czwartek, 23 sierpnia 2012

dzień 158.

W dniu wyjazdu obudziłam się o 3:18. To nie Józek tym razem był sprawcą mojej zbyt wczesnej pobudki. Pośrodku mojego pokoju stał Staś. Krzyczał, że na jego kołdrze siedzi olbrzymi pająk. Zerwałam się z łóżka, ale Staś nie czekając na moją reakcję szybko położył się na moim łóżku i zasnął. Pająk okazał się tylko koszmarem nocnym Stasia, ale ja już nie mogłam spać.
Przede mną były trzy godziny do odjazdu. Spakowałam rzeczy, przygotowałam całą torbę kanapek, potem śniadanie dla rodziny i już trzeba było wszystkich budzić.
W przedpokoju stały gotowe do wyniesienia spakowane torby. Jak to się stało, że dwóch najważniejszych, z jedzeniem i piciem, nie wzięliśmy ze sobą? Wisiały na oparciu krzesła, gdy my w panice wracaliśmy po nie. Byliśmy już na drugim końcu Olsztyna, ale czego nie robi się dla kanapek? Natomiast pozostałe torby, które zapełniały bagażnik właściwie mogły zostać w domu. Chłopcy uparli się wziąć ze sobą komiksy do rysowania, książki do czytania, flamastry. Nie zauważyłam, żeby ktoś do tej torby podczas drogi zaglądał. Ciepłe buty na zmianę w liczbie pięciu par, kurtki przeciwdeszczowe i ciepłe bluzy - na szczęście tylko w Olsztynie rano padało, Gdańsk przywitał nas piękną pogodą. Przydały nam się za to stroje kąpielowe i ręczniki.
Gdy wchodziliśmy cicho do mieszkania po zapomniane torby, Ela jeszcze spała. Później dowiedziałam się od babć, że na znak protestu przeciwko pozostawieniu jej w domu ogłosiła strajk głodowy i nie dała się namówić na banany, chrupki, budynie ani na naleśniki.
Gdy powtórnie wyjeżdżaliśmy z miasta było już przed ósmą... 
Chyba ten spóźniony wyjazd i moje niewyspanie oraz deszczowe chmury w Olsztynie sprawiły, że powoli ogarniał nas czarny humor...
 - jest już za późno - zaczął Igor, szkolny kumpel Józka, który razem z mamą Agnieszką jechał z nami do Gdańska.
- czy Ty śpisz, czy nie żyjesz? - dociekał Józek szturchając śpiącego Staśka.
zdjęcie Jaś B.

- samochód nam się sypie - powiedział głośno Jarek, mając na myśli zauważoną rdzę na lakierze.
- oooo - przestraszyli się chłopcy.
- "potwór morski zjadł moje lody!" - zaśpiewałam dla rozluźnienia napięcia piosenkę z bajki dzieci.
- potwory morskie chyba nie istnieją - zastanowił się Igor.
Zupełnie spontanicznie zaczęliśmy bawić się w "co jest stolicą kraju? ":
- co jest stolicą Polski?
- Polska jest dużym krajem - odparł Józek w sposób doskonale znany niektórym ze studentów podczas egzaminów.
Po chwili dodał:
- Europa jest większym krajem.
- Europa jest kontynentem - poprawił go Igor, z zamiłowania geograf.
- co jest stolicą Rosji?
- ...Rosji? - Józkowa mania powtarzania ostatnich sylab nadawała grze zabawnego wymiaru.
- Moskwa - czasem rodzice byli szybsi w odpowiedziach.
- a co jest stolicą USA? 
- ...A? W Ameryce Południowej są Indianie i dżungla - znów popisał się Józek.
- co jest stolicą Włoch? 
- spaghetti - Józio nie wahał się ani chwili. - A Ziemia jest obok Księżyca.
- Księżyc krąży wokół Ziemi - uściślił Igor.
Mijaliśmy pola i łąki, miasta i wiatraki.
- jest już za późno - przestraszył się Igor.
- "potwór morski zjadł moje zoo!" - znów mi się przypomniała nieszczęsna piosenka.
zdjęcie Jaś B.
- co jest stolicą Czech?
- Praga - Jasiek spieszył się, żeby odpowiedzieć przed nami.
- Praga? - uprzejmie zdziwił się Józek - a Azja to Chiny i Indie.
- co jest stolicą Węgier?
- węgiel? jest czarny i jest czasem diamentem  - Józka komentarz rozbroił nas zupełnie.
- Stasiomania, Stasiomania - zawołał Jaś do Staśka, który właśnie otworzył oczy.
 - nie ma takiego państwa - powiedział Igor.
Podróż trwała...

