poniedziałek, 30 lipca 2012

dzień 134.

- Jaką mamy porę roku, mamo? - zapytał mnie Staś.
 - lato! - odparłam trochę zdyszana. Biegliśmy do samochodu, chcieliśmy się schować przed nadciągającą burzą.
- lato?! - zdziwił się trochę, ale pośpieszany przeze mnie biegł dalej. 
Daleko przed nami widziałam Jarka z torbami pełnymi ręczników i strojów do pływania, nazywanych przez Józka: "majtkami do kapielówki". Ela wyglądała na bardzo zadowoloną z tego szybkiego biegu u taty na rękach.
Za nimi Józek pchał przed sobą wózek z lalką Eli, ktoś musiał ten wózek dowieźć do auta, akurat wypadło na niego.
Gdy dobiegliśmy do samochodu, rozpadało się.
- a gdy się skończy lato, to co będzie? - Staś myślał, że właśnie wczoraj skończyła się już jedna pora roku i dosyć ostro rozpoczęła się następna.
Wyglądając przez okno o mało nie przyznałabym mu racji. Najpierw w upale nie do wytrzymania oblewaliśmy się wodą na działce, żeby jakoś przetrwać do obiadu. W planach mieliśmy plażowanie. Potem szybko znaleźliśmy się w samochodzie, deszcz nas zalewał, a błyskawicę, która widziałam wczoraj, określiłabym jednym słowem: olbrzymia!
Popatrzyłam na Józka, przeważnie podczas burzy był bardzo niespokojny. Teraz przeciwnie, bardzo spokojnie czekał, aż dojedziemy do domu, żeby wypróbować swój nowy sposób na lęk przed burzą. Ciepła, długa kąpiel trwająca tyle, co burza pomaga mu.
Na każdego czas przed burzą i upał działał inaczej. Niektórzy, tak jak ja, leżeli bez ruchu na kocu, czasem otwierając jedno oko. Tym jednym okiem sprawdzałam zegar, odpowiadając głodnemu Józkowi na ciągłe pytania: 
- która godzina?
Tylko dzięki tej małej co prawda, a jednak aktywności udało mi się cało wyjść z biegu mściciela. 
Oblany przez Jaśka wodą Józek zemścił się, biegnąc jak rozjuszony byk z ogrodowym wężem pod pachą. Deptał po wszystkim, co stanęło mu na drodze. Hamak i odpoczywająca na nim ciocia Józka spłynęły wodą. Z dachu domku kapało. Tylko ograniczona długość węża zatrzymała go w tym biegu. Podejrzewam, że gdyby nie to, rozgoniłby sąsiadów, przedzierając się przez żywopłot.  
Śmiał się przy tym głośno i grubym głosem wołał:
- ha ha ha
Oblanemu wodą Jaśkowi zaproponował: 
- majtki do kąpielówki załóż! 
Potem z trudem wcisnął się w małe krzesełko i zapytał:
 - która godzina? Kiedy obiad?
Gdy zjedliśmy obiad nad nami pojawiły się czarne chmury. Staś zadowolony z pobytu na działce chciałby jeszcze zostać z babcią, ale z Józkiem takie numery nie przechodzą. Razem przyjechaliśmy to i razem odjeżdżamy!


6 komentarzy:

  1. Wychodzi na to, że i u Was jedyne, co może przerwać doskonałą zabawę, to... obiad, hi hi. U nas ostatnio nawet przychodzący imieninowi goście nie zdołali wyciągnąć córki z pluskania w baseniku :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Józek traktuje posiłki z wielką powagą!

      Usuń
    2. Witam,widać przydała się wizyta w Straży Pożarnej,Józek sprawnie poradził sobie z wężem
      (co prawda ogrodowym):))Popieram Stasia ,pogoda zwariowała raz jest lato,raz jesień,
      a czasami nawet zima tak jak w Bisztynku:( Pozdrawiam :W:

      Usuń
    3. zima letnią porą w Bisztynku zupełnie zaskoczyła nas wszystkich - co za straty!

      Usuń
  2. ...i tak dokładnie ok 15 rozpetała się istna ulewa i potężna burza...a mieliśmy w tym czasie pluskac nogi u nas nad jeziorem...do nastepnego razu zatem Bogusiu! doris

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. przyszykujemy tylko majtki do kąpielówki i przyjedziemy!

      Usuń