poniedziałek, 16 lipca 2012

dzień 120.

Jak daleko od naszego domu jest obóz harcerski mojego syna Jaśka?
W ocenie Józka znajduje się on poza granicami naszego kraju. Wczoraj, gdy jechaliśmy z wizytą do Jaśka, Józek niespodziewanie zawołał: 
 - już nie jesteśmy w Polsce, no chyba jesteśmy w Niemczech. Strasznie daleko! 
W rzeczywistości przejechaliśmy tylko 30 kilometrów. Józek podczas drogi nie odzywał się. Gdy mijaliśmy znaną mu miejscowość, Olsztynek, usłyszeliśmy z tylnego siedzenia:
 - byłem tu, robiłem ozdoby wielkanocne - widocznie jego doskonała pamięć przyniosła mu obraz kwietniowej klasowej wycieczki. Skręciliśmy w drogę wyjazdową z miasteczka, prowadzącą do obozu harcerskiego i przejechaliśmy około kilometra.
Wtedy mapa znanego miejsca skończyła się i pozostał strach. My cieszyliśmy się wycieczką, Józio w tym czasie był przekonany, że minęliśmy już granice państwa i jedziemy gdzieś "skąd no chyba już nigdy nie wrócimy".
Podobnie wyglądała nasza wyprawa do Solca Kujawskiego tydzień temu. Pierwsze 35 kilometrów było znajome. Józek w ubiegłym roku był w tej okolicy na wycieczce szkolnej. Przy wyjeździe z Ostródy, znanego mu miasta, Józio jakby ocknął się. Już nie rozpoznawał okolicy: 
- jesteśmy daleko!
Potem już były ciągłe pytania:
-  a gdzie jest JuraPark Solec Kujawski?
Potrzebował co piętnaście minut upewnienia się:
 - już niedaleko, prosto przed nami, prosto przed nami, Józku - odpowiadaliśmy niezmiennie przez dwie godziny.
W ubiegłym roku, gdy jeszcze mniej mówił i trudniej było mu zrozumieć mówione przez nas słowa, podróż odreagowywał wielogodzinnym krzykiem. Teraz zrozumiale dla nas nazywa, to, co go niepokoi. Przejeżdżając obok Torunia po raz pierwszy pomyślał, że jest już chyba za granicą. Chciałam mu nawet wtedy przeczytać polskie nazwy sklepów, ale przestałam, bo akurat mijaliśmy Lidla. Obok siedział Igor, kolega, któremu niestraszne podróże. Wiedzieliśmy, że jego spokój trochę udzieli się Józkowi. Wspólnie liczyliśmy kilometry i miasta i odpowiadaliśmy na te same pytania:
 - a gdzie jest Solec Kujawski JuraPark?
Silna motywacja i chęć zobaczenia dinozaurów wygrały tym razem z lękiem.
Bociany, wiatraki i pomnik dwóch armat. Zniszczone baszty i ulewa - tyle ja pamiętam z tej drogi. Mogłabym jechać cały dzień dla samej przyjemności podróżowania. Widzę nowe miejsca, chciałabym czasami zatrzymać się gdzieś w miejscu, którego nie ma w przewodniku turystycznym i na kolorowych folderach. Gdybym pamiętała tak, jak Józek wszystkie szczegóły mijanych miejsc, a zamiast przyjemności odczuwała pustkę i strach? Brr, chyba nie wybrałabym się w żadną podróż.

11 komentarzy:

  1. ale podróż autobusem na drugi koniec miasta to też podróż, te lęki trzeba oswajać, ciągle tylko zastanawiam się jak uprzyjemniać Józiowi te podróże może jakaś ulubiona zabawka, której po drodze będzie opowiadał co widzi?; albo zabawa w kolory aut- mijanych po drodze?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. oswajamy i my i Józek. Z autobusem jest mu łatwiej, bo już ma mapę - w głowie- całego Olsztyna. To, co zna, tego się nie boi. Najtrudniejsze są dla niego te kilometry, które oddzielają go od znanych mu miejsc.

      Usuń
  2. Olsztynek! Następnym razem zróbcie sobie przystanek i zawitajcie do mnie na herbatkę. Pozdrawiam Iza.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. a dziękuję za zaproszenie. Na pewno będziemy następnym razem, bo trzeba granice Józkowej mapy rozszerzać! Olsztynek mnie zachwycił, szkoda, że tylko przejazdem...

      Usuń
    2. Witaj,może popróbuj Bogusiu pojeździć z Józkiem "palcem po mapie",wtedy będzie miał
      w pamięci nazwy miast które musicie minąć jadąc do celu.Zapamięta,że do granicy to jeszcze kawałek.Poza tym za granicą też są miejsca,które na pewno chciałby zobaczyć!!
      Takie podróże przygotowawcze stosowałam z Wojtkiem,udawało się:),może Józkowi też trochę
      zmniejszyłoby to lęk przed dalekimi wyprawami.Poza tym chęć zobaczenia czegoś ciekawego
      i towarzystwo dobrego kolegi bardzo pomaga:) :W:

      Usuń
    3. a jak było u Wojtka? czy też obawiał się odległości?
      Do granicy niemieckiej, o której myślał Józek, był jeszcze spory kawałek, bo około 600km! Tak to odczuł...że tyle już przejechaliśmy...

      Usuń
  3. hi hi - w niemczech tez nie jest zle :-D, a tak naprawde to zgadzam sie z przedkomentatorka odnosnie mapy - tez przygotowujemy tadeuszka do podrozy - on coprawda nie ma leku przed odlegloscia , ale uspokaja go to , kiedy wie, w jakich miejscach bedziemy przerwy robic, co bedzie tam jadl, gdzie pojdzie do toalety (baaardzo wazna sprawa) i czy tam smierdzi czy nie ;-),wiec dzwonimy , pytamy, kozystamy z internetu i planujemy- wtedy jest nam wszystkim duzo latwiej.pozdrawiam ach i przerabiamy ewentualnosc korka na autostradzie - mamy wtedy bajki na dvd , ktore sam wczesniej w domu wybiera i ma konkretny plan w glowce

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. w sierpniu planujemy wyjazd do Krakowa - oficjalnie już ogłaszam! Przed wyjazdem przeczytam wszystkie Wasze komentarze, na pewno coś nam się przyda z waszych doświadczeń.

      Usuń
    2. :-) w google maps sa tez zdjecia satelitarne ;-))))

      Usuń
    3. przed ostatnim wyjazdem wypożyczyłam z biblioteki Józkowi zabawną książkę z mapami, dla dzieci. Oczywiście nie był zainteresowany. Podczas jazdy zaczął malować flamastrem mapę na kartce, jak zwykle sam szuka sposobów na radzenie sobie...a te zdjęcia satelitarne to sama lubię oglądać

      Usuń
  4. Witam,z Wojtkiem to było tak,że jak był mały to bardzo nie lubił jeździć autobusem czy samochodem,dlatego przemierzyłam cały Olsztyn pieszo z Nim w wózku bądź na rowerku.Podróże do innego miasta uskutecznialiśmy pociągiem,
    gdzie"my staliśmy w miejscu,a wszystko za oknem się ruszało".
    Może to wszystko miało wpływ na odczuwanie przez niego odległości,przez co wyjazdy były znośne( najgorsze były tłumy ludzi na dworcach i wielu podróżnych w przedziałach)

    OdpowiedzUsuń