czwartek, 5 lipca 2012

dzień 109.

Kamil, syn znajomej z blogu Nasz mały Aspi zrobił niezłą awanturę. Śmiałam się w głos, czytając o nim. I ten plakat, który jeszcze na koniec zerwał ze ściany. Tego samego dnia moje dzieci, jakby umówione z Kamisiem, też dały popis. Staś, który świetnie bawił się od rana u zaprzyjaźnionych koleżanek, nagle rozpłakał się.  
-"z tata nie idę do domu, z mamą idę do domu, z maaaammmmmą. Jeść chcę, nie to chcę, inne chccccccęęęę."
Ela - zespół w zespół ze Stasiem też zanosiła się od płaczu. No, ale dziewczyna miała powód. Pieczarki z cebulką miały być dla mnie, nie dla niej, ale wystarczyło zbudowanie małej konstrukcji podwyższającej, żeby kilka trafiło do buzi. Z bólem brzuszka przepłakała całe popołudnie i połowę nocy. Jaś przez kilka godzin stał rozzłoszczony nad plecakiem: jak to wszystko zmieścić, jak przyszyć harcerskie "łezki" na chuście. Gdzie są nici!?! Nie mam pojęcia, co wstąpiło w moje dzieci wczoraj. Może to pogoda? Burze na przemian z upałem są stałym elementem tego lata. Słońca brak. Może w większej rodzinie działamy jak domino, jeden zacznie i złość leci dalej. Co ciekawe Józek nigdy nie reaguje tak jak inni. Jeśli pogoda źle wpływa na wszystkich, Józek spokojnie sobie gra. Gdy wszyscy jesteśmy rozdrażnieni i nawzajem się prowokujemy, Józek w tym nie bierze udziału. Widocznie ocenia to jako nielogiczne. Te wszystkie zależności i relacje między ludźmi, raniące słowa i za chwilę godzenie się. Czasem śmieje się z nas, gdy wszyscy się kłócimy. Pewnie patrząc z boku rozzłoszczeni ludzie wyglądają śmiesznie. Czerwone twarze, ściągnięte i napięte usta. Co innego brak ulubionej koszulki albo powrót inną drogą do domu - to logiczny według Józka powód do płaczu i kłótni. 
Po kilku godzinach, podczas których zawsze ktoś kłócił się i płakał, miałam ochotę jak Jola, mama Kamila, schować się gdzieś i nie wychodzić przez dłuższą chwilę. Z zatyczkami do uszu najlepiej. W końcu burza przeszła, włączyłam bajkę na dobranoc, zły nastrój prysnął. Ja też od razu cudownym sposobem wszystkich mam nagle poczułam się lepiej. Jeszcze krótki telefon do koleżanki:
 - co te moje dzieci dziś wyrabiają! - zaczęła rozmowę
- ba!
- kochana, wiesz, że to dopiero początek wakacji.
Westchnęłam. Chyba jednak kupię sobie zatyczki do uszu.
Wakacje to jak co roku wyjazd Jaśka. Tym razem dłuższy niż zwykle, bo trzytygodniowy obóz harcerski. Józek zawsze źle znosił wyjazdy Jaśka. Najgorzej było, gdy zostawał zupełnie sam (czyli z rodzicami), bo jeszcze nie było Stasia. Wtedy potrafił nie spać przez kilka nocy lub przez całą nieobecność Jasia. Teraz, gdy dzieci jest więcej, łatwiej mu znosić tęsknotę. Po prostu spaceruje, zamyka drzwi od pokoju, potem je otwiera, gasi światło, potem je zapala. Tak jakby szukał - logicznej - przyczyny, dla której nie może zasnąć. Idzie do mnie spać, kręci się, tak że ja też już nie śpię. Sprawdza, czy jest Staś i Ela i wtedy zasypia.

12 komentarzy:

  1. o tak- to zdecydowanie pogoda - i to w calej europie;-D.tadeuszek wczoraj byl baardzo placzaco-awanturniczo - piszczacy - dzis jakby lepiej i w calkiem niezlym humorze poszedl do przedszkola.w jakim wieku sa wasze dzieci?zawsze marzylam o duzej rodzinie, wiec fajnie mi sie o was wszystkich czyta, choc to nie lada wyzwanie. chyle czolka :-)
    pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. 11 lat ma najstarszy syn, potem jest nasz Józek 9 lat, później mieliśmy 5 lat na zastanowienie się i przeanalizowanie sytuacji: "autysta w rodzinie". W pierwszy dzień lata urodził się Staś, 4 lata temu, dziecko radosne. Ela ma niecałe półtora roku, ale trzy razy więcej sprytu niż ktokolwiek w jej wieku. Szybko się uczy, a jeśli gdzieś nie sięgnie to zamacha rzęsami i zaraz znajdą się chętni, żeby jej pomóc. Zazdroszczę jej skrycie braci (nie miałam żadnego) i pozycji w rodzinie.
      Pozdrawiam Was i jeszcze raz wszystkiego najlepszego dla Tadeuszka - za tydzień urodzinki.

      Usuń
  2. (...)a jeśli gdzieś nie sięgnie to zamacha rzęsami i zaraz znajdą się chętni, żeby jej pomóc(...)Nawet gdyby chodziło o naciśnięcie dzwonka żeby spłatać psikusa sąsiadowi;D:D:D to urok Elusi jest tak zniewalający,że jej po prostu nie sposób odmówić;D Agnieszka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. każdy się na jej wdzięk łapie, zasłonięcie ręką oczu, gdy czuje się odrzucona, płacz szczerymi łzami, gdy tata mówi, że źle coś zrobiła, intonacja płaczu w zależności od osoby, przy której płacze. Dla mnie to nowość, moi synowie inaczej się zachowywali.

      Usuń
    2. Ale Ela jest jedyna w swoim rodzaju,niepowtarzalna i unikatowa;) Agnieszka

      Usuń
    3. zaraz jej przeczytam Twoje słowa, jest mała, ale wszystko zrozumie

      Usuń
  3. Czasem dla przeciwwagi chcialabym miec jeszcze zdrowa rezolutna coreczke :-) Duza rodzina do wiecej klopotu, ale i o wiele wiecej radosci i zawsze beda mialy siebie nawzajem :-)
    U nas tez wczoraj byla burza z grzmotami, ta prawdziwa tym razem, co w Szkocji zdarza sie nieczesto.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. od kilku dni burze mamy codzienne, co to jest-jakiś wysyp-czy coś? Na dziś w prognozie też burza, jutro burza, ile można? Rezolutna córeczka jest w dechę! pozdrowienia dla Kamisia, który natchnął mnie dziś do pisania postu

      Usuń
    2. A Ty mnie też natchnęłas dziś na nowego posta :-)

      Usuń
    3. Witam,Wojtek moją złość uważa za nielogiczną(podobnie jak Józek waszą).
      Jego słowa "czemu się denerwujesz,uspokój się",w momentach największego wzburzenia prowadzą do refleksji-czemu się złoszczę? może faktycznie,nie ma o co się denerwować. Sam natomiast potrafi wpaść w"szewską pasję",z przyczyn które są dla mnie drobnostką.
      Chociaż "awantury" zdarzają się coraz rzadziej,chłopak dorośleje.Pozdrawiam:W:

      Usuń
    4. wiesz Wando, czasami mi się tylko coś wydaje, że Józek myśli to albo tamto, w tym przypadku o nielogiczności naszych złości. Ale Ty mi potem to potwierdzasz, że tak samo mówi Wojtek. Bardzo to dla mnie cenne.

      Usuń