środa, 18 lipca 2012

dzień 122.

Józek nigdy nie zasypywał nas słowami.
Na zadawane pytania czasami odpowie, czasem nie:
- coś Ciebie rozbawiło, Józku, widzę, że uśmiechasz się?
- cisza!
Rozpoczyna rozmowę tylko wtedy, gdy czegoś potrzebuje:
 - kwadrata chcę! Michał będzie miał, a ja nie!
Po dłuższej chwili i raczej z kontekstu zorientowaliśmy się, że chodziło o krawat, rozmowa odbyła się jeszcze przed zakończeniem roku szkolnego. 
Wyciągnęłam muszkę, Józio przyłożył ją do siebie, ale zaraz odłożył, z lekka zdegustowany. W niczym nie przypominało to krawatu Michała, kolegi, z którym zawsze rywalizuje. Ubrany w kamizelkę i eleganckie spodnie poszedł do szkoły, mocno trzymając kwiaty.

Podczas uroczystości Józek rozglądał się za Michałem, pytał o niego, nigdzie go nie widział. W końcu w klasie na rozdaniu świadectw natknęliśmy się na Michała, który ubrany był w bluzkę w paski i w spodnie moro. Nie miał krawatu. Józek aż usiadł z przerażenia, gdy to zobaczył:
- nie będziesz w trzeciej klasie - stwierdził.
Jeszcze przez chwilę siedział, jakby wrósł w podłogę. Inny obraz niż się spodziewał. Widać było, że poruszyło go to bardzo, ale...nie powiedział ani słowa więcej.

Podczas naszego powrotu z JuraParku Józek nie odzywał się. Następnego dnia po pobudce, którą tym razem ja zrobiłam, powiedział:
- widziałem kość udową mamuta! - to był opis całodniowej wycieczki do JuraParku, na którą długo czekał.
Nie zasypuję go pytaniami: 
- i jak? - podobało Ci się? i jak było?
 Wiem, że odpowie na pierwsze i na drugie pytanie:
-  tak!
 A potem usłyszę:
 - cisza!
Dużo słów to hałas, w którym trudno mu się odnaleźć.
Poczekam, aż ułoży sobie nasz wyjazd w formie obrazów. I może któregoś dnia przyjdzie sam i powie:
 - byłem w JuraParku, widziałem dużo dinozaurów, podobało mi się bardzo.
Albo po prostu narysuje... 
Jedyne dłuższe rozmowy, które Józio prowadzi dotyczą dwóch tematów: miejsca na drabinie ewolucyjnej i anatomii naszych ciał. Wtedy prawie zasypuje nas pytaniami: o bębenki w uszach i o układ kostny, o różnicach między australopitekiem a homo erectus. Potem milknie i myśli.

4 komentarze:

  1. Mnie to zawsze zadziwiało u Aspika: po emocjonującym dniu siada i patrzy w przestrzeń. Przez kilka następnych dni zachowuje się zwyczajnie, jakby nic się nie stało, nigdzie nie był i nic nie widział. A później, po kilku miesiącach wybucha opisami wspaniałości, o których ja mam już tylko nikłe wspomnienia :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. rzeczywiście zapomniałam o tym napisać, Józek też tak patrzy, zawiesza się wręcz po wyjątkowym dniu!

      Usuń
  2. To juz 1/3 roku za nami;) Czy nie masz wrażenia, ze przez ten czas baaaardzo dużo sie zdarzyło? ;) Jak dla mnie - mnóstwo nowego, w waszym domu i życiu z Józiem...Rodzaj świeżego powiewu natchnień i pomysłów, podmuch odwagi... A co do Krakowa i wyjazdu - faktycznie przygotowawcze przegląanie mapy - tej popierowej i na googlu mogą być pomocne. Może nawet narysowana w domu mapa, którą Józio weźmie ze sobą jako osobisty GPS ( na wszelki wypadek zgubienia się w odczuciu Józia);)? Służę przewodnikiem po Krakowie. doris

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. to już tyle czasu zleciało...o! a przed wyjazdem z Józkiem do Krakowa przyda nam się huragan odwagi, natchnienia i pomysły w ilości niezmierzonej, zastrzyk finansowy i przewodniki i mapy

      Usuń