sobota, 7 lipca 2012

dzień 111.

Gdy Józek zobaczył kwadratowe bułki, które kupił Jarek, bardzo dobitnie wyraził swoje zdanie na ich temat:
- nie będę tego jadł!
- to są bułki!
- nie będę tego jadł.
Mało czasu mieliśmy wczorajszego ranka: praca, świetlica. Zakupy nie wchodziły w grę, trzeba było działać z tym, co było pod ręką. Nie na darmo obejrzałam wszystkie odcinki serialu o detektywie Monku. Nie raz widziałam przycinane dla niego bułki, tak, by osiągnęły kształt kwadratu. A gdyby tak w drugą stronę? Nożem obcięłam rogi bułki, która nabrała odpowiedniego kształtu. 
Co zresztą od razu przyznał Józek:
- o, bułka!
I zapakował ją do plecaka.
Jeszcze tylko codzienne sprawdzenie termometru, zegara i kalendarza i był gotowy do wyjścia. Uregulowany tryb życia psuje mu ostatnio niestabilna pogoda. Nie tylko zresztą jemu. Na termometrze 31 stopni Celsjusza, niebo zachmurzone, chwila przed burzą:
 - jest ciepło, czy nie, mamo? Jest lato, czy nie? Mamo!
Trudno mi odpowiedzieć, przedwczoraj grad zniszczył dachy domów niedaleko Olsztyna. Wczorajsza nawałnica połamała wiele drzew. Wieczorem mieliśmy znów burzę:
- co będzie dalej? - zapytał mnie Józek.
- burzy się boisz? no co Ty? widziałeś już kilka burz, rozpoczynają się i kończą.
 - wygonię ją!
Wyganiając ją zasnął, przy szczelnie zamkniętych oknach i zasuniętych roletach. Gdy już usnął deszcz z wielką siłą uderzył w nasze okna. Wyglądało to niecodziennie, koleżanka napisała mi później, że połamało im meble ogrodowe i blacha latała w powietrzu. Dobrze, że mój Józek spał, nie potrafiłabym powtórzyć spokojnie: ..."rozpoczynają się i kończą".
Dziś od rana zmiany u nas w domu. Montowane są meble kuchenne, na które czekaliśmy od dwóch lat. Za chwilę wyjeżdżamy na działkę, chroniąc Józka przed nowymi bodźcami. Od rana spacerował na sztywnych nogach, gdy zobaczył wynoszone naczynia kuchenne do pokoju. Wyrzucanie na śmietnik gratów, które służyły nam za meble, odreagował wyganianiem mnie z kuchni: 
- idź do pokoju i włącz laptop mamy!  Idź!
Potem schował się w świecie dinozaurów i tam na razie siedzi. Wie, że zmiana mebli związana jest z zamontowaniem piekarnika, na co długo czekał. Ale  wiedza to jedna sprawa, a lęki - inna. Tego już dawno nauczyłam się oglądając Detektywa Monka. Fikcyjna postać, ale podobna do osób z autyzmem.
Dla porównania Staś, który zobaczył wszechobecny bałagan: czajnik na parapecie, piętrzące się naczynia w dużym pokoju, obok rozmontowany zlew, stwierdził:
- chyba tu zaraz będą moje urodziny! zawołam tylko chłopaków!

11 komentarzy:

  1. Witam,Staś dobrze to obmyślił,chłopaki pomogą wynosić graty,a przy tym będzie świetna zabawa.
    Józek tak jak Wojtek nie lubi zmian,ale jak już się dokonają to nie będzie chciał odejść od "swojego piekarnika".Pamiętam jak urządzałam Wojtkowi pokój,chodził podekscytowany po mieszkaniu cały czas mówiąc gdzie co będzie stało(co chwila zmieniając układ)
    Teraz jak już jest wszystko ustawione trudno jego "wyciągnąć" z pokoju,gdzie wszystko ma swoje miejsce,nic nie może być przesunięte nawet o milimetr(najgorzej jest z wycieraniem kurzy,dlatego zaganiam go żeby robił to sam)
    Życzę dobrego wypoczynku.Ciekawa jestem reakcji
    Józka po powrocie do domu.Pozdrawiam:W:

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Józio, gdy cieszy się, to rozpromienia się na twarzy, zamyka oczy z zachwytu i przez chwilę inaczej oddycha. Właśnie tak zareagował na piekarnik dziś po południu. Teraz co jakiś czas biegnie do kuchni, woła: jest! i wraca do siebie, żeby znów przybiec. Gdzieś po drodze zauważył też nowe meble kuchenne, ale widać, że to tło według niego.

