niedziela, 5 sierpnia 2012

dzień 140.

Nie wierzę w pecha, dlatego poszukam jakiejś innej nazwy na to, że kolejny raz stoję z Józkiem na przystanku, czekając na autobus, który nie przyjeżdża. Cisnące się brzydkie wyrazy nie oddadzą tej sytuacji, więc z nich od razu zrezygnuję. Józek nazwał to wszystko po swojemu, tupiąc nogami i krzycząc:
 - głupi autobus, no chyba jesteś zepsuty!
Mieliśmy jeszcze trochę czasu i sił na szukanie kolejnych przystanków, ale następnym razem chyba skorzystam z rady Jaśka:
 - zadzwoń mamo, tu jest telefon do Zakładu Komunikacji Miejskiej. 
Nawet jeśli administracja nie pracuje w soboty, to oddam słuchawkę telefonu krzyczącemu Józkowi. Co z tego nagra się na sekretarkę automatyczną, to już nie mój problem.
Oczywiście zdążyliśmy na dworzec, bo wyszłam z domu mając jeszcze sporo czasu do odjazdu pociągu. W planach mieliśmy wyjazd do Pieniężna oddalonego o 68 kilometrów od Olsztyna. Chcieliśmy zobaczyć Muzeum misyjno-etnograficzne.
Razem z Jaśkiem i Józkiem zajęliśmy miejsca w szynobusie - pociągu, przypominającym autobus. Za kilka przystanków miała dołączyć do nas Agnieszka z Igorem, kolegą Józka. Gdy ruszyliśmy dopiero zdałam sobie sprawę, że siedzimy obok ubikacji z suwanymi drzwiami. Podczas jazdy drzwi rozsunęły się, a ja czym prędzej zabierając chłopaków uciekłam stamtąd.
Gdy tylko usiedliśmy obok innego pasażera, Józek chyłkiem wypił całą porcję soku, przeznaczonego na ponad godzinną jazdę. Głośno beknął.
- następna bekająca osoba wraca na miejsce obok ubikacji - zaznaczyłam.
- przepraszam, sorry!
Pan siedzący obok nas tylko dwa razy westchnął, ale muszę mu to przyznać - trzymał się dzielnie. Pod jego nogami turlały się kredki, które co chwila spadały Józkowi. Częstowany był różnymi dziecięcymi słodyczami. Dwa razy usłyszał głośny krzyk Józka:
 - osioł!
 - nie ma już osioła!
To Jasiek ukradkiem pokazywał Józkowi obrazek z osłem, czekając na jego głośną reakcję.  Został za to odesłany na miejsce obok ubikacji.
 - A gdzie ja jestem?
to pytanie zadawał Józio na każdej stacji, przy każdym zatrzymaniu się pociągu. Czasem odpowiedź była prosta, bo tablica z nazwą miejscowości była widoczna. Czasem odpowiadałam:
- w szczerym polu...
- gdzieś na północy Polski...
Józio długo zastanawiał się nad tym, co właściwie mam na myśli. Swoje wątpliwości wyraził w pytaniu:
 - ale nie jestem w Ameryce Północnej?
Skrycie Józek obawia się, że planujemy gdzieś dalej go wywieźć, poza granice kraju.
Mijaliśmy fermę strusi, brodzące żurawie, stada krów, koni. Okolica była przepiękna, czasem pociąg wjeżdżał w tunel między drzewami, później po jednej stronie widziałam wąwóz, po drugiej wysoką górę. Z dużych okien szynobusu lepiej wszystko było widać. Samochodowe wycieczki to nie to samo. Moi chłopcy zajęci rysowaniem komiksów odrywali się tylko, gdy wołałam: koń, krowa, bocian! Ze swojego dzieciństwa pamiętam tylko kanapki z jajkami i pomidory, które wszyscy pochłanialiśmy w pociągach. No i może jeszcze łubiny, zawsze zwracałam na nie uwagę. Teraz też rozejrzałam się za nimi: były!
Trochę czasu zajęło mi rozszyfrowywanie zagadki matematycznej dotyczącej biletów Przewozów Regionalnych. Już w kasie dowiedziałam się, że właściwie żadne ulgi nam nie przysługują. Niepełnosprawni - no chyba, że jedziemy do poradni i mamy stosowne zaświadczenie. Bilety wycieczkowe, weekendowe - dawno zniesione. Przysługuje mi tylko ulga dla dzieci w wysokości 37 procent - to usłyszałam w kasie. Z biletów wynikało, że za normalny zapłaciłam 10 złotych, a za ulgowy 9 złotych z groszami. Procenty mi się nie zgadzały.
Uroczy kierownik pociągu od razu rozwiązał zagadkę matematyczną. 
 - na bilecie jest napisane "Ty i raz i dwa i trzy!" to oznacza, że dostała pani ulgę na podróż z dzieckiem. Procent jest naliczany od kwoty 15 zł, które pani zapłaciłaby za podróż bez dziecka...
Nigdy bym się tego nie domyśliła. 
Kierownik pociągu w ogóle wszystko wiedział. Patrząc na nas domyślił się, że jedziemy z osobą niepełnosprawną - a to się rzadko zdarza.  Gdy Agnieszka wsiadła do drugiego wagonu szarmancko przyprowadził ją do nas, mówiąc, że koleżanka zajęła już miejsca. Nic mu o tym nie mówiłam, chyba tylko coś tam przebąknęłam do chłopaków?
Budził w odpowiednim czasie tych, którzy zasnęli. Roztaczał wokół siebie domową atmosferę.
Docenił to Józek, kilka godzin później, gdy wracaliśmy wbiegł do tego samego szynobusu, wołając:
 - już wróciłem!
Kierownik nachylił się do niego, mówiąc
 - cześć, jesteś już nasz rozrabiaku!
 - nie, nie, ja jestem dobry! - odparł Józek.
Dopiero teraz mi przyszło do głowy, że z takimi znajomościami mogliśmy obejrzeć z chłopakami cały szynobus, nawet z kabiną kierownika pociągu... To nic, może następnym razem.
A już następnym razem na blogu: do czego może służyć łopian, jak odkleić asfalt z ciała i o wielkości stóp chińskich pań z wyższej sfery...    

