wtorek, 10 lipca 2012

dzień 114.

Zazdroszczę Józkowi jego pasji, którą jest świat prehistoryczny. Cały swój wolny czas spędza na czytaniu, oglądaniu filmów i rysowaniu dinozaurów. Ciągle szuka nowych tablic, diagramów, schematów, które przedstawiają wszystkie okresy prehistoryczne. Nic dziwnego, że ten temat sam wybrał na nasz pierwszy wyjazd wakacyjny. 
Przez tydzień przeglądał strony internetowe, potem wybrał jeden z parków z dinozaurami: JuraPark w Solcu Kujawskim. Wielokrotnie później wchodził na ich stronę internetową, oglądał każde zdjęcie, mapę, czytał o ich atrakcjach. My patrzymy inaczej, pobieżnie rzucimy na coś okiem, sprzedawcy muszą prześcigać się w różnych gadżetach lub grafikach, żeby zainteresować dorosłego czytelnika. Józek wielokrotnie może oglądać jeden obraz, jeden film, tę samą książkę. I ciągle jest to dla niego atrakcyjne.
Cieszyliśmy się, że ten wyjazd sam zaplanował. Mieliśmy nadzieję, że ciągłe myślenie o tym, co zobaczy pomoże mu w pokonaniu lęku, który go ogarnia, gdy oddala się od miejsc mu znajomych. Ubiegłoroczny wyjazd do Gdańska był tak trudny dla nas wszystkich, przez wiele godzin słyszeliśmy tylko krzyk Józka oddalającego się od domu. W tym roku było o wiele lepiej.
Po trzech godzinach byliśmy na miejscu. Wypakowywaliśmy wózek, dzieci, torby i co chwila przywoływaliśmy Józka do nas. Ukradkiem próbował jak najszybciej znaleźć się w Parku. Schylał charakterystycznie głowę w dół, tak jest zawsze, gdy w głowie uporządkowuje obrazy.  Przez chwilę stał obok nas, potem znów sam maszerował w stronę wejścia.
- Józek, stój, poczekaj! - to zdanie jeszcze wiele razy wołaliśmy do niego podczas siedmiogodzinnego pobytu w JuraParku. Wszędzie się spieszył, wszystko chciał zobaczyć, ledwo mogliśmy go dogonić.
Bez problemu dał sobie założyć bransoletkę, która jest biletem wstępu do wszystkich miejsc w JuraParku. Dobre rozwiązanie, w każdej chwili mogliśmy wrócić do samochodu po zapomniane pieluszki dla Eli (wszystko przez naszego uciekiniera), a później po zapomniane okulary.
Miał dokładny plan całej naszej wizyty. Przeszedł spokojnie obok placu zabaw i Parku Rozrywki, które są w cenie biletu. W planach Józka przewidziane były na później. Najważniejsze było Muzeum Ewolucji im. Karola Sabatha. Myślałam, że skoro jest najważniejsze, to zwiedzanie będzie dokładne i szczegółowe. Józek przypominał szalonego przewodnika z jakiejś komedii:
 - tu jest anomalocaris - machał nieuważnie ręką i biegł dalej.
- skamieliny - ruch ręki w lewą stronę
- amonity - machnął w prawo.
W muzeum było przyjemnie. Gabloty stały w przyćmionym świetle. Chętnie przyjrzałabym się wypolerowanym amonitom, które wyglądały jak najpiękniejsza biżuteria, ale musiałam biec, bo głos Józka dobiegał już z następnej sali:
 - szkielet saltazaura z kredy.
W sali stał 12 - metrowy szkielet opistocelikaudii z rodziny salatazaurów. Wyciągnęłam aparat, ale Józek relacjonował następne znaleziska w kolejnym pomieszczeniu: 
 - mamut włochaty.    
Po czym wybiegł z Muzeum. Teraz przed nami była ścieżka dydaktyczna.
Spacer przez las był cudowny. Las, powietrze, ponad 150 modeli dinozaurów i innych stworzeń. Wzdłuż ścieżek ustawione były tablice. Spacer zajmuje około 90 - minut. Józek potrzebował o wiele mniej czasu. Czasem go widziałam przed sobą, ale już za chwilę znikał za zakrętem:
- stegozaury!
Na szczęście go słyszałam.
Widać było właśnie na tej ścieżce, jak inaczej niż my odbiera świat. Potrzebuje zaledwie kilku sekund, żeby zarejestrować obraz. Tak, jakby robił zdjęcie. Dlatego nie stoi razem z nami i nie przygląda się paskom na grzbiecie dinozaura. On to już ma zapisane w formie obrazu. Miałam ochotę na dłuższy, spokojny spacer. Tak to już chyba jest, że gdy jedna z osób przyspiesza, pozostali przystosowują się do jej tempa. Mogliśmy wyglądać komicznie, gdy tak prawie biegnąc poznawaliśmy kolejne dinozaury: najpierw Józek, za nim ja, Jarek z Elą w wózku, Staś oraz Igor z mamą.  
Prawie wszystkie dinozaury znał, przy kilku tylko się zawahał, wtedy podchodził do tablic, które z opisem znajdowały się obok modeli. Igor chętnie przeczytałby, co jeszcze jest napisane na każdej z nich, ale wszyscy pędziliśmy dalej.
Większość dinozaurów stało za ogrodzeniem, do niektórych można było podchodzić bliżej i robić zdjęcia.
.

