środa, 11 lipca 2012

dzień 115.

Józek w wolnym czasie w domu leży na uffie-puffie, czyli worku wypełnionym styropianowymi kulkami. Trudno jest oderwać go od komputera i namówić na wyjście z domu. Podczas jednego ze spacerów Jarek trzymał go mocno za rękę, a ja tłumaczyłam spotkanym ludziom, że dziecku nic złego nie dzieje się, jesteśmy na spacerze - trochę przymusowym, żeby oderwać go od komputera. Ten sam Józek całkowicie się zmienia, gdy w grę wchodzą dinozaury. Potrafi przełamać swój lęk związany z odległością od domu i jechać ponad trzy godziny samochodem. Jego niechęć do sportu znika, gdy na ścieżce edukacyjnej zobaczy dinozaura. Według folderu przejście trasy zajmuje 90 minut. Józek radośnie przebiegł cały dystans znacznie szybciej. Pod koniec dnia wbiegł jeszcze raz na tę samą ścieżkę. Tym razem towarzyszyłam mu już tylko ja. Pozostali wypoczywali po intensywnym dniu. Spojrzałam na zegarek. Piętnaście minut później byliśmy przy wyjściu. Muzeum Ewolucji oglądaliśmy cztery razy tego dnia. Każde wejście i wyjście było też w znacznym pośpiechu, ale za każdym razem coś innego na chwilę zatrzymywało go w tym biegu.
Obiad jest zawsze ważną częścią dnia dla Józka. W domu nieustannie zagląda do lodówki, długo stojąc przed otwartymi drzwiami. Przed przyjazdem do JuraParku przez kilka dni oglądał zdjęcia Restauracji Jaskiniowej i czytał menu. Podczas naszej wycieczki musieliśmy ustalić konkretną godzinę naszej wizyty w restauracji, inaczej obiad zjedlibyśmy zbyt wczesną porą. Przy samym wejściu zaskoczyły go fotele wyściełane futrem. Nadwrażliwy na różne materiały i faktury zawahał się. Ale skoro jest na wycieczce, na której przełamuje swoje wszystkie schematy, to westchnął tylko: 
 - włosy!
i usiadł.

Szybko zjadł, szybko chciał wyjść, bo jeszcze tyle rzeczy musiał zobaczyć. Znaleźliśmy się na placu zabaw, pełnym zjeżdżalni, huśtawek, ławek dla rodziców umieszczonych w przyjemnym, jaskiniowym chłodzie. Jak to bywa przeważnie na wycieczkach z dziećmi na ławki tylko popatrzyliśmy z daleka, zawsze trzeba było kogoś zdjąć, kogoś podsadzić, kogoś łapać. Chłopcy odkopywali dinozaura z piachu, Ela nie schodziła z huśtawki, a ja poszłam sprawdzić zasady obowiązujące w Parku Rozrywki, który widziałam nieco dalej.


Okazało się, że wejścia na wszystkie karuzele, statek piracki, samochody, rollercoaster, nadmuchiwane zamki i inne atrakcje są już w cenie biletu. To było kolejne marzenie Józka - pobyt w Wesołym Miasteczku. Do tej pory nigdy jeszcze nie byliśmy na "karuzelach" z dziećmi, odstraszały nas ceny - dla rodziny wielodzietnej pobyt na jednej karuzeli może być już znacznym wydatkiem! Poza tym antypatyczni ludzie kierujący maszynami, głośna muzyka, tłum ludzi to żadna rozrywka dla rodziny z autystą. Tu było inaczej - otoczeni lasem i  ciszą korzystaliśmy ze wszystkiego! Im mocniej huśtało i rzucało w górę, tym bardziej Józkowi się podobało. Ja z zamkniętymi oczami i trzymając się kurczowo czteroletniego Staśka też byłam na mini rollercoasterze. Chyba dzieci są bardziej odporne niż niektórzy rodzice...
Józek, który wsiadł po raz pierwszy do samochodziku nie czekał na rady taty:
- zaraz powiem Ci jak jechać - zawołał Jarek, ale Józek, prawie przejechał mu po stopach, odjeżdżając. W samochodziku przybrał pozycję postaci z Mario Kart, ulubionej kiedyś jego gry: pochylone ramiona, kurczowe trzymanie kierownicy i jazda!
Igor, który też po raz pierwszy wsiadł do samochodu, podobnie świetnie sobie radził.




Nieźle bujało na statku pirackim, a dopiero się rozkręcali...




Pociągiem jeździliśmy wiele razy tego dnia. Ela nie chciała wpuścić kierownicy z ręki.





