poniedziałek, 23 lipca 2012

dzień 127.

W sobotni wieczór wychodzę z domu.
Który raz będę szła tą samą drogą tego dnia? Trzeci.
Znów mijam rozkopaną ulicę, przechodzę tam i z powrotem z jednej strony ulicy na drugą, omijając rozkopaną drogę. Nie jest to naprawdę mój ulubiony sposób na spędzanie soboty. Mijam sporo osób, które idą w stronę Starego Miasta, w innym celu niż ja. Jest 20.30, sobota dla niektórych dopiero się zaczyna. Na szczęście nie jest jeszcze ciemno, może znajdę to, czego szukam.
Tego dnia wracając ze Straży Pożarnej Józek zgubił swoją zawieszkę do bluzy. Przyczepiłam mu ją kiedyś, żeby łatwiej mu było rozpinać zamek błyskawiczny.
Zorientował się, że ją zgubił, gdy byliśmy już w połowie drogi do domu. Od razu zawróciliśmy, by ją odnaleźć, ale niespodziewana przeszkoda, o której jeszcze napiszę, zatrzymała nas. 
Trochę uspokoiła Józka pyszna pizza, którą zrobiliśmy dla gości, trochę pomogły frytki. Wieczorem temat zawieszki wrócił. 
Józek o zagubionych rzeczach nie zapomina. Kolejny wieczór wyglądałby tak samo, rankiem czekałby na listonosza, który w opinii Józka dysponuje nieograniczoną ilością rzeczy. Już tego sobotniego wieczoru nie mógł zasnąć, płakał.
Wieczór był jasny, włożyłam Elę do wózka i pojechałyśmy.
Szybko doszłam do mostku nad wykopaną wcześniej rurą. Na noc dziura została zasypana. Jeśli zawieszka wpadła do dołu, gdy przechodziliśmy przez mostek, to już zostanie nam tylko listonosz - pomyślałam.
Przeszłam obok miejsca, które dziś już dwa razy mijałam. To właśnie tu w poszukiwaniach zatrzymał nas wcześniej łeb ryby, leżący na chodniku. Igor posłusznie wracał z nami, żeby znaleźć zawieszkę, ale samo wspomnienie głowy ryby zatrzymało go już przy mostku.
 - no i czego się boisz? - zapytała mama Igora.
 - martwej ryby - odparł poważnie Igor i nie zrobił ani jednego kroku dalej.
Józek, w rozpaczy szedł do przodu, ale przy samej rybie zwolnił, padł na ziemię i leżąc na plecach płakał.
Przeszłam sama jeszcze kilka metrów, ale co chwila odwracałam się. Co powinnam zrobić? Szukać dalej? Józek leży przy rybie, Igor z Agnieszką  czekają przy mostku...
Zrezygnowałam.
Teraz znów mijałam miejsce z rybą, ale smakowitego kociego kęska już tu nie było. Od tego momentu zaczęłam się uważnie rozglądać. Właściwie miałam małe szanse na znalezienie zawieszki. Minęło kilka godzin, ktoś mógł ją kopnąć na ulicę, ktoś mógł ją podnieść i zabrać...
Zawieszka leżała na trawniku. Jak gdyby nigdy nic podniosłam ją i zawróciłam wózek w stronę domu. Który raz już wracam dziś tą samą drogą do domu? Trzeci, ale już w innym nastroju. 
Gdy dotarłam do mieszkania było już po dwudziestej pierwszej. Józek spał.
Rano po przebudzeniu rozpoczął rozmowę o zawieszce. On naprawdę nie zapomina nigdy zagubionych rzeczy. Wyjęłam zawieszkę i podałam mu ją do ręki:
 - poszłam wczoraj wieczorem i znalazłam ją. Leżała na trawniku, obok przejścia ze światłami.
Reakcja Józka warta była chodzenia tam i z powrotem:
- poszedłeś, szukałeś, znalazłeś! Kochany jesteś! Listonosz niepotrzebny.

6 komentarzy:

  1. Witam,ileż to razy my mamy dla naszych dzieci podejmujemy się tak heroicznych zadań.
    To że znalazłaś małą zawieszkę niektórzy uznali by za cud:):)
    Co do obrzydliwości na chodniku,to Wojtka
    zatrzymuje rozdeptany ślimak,którego widok mnie również nie zachwyca:( :W:

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. lata praktyki: zaginione figurki dinozaurów, zostawiona wiele razy czapka...już nieraz tak wędrowałam

      Usuń
  2. Witaj- jestem pełna podziwu i gratuluję, że dałaś Synowi Spokój i radość, okupione swoją desperacją, ale także podjętym wyzwaniem- heroizmem jak wyżej za :W:

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. co by było gdybym nie znalazła? wolę nie myśleć...zawieszka to towar rzadko dostępny...nawet pan listonosz chyba takiej nie znalazłby...

      Usuń
  3. :):):) ja byłam bardzo zdziwiona jak nasz syn po ponad roku pamiętał o smoczku, dzieci maja świetna pamięć

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. tak się właśnie teraz zastanawiam, co nasz Józek pamięta, pewnie dopiero teraz nas zasypie wspomnieniami...

      Usuń