 
Przy jednym z olbrzymich modeli, tak na moje oko chyba to był brachiozaur, nie było tablicy z wyjaśnieniem. Można było podchodzić do niego, mierzyć się z nim, robić zdjęcia. To Józka nie interesowało:
- gdzie jest tablica? - ten jeden jedyny raz zdenerwował się w parku. Tablice porządkują mu świat. Jak na Józka to i tak było spokojnie. Przeważnie szedł, a raczej biegł z uśmiechem na twarzy. Dawno go takiego nie widziałam. 
Trochę dłużej zatrzymał się przy triceratopsach. Z całego świata dinozaurów właśnie triceratopsy zawsze wyróżniał. Bez wahania ogląda w komputerze walki pomiędzy dinozaurami, kończące się pożeraniem przegranych. Porywanie młodych przez inne dinozaury nie wzruszały go - taki to był świat i już! Wyjątkiem są triceratopsy. Przedstawiane zawsze z tyranozaurami te roślinożerne dinozaury często przegrywały ze szczękami rexów. W książkach Józek zaklejał plastrami ich rany. W parku trochę dłużej przystanął przy stojących naprzeciw siebie triceratopsie i - jakżeby inaczej - tyranozaurze. Za chwilę śmiał się głośno, gdy zobaczył stado małych triceratopsów:


Wyszliśmy ze ścieżki edukacyjnej szybciej niż ktokolwiek. Józek miał już następne propozycje w planach i musiał je jak najszybciej zobaczyć.
ciąg dalszy nastąpi...

18 komentarzy:

  1. niesamowita jest ta jego pasja :))) niejednego znawcę tematu by zagiął! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. potrafi w dodatku zarazić nas wszystkich, wcześniej nie rozróżniałam dinozaura od...dinozaura. Wczoraj w biegu za Józkiem rzuciłam dumnie: parazaurolofy! nie zerkając na tablicę. Józek odwrócił się do mnie i uściślił: - trębacze!

      Usuń
    2. no proszę! :) ja to czarna masa jestem w tym temacie. Chylę czoła! :)

      Usuń
  2. Bardzo trafne określenie "szalony przewodnik";D:D:D Józek ma kondycję fizyczną jak komandos Specnazu:D Przy tym jest niesłychanie skromny,bo kiedy pochwaliłam jego zdolności organizacyjno-przewodnickie oraz jego troskę o moje zdrowie,przez okamgnienie zobaczyłam na jego twarzy mieszankę dumy i zawstydzenia.To była magiczna chwila..... >Agnieszka<

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. nogi mnie bolały już po przebiegnięciu pierwszy raz tej ścieżki. A po kilku godzinach była znów ta sama trasa i znów ten sam ból...Ale o tym jutro!

      Usuń
    2. Witam,może w przyszłości Józek sam stworzy taki Jura Park gdzieś w okolicy Olsztyna,albo też zostanie światowym konsultantem od spraw prehistorii:)Dobrze,że podróż się udała,
      jest więc optymistyczna perspektywa dla wycieczki do Krakowa:)
      Smokiem Wawelskim będzie pewnie zawiedziony,ale ciekawa jestem w jakiej to erze go
      umieści? Pozdrawiam :W:

      Usuń
    3. Przebiegniemy przez Kraków jak w maratonie!

      Usuń
    4. Zaopatrzmy się w zapas plastrów na odciski oraz turbo-wrotki,to być może zdążymy:) Agnieszka

      Usuń
    5. Agnieszko - zacznijmy od jutra ćwiczyć przed Wielkim Krakowskim Biegiem, najśmieszniej będzie we Wieliczce

      Usuń
  3. Zazdroszczę Wam tej wycieczki bardzo!!!Z takim przewodnikiem jak Józek z pewnością było ciekawie...:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. z Józkiem zawsze jest ciekawie, gdy wspomina się chwile z nim spędzone. Gdy już człowiek złapał oddech i zdążył ochłonąć.

      Usuń
  4. skąd ja znam to bieganie :-), ale jestem z Was Dumna- potężne wyzwanie, a jednak się udało- uśmiech Józka :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tyle się działo, że chyba przez tydzień będę pisać o tym wyjeździe - warto było!

      Usuń
  5. JuraPark: Wspomnieliśmy o Józiu na naszym Fanpage'u. Cieszymy się bardzo, że wycieczka była udana :)

    http://www.facebook.com/JuraPark

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Wam bardzo. W dodatku jak miło o nim napisaliście: "Józio - wyjątkowy turysta"! Wspaniale!

      Usuń
  6. Piękna opowieść, uśmiałam się do łez :) Gratulujemy wyjazdu (i trochę zazdroszczę...)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. to był tylko jeden dzień...ale naprawdę niesamowity

      Usuń