      Usuń
  2. Ja kiedyś robiłam Kamisiowi mini-pizze z chleba, bo sobie na śniadanie zażyczył :-) Moze ulubiony wypiek Józka z nowego piekarnika pozwoli szybciej oswoić nową kuchnię?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam koleżankę, która potrafi zrobić omlet, polać go ketchupem, posypać serem i przekonać syna, że to pizza. Twoja mini pizza z chleba to jakiś fajny patent! już jutro zrobimy oczywiście pierwszą naszą pizzę w nowym piekarniku, Józio spytał się wzorem Kamila, czy nie moglibyśmy już na śniadanie jej zrobić, ale ponieważ dziś jadł o 5 nad ranem, to zdecydowałam się podać pizzę na obiad. Przede mną nocne ślęczenie nad instrukcją.

      Usuń
  3. jak czytałam o bułkach przypomniały mi się poduszki, a dokładnie poszewki na poduszki i ogromny żal pod tytułem gdzie moja poduszka, na nic tłumaczenia ze środek jest ten sam... mój syn także boi się burzy, najbardziej wiatru. raz burza złapała nas na mieście, schowaliśmy się i czekaliśmy aż przejdzie i teraz mamy problem, bo boi się iść w to miejsce nawet przy dobrej pogodzie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W kwestii burzy u nas odwrotnie.Maja uwielbia jej odgłosy i efekty specjalne. Obie siadamy wtedy w oknie z nosami przyklejonymi do szyby i czekamy na następny grzmot lub błyskawicę.
      - Co to Mamo, jaki to odłos, to odgłos burzy?
      - Tak Słonko, a to co było?
      -To była błyskawica, jaaakaa pięknaaaa!!!!!!!
      I tak do końca trwania burzy. Lubimy też słuchać wiatru i deszczu nocą.
      A wiatr???? Też Pszczółkę zachwyca. Moja Przyjaciółka obserwując kiedyś Maję powiedziała: Jaka Ona indiańska". \uśmiechnełam się pod nosem, bo kilka tygodni wczesniej byłyśmy an ognisku u znajomych. Maja zachwycona jego płomieniami i dymem omal nie weszła do środka. Dzieci znajomych( było nas kilkoro dorosłych i kazdy ze swoimi pociechami, więc trochę maluchów było), niezbyt chętne były do zabawy z Mają, gdyż nie rozumiały czego ona chce i jak chce się bawić. Unikały jej przez całe popołudnie.
      -proszę pani, a Maja to.
      -Ciociu, a |Maja tamto....
      Do czasu....:)W pewnym momencie jeden z chłopców mówi:
      - Psze pani, a Maja to jest jakaś dziwna, lubi dym z ogniska!!!!
      -Tak, lubi, bo w jej żyłach płynie indiańska krew-jej tata jest indianinem- rzekłam najspokojniej na swiecie.
      Taaaak? INDIANINEM????????!!!!!!- mówiły dzieci zgodnym chórem.
      I nagle wszystkie chciały bawić sie z Mają.
      -Maja, usiądziesz koło mnie?
      - Maja a chcesz moją kiełbaskę????
      Patrzyłam na to rozbawiona.No co ja będę tłumaczyć dzieciakom, że nie indianinem tylko indianistą, chyba by zresztą tego nie zrozumiały.indianim czy indianista, co za różnica???!!!
      No, tatuś przynajmniej na coś się przydał Pszczółce.:):):)

      Usuń
    2. Wiesz Aniu, my też mieliśmy kiedyś podobny problem z miejscem, do którego Józek nie chciał już wracać. Kojarzyło mu się źle i koniec.

      Usuń
    3. A Józek to, a Józek tamto - chyba na basenie tak nasłuchałam się ostatnio. Przyszedł instruktor, huknął: a co Wy tak szepczecie, macie coś do Józka, to z nim załatwiajcie! Ujął mnie tym bardzo.

      Usuń
  4. Dziś już pewnie po montaż mebli, ciekawa jestem reakcji Józia.Pewnie was wszystkich zaskoczył:)

    OdpowiedzUsuń
  5. Odpowiedzi
    1. Józio szczęśliwy! piekarnik wygląda jak spełnienie jego marzeń! Dopiero za kolejnym razem, gdy wszedł do kuchni, to zobaczył, że meble też są nowe. Dziś dzień spędziliśmy na działce na rozmowach o epoce lodowcowej, więc w niedzielę przeczytacie o tym. Jutro robimy pizzę w nowym piekarniku(!), więc trzymajcie kciuki, a napiszę o tym już w poniedziałek

      Usuń