poniedziałek, 27 sierpnia 2012

dzień 162.

"...ryk, kwik, wycie - co za hałas! Noe  modli się o cud!" - te słowa najbardziej utkwiły mi ze wszystkich przeczytanych moim dzieciom książeczek. Może dlatego, że w opisach Arka Noego z hałasującymi pasażerami najbardziej przypomina mi mój dom. Hałas i krzyk to codzienność przebywania z autystą. Józek krzyczy, gdy wypadnie mu z ręki surowe jajko. Potem krzyczy, gdy dostaje szmatę do wytarcia podłogi. A potem słyszymy jeszcze jeden krzyk, gdy kolejne jajko tego dnia ląduje na świeżo umytej podłodze. 
Przekonana zawsze byłam, że to Józek najwięcej w naszym domu krzyczy. Postanowiłam to dziś sprawdzić. Powtarzając sobie cicho: "...ryk, kwik, wycie, co za hałas!" zapowiedziałam chłopcom - i dziewczynie - że od tej pory będę sprawdzać, kto najgłośniej się zachowuje. Przygotowałam słój, do którego wrzucałam po każdym usłyszanym hałasie kartkę z imieniem delikwenta. Dodałam, że po tygodniu ktoś dostanie karę za hałasy (izolację na jeden dzień od komputera), a ktoś  - nagrodę za najmniejszą ilość krzyków. Nie doceniłam moich dzieci. W okolicach południa słoik zapełniał się niebezpiecznie. Skróciłam czas podsumowania wyników do pięciu dni. Pod wieczór okazało się, że po 24 godzinach słój był pełen. Można było ogłosić wyniki. Zwyciężył Staś z najmniejszą ilością głosów, tuż za nim w czołówce była Ela, a Józek wcale nie był największym przegranym, co go bardzo ucieszyło.
Przegrany - najstarszy syn - podważył sens doświadczenia ze słoikiem.
To tylko jeden dzień. Gdybym słoik postawiła kilka dni wcześniej, to jednak Józek mocą swojego krzyku pozbawiony zostałby komputera na jeden dzień. Zabrany na basen kilka dni temu przez mojego męża urządził wielką awanturę, o której pisałam już na Facebooku. Zapomniałam spakować do jego torby okularków do pływania. Józek zareagował na tę zmianę tak wielkim krzykiem, że Jarek musiał go wyprowadzić z basenu. Jeszcze w kabinie przebieralni Józek głośno wrzeszczał. Zza drzwi nagle padło od kogoś oskarżenie, że dziecko w przebieralni jest bite. Zapewniania Jarka, że Józek ma autyzm nie na wiele się zdały. Przez zamknięte drzwi nic nie było widać. Skoro dziecko tak głośno krzyczy, to chyba powodem nie może być brak okularków... Dobrze, że nie skończyło się na wezwaniu policji...
Z jednej strony to dobrze, że ludzie reagują na katowanie dzieci. Z drugiej strony szkoda, że tak mało wiedzą o autyzmie.

8 komentarzy:

  1. Ja miałam ostatnio spotkanie z autystycznym dzieckiem w pracy. Nie zrobił na mnie wrażenia, ponieważ już wiem jak takie dzieci się zachowują. Poprzestawiał co chciał i tyle :) Dzięki Twojemu blogowi i wiedzy jaką zdobyłam interesując się autyzmem takie dzieciaki nie denerwują mnie. Uważam, że trzeba uświadamiać ludzi jak się tylko da :) Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. a ja dziś dowiedziałam się, że Józek był w telewizji ogólnopolskiej. Chłopak ma przebicie - jakby go tak puścili na wizji krzyczącego, dopiero by uświadomił społeczeństwo! Cieszę się, że po czytaniu blogu zachowanie autysty jest dla Ciebie zrozumiałe.

      Usuń
  2. A Swoje karteczki policzyłaś?
    Wiesz jak wygląda zabawa "w muchę"?Dzieci w świetlicy siedzą w kółeczku cichuutko,tak żeby pani słyszała muchę :)
    Wolę Twój kipiący słój...Małgorzata

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. od wczoraj tak się starałam, że moich karteczek nie było...
      Kipiący słój - podoba mi się nazwa!

      Usuń
    2. Zapomniałam zapytać,co Staś dostał w nagrodę?Kredeczki?Małgorzata :)

      Usuń
    3. trzymam się z dala od kredek nauczona doświadczeniem. Dostał batona, co było najgorszym rozwiązaniem. Staś reaguje na słodycze nadpobudliwie, dostaje je coraz rzadziej. Dziś dostał słodką nagrodę i słoik napełnił się karteczkami z napisem Staś. Józka to tak rozbawiło, że powtarzał gromko: hahahaha!

      Usuń
  3. tak uświadamiać, nie opaskować ;-), ale krzyczący słój to świetny pomysł, ja ostatnio nagrywam wiele filmików, króciutkich i tez dziwie się ogromnie tym czego nie dostrzegam na co dzień- choroba Magdy i Jej zachowania to jedno, ale Ludzie zachowują się na prawdę dziwnie, patrzą jak na Upiora lub gorzej

    OdpowiedzUsuń
  4. Wiem, że to żadne pocieszenie, ale... to ja ostatnio się załamuję, bo nie wychodzi mi coś w wychowywaniu mojego dziecka. W porównaniu z Waszą codziennością mam totalnie z górki... Hmm... :(

    OdpowiedzUsuń