej siły był zdolny do wszystkiego.
- pogotowie dentystyczne! - oboje krzyknęliśmy.
Józek dostał zakaz szarpania za zęba i pobiegł szybko za tatą do auta. 
Moja wyobraźnia podsuwała mi obraz Józka, który siedzi z odrutowaną szczęką. A następnie Józka, który druty zdejmuje. Sam. Nie mogłam pozbyć się tej myśli. Zdenerwowana jeździłam z Elą w wózku wokół bloku czekając na telefon od Jarka.
- to mleczak, tylko bardzo duży, wygląda jak stały! - usłyszałam, gdy już telefon zadzwonił.
Na trzęsących się nogach wróciłam do domu, jeszcze powtarzałam sobie w myślach wiadomość od dentysty, że nie można sobie rozhuśtać ręką zęba stałego!
Jarek opowiedział mi później, że od wejścia na pogotowie pokazywał wszystkim legitymację o niepełnosprawności Józka. Różnie lekarze reagują na zachowania Józka. W Polsce nie istnieje legitymacja osoby z autyzmem, która wyjaśniałaby, jak może zachować się Józek i inni autyści. Na dzień dzisiejszy musiał wystarczyć kawałek papieru z napisanym kodem, który nikomu nie wyjaśni, dlaczego Józek mówi o sobie w rodzaju żeńskim, dlaczego nagle zamyka oczy, gdy patrzy na nieznaną mu osobę i po co właściwie rzuca się na ziemię. 
Jarek trafił dziś na lekarzy, który zainteresowali się kodem na legitymacji, podpytali z ciekawością o autyzm, a w nagrodę obejrzeli film w komórce Jarka pokazujący pływającego Józka na basenie.
Na koniec dnia, gdy po malinach nie było już śladu zobaczyłam na stole w kuchni zostawiony karton z mlekiem. Do stołu zbliżała się Ela, dla której wylanie mleka na ziemię nie stanowi żadnego problemu, a tylko satysfakcję.
- Jasiek - nie zostawiaj mleka na stole, wiesz, co wtedy będzie?!
- wiem, będzie koniec świata! - odparł Jasiek.
Józek nie siedział z nami w kuchni, tylko na łóżku pilnował swojego zęba pod poduszką. Jak zwykle jego słuch absolutny go nie zawiódł:
- co, koniec świata!? mamo, ale nie będzie końca świata?
- dobranoc Józku
- mamo, czy ty mnie słyszysz?
- dobranoc!

7 komentarzy:

  1. sobota to ciężki dzień, ja czekam :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. koniec wakacji, dzieci będą do południa w szkole, w końcu zacznę pisać posty wcześniej niż o północy

      Usuń
  2. O rany rzeczywiście tragiczny dzień, ale idź odpocznij Bogusiu jutro/rano/ nowe wyzwania.
    Dobrze, że to tylko mleczak a nie koniec świata :-)
    Cieszę się, że piszesz, piszesz wspaniale, choć życie w chaosie jest trudne.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. zwykły mleczak a tak mnie przestraszył! bardziej niż koniec świata! priorytety mi się posypały...

      Usuń
  3. Czy to był Twój debiut dentystyczny?Wszystko przed Tobą-tyle jeszcze mleczaków w domu:)
    Jak mamy sobie zasłużyć na filmik z basenu?
    Spokojnej niedzieli!Malgorzata

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. debiut,po raz pierwszy zastosowałam znajomość zasady dźwigni! Bez szarpania i ciągania. Mleczaki, kto je zliczy w naszym domu? Film bardzo chciałam wrzucić już dziś, ale jest na komórce Jarka, szkoda mi go było budzić w nocy. Koniec z nocnym pisaniem postów, nareszcie będę miała trochę czasu dla siebie w dzień gdy rozpocznie się szkoła. Za to popołudniowe odrabianie lekcji z dziećmi szybko sprawi, że zatęsknię do wakacji.

      Usuń
    2. Witam,widać artykuły w gazecie dają efekty:) zainteresowanie autyzmem,tak sobie tłumaczę zachowanie lekarzy dentystów.
      Widocznie rozlanie przez Ciebie czegokolwiek jest taką rzadkością,że Staś postanowił o tym epokowym zdarzeniu poinformować całą rodzinę;)
      "Końca świata nie będzie"- słowa Wojtka,tego się trzymam. :W:

      Usuń