poniedziałek, 13 sierpnia 2012

dzień 148.

Zegar stanowi dla Józka rzecz pewną i nie podlegającą dyskusji. Gdy tak siedzi i patrzy na tarczę zegara kuchennego, na którym już tylko minuta dzieli nas od godziny dwunastej, wiem, że z moich prób zmiany planów nic nie wyjdzie. Równo w południe zakłada buty na nogi, łapie klamkę od drzwi i woła:
 - idziemy do biblioteki!
Rzeczywiście w przypływie sił i chęci obiecałam mu wcześniej, że o dwunastej wybierzemy się do Planety 11, biblioteki multimedialnej. Po wielu godzinach spędzanych w szpitalu, z Elą na rękach i na niewygodnym krześle miałam ochotę na wspólne wyjście z chłopakami w celu odreagowania i rozprostowania kości. Im bliżej było godziny dwunastej moje kości i mięśnie i stawy zgodnie protestowały: nie! chcę leżeć i odpoczywać i powtarzać: nie - wszystkim spacerom! Doświadczenie życiowe uczy mnie, że z zegarem i z Józkiem nie dyskutuje się. Razem z Jaśkiem i Stasiem punktualnie wyszliśmy z domu.
Nasz spacer do biblioteki był idealnym przykładem tego, co autyści lubią najbardziej. Znana trasa, podczas której nic nie odbiegało od normy. Ulubione książki, które Józek przed wypożyczeniem oglądał szczegółowo strona po stronie, mrucząc do siebie:
 - kręgosłup szyjny, kręgosłup lędźwiowy, kręgosłup piersiowy.
Nic nowego podczas spaceru nie zdarzyło się, nigdzie nie widać było żadnych zmian, nie zdarzyła się żadna niespodzianka. Idealny odpoczynek dla autysty. Już tak byliśmy perfekcyjni, że nawet czapki Józka tym razem nie zostawiliśmy...
Monotonię spaceru zaburzyło jedynie wylewanie asfaltu. Gdy tylko zobaczyłam, że niedaleko naszego bloku wylewają asfalt, od razu zaciągnęłam tam chłopaków. Józek jako pierwszy zatkał nos i raczej ominąłby to miejsce, ale my poszliśmy w tę stronę, trochę znudzeni już tym spacerem, podczas którego nic się nie działo. Robotnicy z konewkami w rękach wylewali asfalt w szpary ulicy. 
 - jak krem - skojarzył od razu Józek i rozmarzył się, bowiem z tortów uwielbia właśnie krem wyciskany ze szprycy. Potem znów zatkał nos:
 - krem maszynowy! - uciekł czym prędzej, widocznie wystarczyło mu już zmian i nowości na dzień dzisiejszy.
Gdy zadzwonił mój telefon dowiedziałam się, że niespodziewanie dla nas wszystkich Ela wychodzi dziś ze szpitala. Żaden asfalt już nas nie zatrzymał w biegu do domu.

11 komentarzy:

  1. Chwała Bogu,czar Elusi zadziałał i zdołała przekonać personel,że najlepiej psoci się w domku;) Cieszę się;)Odpoczywajcie dziewczęta po tym "sanatorium"....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja też mam wrażenie, że to ten czar Elusi, jedna z pielęgniarek powiedziała, że przez 10 lat takiej pacjentki jeszcze nie miała...chodziło o psoty...

      Usuń
  2. czy mógłby być szczęśliwszy finał spaceru?
    Wyśpij Się wreszcie!Odetchnij:) Małgorzata

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wspaniale!!!Witaj w domu Eluniu:))Czasami przydaje się taki monotonny spacer:) pozdrawiam:W

      Usuń
    2. no i wydaje mi się ,że nieprędko Bogusiu dostaniesz perfumy od Swoich chłopców.Od dzisiejszego szczęśliwego trzynastego -zapachem szczęścia będzie chyba zapach asfaltu:)
      Małgorzata

      Usuń
    3. odczepić się nie możemy od asfaltu w te wakacje, ciągle nas ciągnie do siebie. Szczęśliwa jestem,że Ela w domu, że och! dopiero czuję, jak zmęczenie ze mnie odchodzi.

      Usuń
  3. Cieszę się, że z Elą już wszystko dobrze. A ostatnio śnił mi się Józek i Jasiek pomimo tego, że przecież nigdy na żywo was nie widziałam :) Niestety nie pamiętam w jakiej sytuacji. Mam tylko wrażenie, że był tam duży dom i sklep :) Dziwne...Pozdrowionka!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. tak to już jest, codziennie jesteście z nami, to i po nocach będziemy się śnić hihihihi

      Usuń
  4. jak to dobrze, ze juz jestescie w domu~! doris

    OdpowiedzUsuń
  5. A mówią, że 13 to pechowy dzień... Rodzina w komplecie, w domu, "nudny" czyli spokojny dzień, czegóż chcieć więcej :)

    OdpowiedzUsuń
  6. ale fajnie - odpoczywajcie i cieszcie sie soba :-)

    OdpowiedzUsuń