12 komentarzy:

  1. "wesoły autobus"?Malgorzata

    OdpowiedzUsuń
  2. bardzo wesoły! chichotałam co chwila i tylko tłumiłam tę nieszczęsną piosenkę, która co i rusz pchała mi się na język.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Stolica Włoch-to chyba przebój wycieczki;)Małgorzata

      Usuń
    2. Oj,bardzo wesoło:) Zwłaszcza w części kulinarnej.Zaczęło się od dyskusji mojej i Jaśka na temat wyrobu niektórych produktów spożywczych.Po konsumpcji tostów z salami,Jasiek stwierdził,że wrąbaliśmy osiołka ( ponoć salami wyrabiane jest z oślego mięska).Na to, zamyślony dotychczas Józek, spojrzał na nas z ukosa ale zachował spokój.Więc rozzuchwaleni zaczęliśmy dowcipkować dalej;););) Na propozycję upolowania hipopotama i przerobienia go na kebab lub szaszłyk,Józek zareagował gwałtownym wciągnięciem powietrza w płuca i morderczym spojrzeniem,które gdyby miało moc sprawczą,ani chybi zmiotłoby mnie i Jaśka z pokładu i cisnęło w kupkę substancji organicznej produkowanej przez krowy jako efekt uboczny trawienia;););) Ale kiedy powiedziałam,że w takim razie złapiemy słonia i przetopimy jego słoninę na smalec,Józek zagotował się ze złości:D:D:D
      Pasy bezpieczeństwa,które jemu krępowały ruchy,Jaśka i mnie ocaliły przed odwetem za pogańskie bezczeszczenie celu podróży - czyli słonia:))) Na szczęście wybuch śmiechu zainicjowany przez Stasia,tak zbił Józka z tropu,że przez chwilę zastanawiał się co ma zrobić- vendetta za znieważenie celu podróży czyli słonia,czy też przyłączenie się do błazenady i wygłupów;D ? Ostatecznie wspaniałomyślnie skwitował ze śmiechem,że gadamy bzdury i nie reagował już negatywnie na pojawiające się zookulinarne propozycje;)

      Usuń
    3. o tego mi trzeba było! też chcę się pośmiać przy czytaniu, a nie tylko pisać i pisać...dzięki Aga!

      Usuń
  3. dziś wyjątkowo dwa posty zamiast wczorajszego środowego - po tych wszystkich atrakcjach po prostu po powrocie zasnęłam nad laptopem i dziś nadrabiam...

    OdpowiedzUsuń
  4. zmęczenie to normalny objaw po takich atrakcjach :-) słodkich snów zatem :-) jutro tez jest dzień :-)

    OdpowiedzUsuń
  5. ha ha ha mój syn by jeszcze dodał że jest taka planeta batonik:) czyli mars:) wesoło masz w tej podróży

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. podróż wesoła, chociaż przekonałam się podczas niej, jak bardzo dosłownie autyści biorą proste hasło "rzut beretem". Planeta batonik - o właśnie!

      Usuń
    2. Witam,mam nadzieję że ogólna wesołość w samochodzie zmniejszyła lęk Józka do "dalekich podróży".Nie myślał już,że wywieziecie Go za granicę. Humor i dobre towarzystwo czynią cuda;) pozdrawiam :W:

      Usuń
    3. Józka nawet przez chwilę nie ogarnął lęk przed oddalaniem się od domu, nie wiem, czy dlatego, że w tamtym roku był w Gdańsku i wie, czego się spodziewać po tej odległości? czy może humor czyni cuda...

      Usuń