Jeszcze przed nami było kino 5D, z ruszającymi się fotelami i wodą opryskującą nasze twarze. 
Jeszcze trzy wejścia do Muzeum, potrzebne Józkowi do zarejestrowania wszystkich szczegółów.
Jeszcze zakupy w sklepie z pamiątkami: Józio wybrał skamielinę, którą ściskał w ręku przez drogę powrotną. Bardzo dobre kontakty mieliśmy z pracownikami parku, zarówno z tymi, którzy obsługiwali maszyny, jak i z panią ze sklepu z pamiątkami. Specjalnie dla nas długo szukała dużych tabel z rozrysowanymi okresami ze świata prehistorycznego, opowiadała nam o sprzedawanych skamielinach i amonitach.
Piętnastominutowy bieg przez ścieżkę dydaktyczną i już byliśmy gotowi do powrotu do domu.
To wszystko, co Józek przeżył tego dnia, było dla niego jak najlepsza terapia: przez jeden dzień wyglądał tak zdrowo! Śmiał się głośno, biegał, nie miał żadnych zachowań autystycznych. Ech, trzeba by tam jeszcze wrócić.
Strona, z której korzystał Józio przed wyjazdem to http://www.juraparksolec.pl/

14 komentarzy:

  1. Masz rację Bogusiu,dzieci są bardziej przystosowane do rozrywki wprawiającej błędnik w panikę:):):) Im bardziej zielone były nasze twarze,tym weselsze były dzieciaki;D:D:D
    Elcia - mistrz jazdy kolejką na wstecznym;D Agnieszka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ela rzeczywiście miała za każdym zakrętem minę, jak gdyby to ona kierowała tym pociągiem... na wstecznym:)

      Usuń
  2. Bogusiu czyli zgodnie z moimi przewidywaniami Józek wiedząc, że czeka na niego mega atrakcja na której bardzo mu zależy przełamał swoje opory w pokonywaniu dystansu i odległości od znajomych miejsc. Bardzo sie ciesze ze Wasza rodzinna wycieczka była bardzoo udana.Mieliście chwile wytchnienia . Pozdrawiam Was serdecznie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. o przełamywaniu dystansu jeszcze napiszę, bo wiem, że Was to ciekawi, jak udało się to Józkowi. Na pewno już jutro! Cieszę się, ze nie robisz sobie wakacji od blogu:))))

      Usuń
    2. No wiesz urlop i wyjazd dopiero w przyszłym tygodniu ale i tak pewnie zajrze od czasu do czasu zorientować co sie dzieje w Józkowym świecie

      Usuń
  3. ale fajnie mieliscie :-D - rozumiem doskonale Twoja radosc , ale i zmeczenie! - gratuluje odwagi podjecia sie Takiego wyzwania!prawda, jakie to fajne? - jak nasze dzieci potrafia sie bezgranicznie czyms zachwycic? - tadeuszek jest wielkim fanem owadow - zna je chyba wszystkie , a pierwszym slowem jego bylo nie mama , a ameise (mrowka);-) , my tez tak pedzimy po naszym muzeum natury z wieeelka wystawa owadow - wybiegamy z tamtad najczesciej po gora 40 minutach, wiec naprawde podziwiam wypadu do tak wielkiego parku tak daleko od domu.a co do karuzeli- boje sie jak ognia, zielenieje - i poprostu nie wsiadam;-) - mlody musi jezdzic z mezem

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. nasze dzieci potrafią tym swoim zachwytem jakoś tak zarazić wszystkich dookoła. Jeśli chodzi o owady, to czytałam kiedyś książkę, w której Aspergerowiec tak wspaniale opowiadał o odnóżach os, że jego rodzina i terapeuta też się zainteresowali tym tematem. Odnóża os!?!

      Usuń
  4. Super ten park, slyszalam kiedys o nim, ale nie wiedzialam, ze jest tam tyle atrakcji, na pewno przy ktorejs kolejnej bytnosci w Polsce wybierzemy sie tam, tylko raczej do tego na poludniu :-) Fajnie, ze mieliscie udany dzien :-) Pozdrowienia!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. hej a jak u Was z parkami dinozaurów?

      Usuń
    2. Witam,gratuluję kondycji:)Czekam na rysunki Józka z wyprawy,mam nadzieje że takie będą.
      Pozdrawiam:W:

      Usuń
    3. kondycja hahaha! też jestem ciekawa - jak to wpłynie na rysowanie Józka.

      Usuń
  5. Brawo Brawo owacje dla Was wszystkich i każdego z osobna, duża wyprawa, duże wyzwanie, może w domu zamiast kompa, da się namówić na zrobienie dinozaura. W sklepie medycznym kupić gips medyczny i Józek gniotąc gazety uformuje swojego ulubionego, a pociętymi wcześniej paskami gipsu i moczonymi w wodzie oklei gazetę 3-4 warstwami tegoż gipsu- zostawi do wyschnięcia i potem pomaluje farbami- palcami swoją gipsową figurkę?
    Wiem Bogusiu że masz 4 dzieci, dużo zajęć może nie ten pomysł to inny: np.: ciasto z masy solnej i dinozaury ?
    A może wychodząc na spacer pobawcie się w czarowanie i zamień Józia w dinozaura, tylko nie wolno przy Autyscie zapomnieć "odczarować"- to takie zadanie z arteterapii - wiem, że działa widziałam na własne oczy jak Chłopak z ADHD zamieniony w niedźwiedzia zbierającego się do snu- zwolnił na korytarzu :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. z tym gipsowym dinozaurem to jest myśl! Mam go trochę w domu,właśnie tego medycznego. Dzięki za przepis, bo u mnie to cienko z takimi plastycznymi pomysłami...

      Usuń
  6. a- ha - parki dinozaurów u nas tez są- moje Szkraby nawet w 2008 roku były w takowym niedaleko Kudowy Zdrój, innym razem gdzieś koło Opola, ale nie mam zdjęć- wyjazd ze szkoły - poszukam zdjeć i dla Józia coś przygotujemy :-)

    OdpowiedzUsuń