11 komentarzy:

  1. Gratuluję wyprawy pociągiem. Czekam na dalszy ciąg relacji :)

    Cena biletów pociągowych zależy jeszcze od przewoźnika. Wtedy wysokość ulgi to wielka zgadywanka. Jeden ma ulgę weekendową, inny ulgę dla rodzica podróżującego z dzieckiem, jeszcze inny nie ma żadnych zniżek...
    Niedawno jeden "przemiły" Pan Kontroler Biletów tłumaczył mi, że jak zamierzam skorzystać z ulgi na przejazdy z dzieckiem do poradni to muszę z poradni otrzymać odpowiedni dokument. Czyli mam jechać sama do poradni (kupując bilet powrotny pełnopłatny), pobrać stosowny dokument, a następnie mogę już jechać z ulgą 78% wraz z dzieckiem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dobrze, że to napisałaś, faktycznie, coś takiego wczoraj usłyszałam od Agnieszki, gdy obie siedziałyśmy z niewyraźnymi minami nad biletami...wszystko zależy jeszcze od przewoźnika...o tych "ulgach" na dzieci niepełnosprawne też usłyszałam hahaha!

      Usuń
    2. Można się zwrócić z prośbą do poradni o przesłanie pocztą stosownego zaświadczenia.Tyle ,że trzeba być konsekwentnie upartym:] Kiedy poprosiłam telefonicznie o przesłanie zaświadczenia potwierdzającego diagnozę,pani doktor zrugała mnie niczym szmaciarz konia,że poradnia nie jest biurem wysyłkowym ani pocztą i mam osobiście odebrać stosowny dokument.Więc w takim samym "pokojowym" tonie odpowiedziałam żeby zajrzała do akt i zobaczyła gdzie mieszkam,bo nie będę się katać 300 km po kawałek papieru.Papsiurek przyszedł już bez problemu:)

      Usuń
  2. ha ha udana wycieczka, u maszynisty dużo guzików, wiemy bo jechaliśmy takim szynobusem z Tlenia do Bydgoszczy i tez nie mogliśmy się za nic doliczyć, "tych procentów"

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. miło słyszeć, że nie tylko ja się głowiłam nad biletem, w ogóle to dostałam dwa bilety na trzy osoby tam i z powrotem. Pełno na nich było różnych kodów...

      Usuń
  3. Do ostatniego zdania dopisuję od siebie- jak dzięki niezwykłemu talentowi pedagogicznemu Jaśka nie pękły mi dzisiaj bębenki w uszach,a Igor nie zdarł gardła i nie połamał nóg:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. czyli odpoczywacie dziś po wycieczce - to dobrze!

      Usuń
  4. Nie dziwie się Józiowi ,że od razu wypił sok:)Ja zawsze zaczynałam podróże od jedzenia-w liceum nawet dostalam uwage za to jedzenie-wychowawca chciał ,żebyśmy śpiewali-a ja jadłam, 2 min. po ruszeniu autokaru...a pół klasy zrobiło to automatycznie za mną :)A kaiserki z WARS-a?Nigdzie mi bardziej nie smakowały...
    Ciekawa jestem jakie eksponaty podobały się Józiowi najbardziej? Małgorzata

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Józio przebiegł przez Muzeum z dużym pośpiechem... a jedzenie - tak, mi też zawsze pociąg kojarzy się z jedzeniem:)

      Usuń
  5. Jak wiele osób nie wie o istnieniu tych wszystkich miejsc, do których zabiera Pani Józka.I to tak bardzo bliskich . Myślę, że Rodzice mogliby się na Waszym przykładzie uczyć , jak dbać o stworzenie dzieciom interesujących zajęć wakacyjnych.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. to Muzeum jest naprawdę bardzo ciekawe...a najlepszy jest dojazd do niego. Można pod sam budynek dojechać samochodem, ale jeśli ktoś zdecyduje się -tak jak my - na pociąg, ma przed sobą około 3 lub 4 kilometrów spaceru. Nie ma żadnego autobusu, którym można by podjechać...Józek był na początku zdenerwowany samym faktem, że Muzeum nie zbudowano od razu za torami kolejowymi, ale później okazało się, ze po drodze były inne - łopianowe atrakcje.

      Usuń